wakacje

Wczoraj był jeden z ważniejszych dni w roku. Z własnej woli udałem się do miejsca, które ludzie ludziom zgotowali, żeby uczestniczyć w oficjalnej ceremonii…

img_20190619_101758_3

…w części artystycznej…

 

 

…oraz w części właściwej:

img_20190619_115104_5

Z niejaką ulgą przyjąłem wiadomość, że Najmłodsza otrzymała promocję, choć jej zdaniem „promocje” to tylko w Biedronce…

img_20190619_115623_7

Zaraz po wręczeniu świadectw pojechaliśmy do Olsztyna po Najstarszą, przy okazji wstępując na tak zwany szybki obiad i tym razem wcale nie w KFC;) Jednym słowem Wakacje można uznać za rozpoczęte:)

Każdy świętuje ten dzień jak chce. Pomijam to, co dziewczyny robiły w pokoju, ja urwałem się do Listonosza na małe cięcie:

img_20190619_190019_8

Naszło mnie, żeby sobie zrobić taki „lipny” stolik, wykroiliśmy więc kilka plasterków z obalonego wichurą drzewa: https://youtu.be/zQ9IE8VViE8

Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Na razie muszę zdjąć toto z samochodu, bo wczoraj to już nie miałem siły. Byle do piątku;)

wieczór autorski

Nastał czas koszenia. Zebrałem się o 3ciej nad ranem, żeby materiał na ławeczkę pozyskać. Pozyskałem. Zatem można w pole. Najpierw Paprocin – zrobiłem tam rzeczy o jakich poprzednim właścicielom się nie śniło:

 

Czyli skosiłem teren od początku świata podmokły i trzciną zarośnięty. Przerwa obiadowa, rzut oka na gumno i… na Topole:)

img_20190617_172216_5

Sam sobie się dziwię – zwykle Paprocin robiłem 3-4 dni, Topole minimum dwa. A teraz jak w amoku wszystko w jeden dzień. Teoretycznie powinienem mieć po tym wyczynie 4 dni wolnego. A praktycznie spakowałem wieczorem śpiwór i worek piwa, wsiadłem na motór pojechałem się odchamić intelektualnie: na wieczór autorski u Bliźniaków;)

Były rozmowy o literaturze…

img_20190617_215424_9

…oraz… dyskusje o literaturze:

 

Ogólnie rzecz ujmując było fajnie:) Rano wymknąłem się śpiącym gospodarzom i wróciłem do mojego świata…

Turniej Golubsko-Dobrzyński

W przeddzień wyżej wymienionego zjechały się do nas Bezświstne Szelesty by przy ognisku pobierać ostatnie nauki przed batalią. Wielki Mistrz szkolił nas osobiście:

img_20190614_223222_6

Bladym świtem, w nieco okrojonym składzie udaliśmy się na pole bitwy. Pole jak pole, ale zamczysko zacne:

Po krótkim ogarnięciu się i pamiątkowej sesji, bez huku armat ruszyliśmy w bój…

I jak to na zawodach bywa, były strzały prosto w oko i klapsy w dupę…

Pogoda nie dopisała, bo z nieba zamiast deszczu żał się lar, jedynie wiatr nieco łagodził skutki tej niedogodności. Rok temu ponoć było gorzej, więc szacun dla organizatorów za zmianę formuły i dwa cele z jednego stanowiska zamiast dwóch rund po 28 celów. Niemniej jednak cień zamczyska wzbogacony zacnym złotem w płynie wynagrodził te kilkaset punktów brakujących do głównej nagrody…

Na pocieszenie szybka rycina z Królem Finlandii Kłosem…

img_20190615_104842_8

…i powrót do domu z kolejnym życiowym rekordem: 76,25%. Mam teraz dwa miesiące przerwy na treningi i kto wie, może w końcu wystrzelam zaplanowaną na ten rok osiemdziesiątkę. Bo tendencja zwyżkowa jest;)

Lilak

Podczas mojej na gumnie nieobecności Oślica raczyła wreszcie urodzić chłopca:

img_20190609_173704_8

W samą porę, bo już się zastanawiałem, czy nie zacznie zaraz powłóczyć wymieniem po trawie. A że przy okazji znalazłem w owsie sporo takich kwiatków:

img_20190609_184559_4

to nazwa nasunęła się sama. Wszystko wskazuje na to, że Lilak ma szansę stać się naczelnym bykiem za dwa lata. Ale to się jeszcze zobaczy.

porachunki z bliźniakami

Był taki czas, że to: https://www.youtube.com/watch?v=5VQ3BCpw3K4 było hitem absolutnym. To był młody czas…

