połowa wakacji

Jako się rzekło – skoro musiałem kupić nowy telefon, to i muszę zacząć pisać. Co prawda chyba tylko ostatnie zdjęcie jest z niego, bo reszta to z zastępczych obrabiarek (na przykład taka Nokia 6700 – pamięta ktoś?), ale czas uzupełnić zaległości.

No więc odwiedziłem najbliższą strzelnicę:

zdju0119cie0901

Co prawda tylko wiatrowa, ale wypas jest – zwłaszcza te jeżdżące tarcze:) Fajnie było, może jakieś zawody urządzimy hazardowe – strzelanie o piwo czy cuś…;)

Największa atrakcja naszej agroturystyki wypełzła z pudełka:

zdju0119cie0909

Teraz to już spore kociaki są i wszędzie ich pełno. Jest moc;)

Urządziliśmy pierwsze zawody z turystami. Co prawda nie chodziło o strzał do brzozy…

zdju0119cie0915

…ale w dogrywce wygraliśmy drużynowo:) No właściwie to powinien być remis, ale jakaś wewnętrzna potrzeba sukcesu kazała uczciwie liczyć punkty.

Niemiłe niespodzianki też były. Po zimowej przydusze sprzed kilku lat przyszedł czas na letnią:/

img_20180731_114417_0

Trochę za późno zacząłem napowietrzać wodę przy tych upałach, no i przy okazji dowiedziałem się, że średnia waga amurów i karpi w naszym stawie to 3,5kg… każdy:( Poległy 4 karpie, 3 amury i 3 zeszłoroczne szczupaki. Mam nadzieję, że to koniec – bo pewnie same karasie zostały, a one mocne som…

A tak w ogóle to moje dzieciaki były i pojechały, młode Palie były i pojechały, Dziadki z Majką były i pojechały, a kombajnu jak nie było tak nie ma. Ciekawe co będzie pierwsze – deszcz który zmoczy owies i oddali żniwa czy też kombajnista dojrzy dno butelki i raczy się pojawić wiedziony potrzebą uzupełnienia płynów…

Czas pokaże.

wakacje na roboczo

Dzieciaki moje odległe zażyczyły sobie przyjechać do mnie na początku lipca. Wygospodarowałem więc chwilę wśród prac polowych i pojechałem po nie. Oczywiście z obowiązkowymi postojami w KFC:

IMG_20180701_141206IMG_20180701_141211

Na szczęście dzieciaki są już duże i nie muszę ich niańczyć, radzą sobie jakoś a ja mogę bawić się w polu. Na przykład w „sarnie żniwo”:

IMG_20180703_112213

Są też milsze chwile, które mogę spędzić z piwem w garści obserwując jak młodzież naprawia zablokowaną prasę:

IMG_20180708_121958

Zaiste widok to miły, choć rzadki. Równie rzadki jak kocięta w domu:

IMG_20180706_192837Na razie mają imiona techniczne (nie chcecie wiedzieć jakie…), jak przeżyją to pewnie zmienimy, będzie jak z tą galerią…

Zrypał mi się telefon, mój zajebisty, niezniszczalny Mann Zug 3+, więc dopóki go nie naprawię lub nie kupię nowego nie będzie zdjęć a zarazem i wpisów. Co jest mi na rękę, bo pisać mi się nie chce. I na razie tyle.

czwarte kaszubskie

Tym razem okazało się, że Kaszuby sięgają Władysławowa;) Daleko. No to trzeba się przygotować do drogi…

IMG_20180622_100419

Na miejscu urokliwie:

IMG_20180623_083157

Na ponad 20 motocykli ponad 10 było spod znaku RE. Najstarszym egzemplarzem była… kosiarka do trawy, również spod znaku Royal Enfield:

IMG_20180622_211502

Najlepszą zabawą były próby jej odpalenia do późnych godzin nocnych, uwieńczone zresztą sukcesem:) Sukcesem było też dotarcie nad Morze:

IMG_20180623_130352

A potem trzeba wracać do domu, gdzie czekała… koszulka i małe co nieco;)

IMG_20180624_145624

Fajny wyjazd i jeszcze lepszy powrót. Trzeba to będzie powtórzyć. Za rok.

ĝis la revido

Wszystko co dobre kiedyś się kończy. Dotyczy to również przedszkolnej beztroski. Najmłodsza po raz ostatni stanęła na pieszkowskim kobiercu. Raz ze wszystkimi przedszkolakami:

IMG_20180621_091944

Drugi raz z tymi, którzy będą kontynuować karierę poza strukturami przedszkolnymi:

IMG_20180621_092527

Na pożegnanie jeszcze ostatnie chwile beztroskiej zabawy….