Wybraliśmy się ostatnio do znajomych Aś. Postacie to mocno nietuzinkowe, tym milej było mi znaleźć z nimi wspólny język. Co nie było trudne, bo moja fascynacja SF i ich zaangażowanie w fantazy mają wspólny mianownik;) A panowie Bliźniacy właśnie podbijają Świat swoimi książkami – między innymi Zakonem Achawy czy Wojną Światła i Ciemności. Wspólny język zacieśnił więzy przyjaźni…

bliźniaki

Do tego stopnia zacieśnił, że nazajutrz Aś z pewną dozą niesmaku poinformowała mnie, że dzwonili do niej „moi koledzy”. W kwestii umówienia się na chlanie… Nie, nie odmówię;) Tym bardziej, że Bliźniacy są spod znaku Bliźniąt, a ja jako Ryba lubię takie wyzwania;)))

No właśnie. Weekend spędziliśmy z Najmłodszą u Sąsiada, któren z racji bycia również Bliźniakiem obchodził kolejny jubileusz. Nie mogłem sobie odmówić radosnego selfie przy odpalaniu grilla…

img_20190608_174056_5

Paru innych rzeczy też sobie nie odmówiłem;P

A potem pojawiły się Znaki. W postaci migracji motyli – przez kilka godzin nieustannie frunęły te cudne stworzenia na południe, akurat przez gumno Sąsiada. Oczywiście przy pomocy podbieraka schwytaliśmy jednego z migrantów, żeby mu się z bliska przyjrzeć:

img_20190609_113725_0

No dobra, motyl jak motyl. Niech leci za stadem, widocznie ma w tym swój cel, o którym się entomologom nie śniło.

 

sen nocy letniej

Zapowiedzieli noc tak ciepłą, że aż strach. Zostać w domu. Postanowiłem zatem skorzystać z okazji i spędzić ją na zewnątrz, by podziwiać rozgwieżdżone niebo. Najmłodsza postanowiła mi towarzyszyć… Podzieliliśmy się zatem miejscami noclegowymi: Najmłodsza zarekwirowała trampolinę:

img_20190605_212022_9

a ja hamak:

img_20190605_211953_8

Plan nie wydawał się przesadnie hardkorowy, choć dłużyło mi się oczekiwanie na to rozgwieżdżone niebo…

img_20190605_212819_7

W końcu się nie doczekałem i zasnąłem. Pamiętam, że coś tam w nocy widziałem, ale niewiele, bo jasno było jak na kole podbiegunowym. Gdzieś przed trzecią Najmłodsza zgarnęła swoje manatki i powiedziała, że idzie spać do domu, bo w tym hałasie nie można wytrzymać. Fakt, żaby istnego pierdolca dostały, że ledwo dało się słyszeć spadające z metasekwoi koty czy inne nocne odgłosy. Skwapliwie skorzystałem z okazji i przeniosłem się na zwolnioną trampolinę, bo hamak od nocnej wilgoci ciut się rozciągnął i w efekcie spałem z dupą opartą o drewniany stelaż. I tak przegapiłem potencjalne gwiazdy, bo kolejny widok jak mi się ukazał był taki:

img_20190606_063414_8

Co jak co, ale kopalne drzewa piękne są. Tak czy inaczej na jakiś czas moja żądza spania pod gołym niebem została zaspokojona.

 

bobrowy kantar

Ludwik jakiś czas temu zgubił kantar. Jakoś tak wyszło, że mnie wczoraj bezsenność dopadła więc o 4tej poszedłem go szukać. Ku mojemu zaskoczeniu znalazł się dość szybko:

img_20190603_043815_5

Pełna kultura – nie ciepnął byle gdzie tylko na wieszaku zostawił;)

Skoro już włóczę się po okolicy to zajrzę do bądków. Są, ale już bez malucha:/

img_20190603_044558_6

No jak już tu doszedłem i jest jeszcze przed piątą to trochę poeksploruję okolice Namibii:

Udało mi się nawet wytropić płynącego „bobra”, ale tak długo szarpałem się z telefonem żeby zdjęcie zrobić, że w końcu kwaknął zniecierpliwiony i odleciał… No to poszedłem na znane mi już dobrze żeremie:

Bobrów nie spotkałem, ale tropy jakiegoś bydlaka na skraju bandurków zasygnalizowały konieczność zajęcia się tematem odstraszania w najbliższym czasie. Powoli zbliżał się czas powrotu i wyprawienia Najmłodszej do szkoły. Jeszcze tylko nakarmić zwierzyniec – zarówno ten dobrze znany i zblazowany…

img_20190603_191524_3

…jak i nowy przychówek:

img_20190604_062536_1

A potem to już normalny, zwykły dzień…