IMG_20180621_094742

A potem… WAKACJE!!!!

Galeria pod Rybim ******

Dawno, dawno temu… krystowiercy zjarali w Górowie ostatnią prawdziwą Czarownicę. Fakt ten upamiętnia skromna tablica pamiątkowa:

IMG_20180618_091739

Skromna, bo i nie ma się czym chwalić. Ważne, żeby pamiętać.

Skromne to i były do niedawna podratuszowe lochy:

IMG_20180618_111145

Ale, że ktoś sobie o nich przypomniał, to trzeba było coś zrobić, żeby można się było nimi pochwalić. Dwie Panie, nie wiem, czy spokrewnione ze straconą Czarownicą, wzięły się do roboty i tak oto powstała rzeczona Galeria…

IMG_20180628_163138IMG_20180628_163146IMG_20180628_163155IMG_20180628_163644

Niewiele zostało tu do powiedzenia, to trzeba po prostu zobaczyć. A jak zobaczyć, to i może coś zakupić. Albo chociaż pogwarzyć przy kawie od dawnych czasach. Zapraszamy:)

z pamiętnika przemytnika – mundial

Taki jeden Zamachowiec ze Śląska z Kumplem przyjechali – bazę wypadową na mecz w Królewcu sobie u nas zrobić. Od czasu ostatniego na mnie zamachu patrzę na niego nieco podejrzliwie, ale sam się dałem upić, więc pretensji o zamach mieć nie mogę… Do rzeczy.

Chłopaki wyposażeni z paszporty, Fan ID i bilety zorganizowali sobie transport na granicę „tam” we własnym zakresie. Mecz miał trwać do 23ciej, więc prorokowałem, że pewno na 4tą rano będą z powrotem. Nie chcieli wierzyć, bo to przecież „tylko” 50km, ale co się będę wymądrzał. Umówiliśmy się, że jakoś dotrą do przejścia i zadzwonią, a ja wyjadę po nich na granicę. I pojechali a ja zająłem się sielankową rzeczywistością.

Jako, że nie spodziewałem się telefonu wcześniej niż o północy, około 22giej udałem się na szarpaną drzemkę, co jakiś czas sprawdzając telefon. W końcu doczekałem się – o 2:47! Dzwoni roztrzęsiony Zamachowiec: „Możesz wyjechać po mnie na Bezledy, opowiem jak przyjedziesz, bo się wszystko popierdoliło”. No to jadę. Jakoś do mnie dotarło, że o 3ciej w nocy jest już widno – ani chybi Kupała za pasem.

Dojeżdżam do granicy, zawracam przed szlabanem, staję na poboczu przy lesie i dzwonię do Zamachowca. Odbiera za drugim razem i prosi, żebym wjechał na przejście. No dobra, zawracam, jadę na szlaban. Strażnik spogląda na mnie podejrzliwie, mówię mu że ja po kibiców z meczu. Pyta, czy to ja czaiłem się w lesie. No ja. No to zabrał mi dokumenty i zaczął dociekać w budce, co jest grane. Słyszę co któreś słowo, jest potwierdzana moja wersja. Widzę z przodu jakiś ruch na granicy, to mój kibic jest odprowadzany w moją stronę. Dotarł do samochodu, mówi, ze nie chcę wiedzieć co się stało i możemy jechać. Nie możemy, bo nadal jestem bez dokumentów, które się sprawdzają. No to mi zaczyna opowiadać.

Na miejsce dotarli szybko, równie szybko upłynnili nadprogramowy bilet. Mecz super, piwo drogie i gówniane. Chorwaci skopali Nigeryjczyków 2:0. Po meczu załapali się na stopa i wracają na granicę. Po rosyjskiej stronie okazuje się, że Kumpel nie ma paszportu. Zgubił na stadionie. Rozdzielają się: Zamachowiec podąża w stronę Polski, Kumpel zapakowany w rosyjski radiowóz pod eskortą z kałachem wbitym w bok wraca do Królewca.

Zamachowca przygarnęła ekipa z Audi, ale w kiblu przed polskim przejściem zdradzili mu sekret natury tytoniowej, w związku z czym Zamachowiec postanowił poczekać w toalecie na następną okazję. Jako, że było zimno, odpalił umieszczony tam kaloryfer i grzał się, od czasu do czasu wyglądając na zewnątrz w poszukiwaniu okazji. Ten nietypowy ruch toaletowy po pół godzinie został dostrzeżony przez Straż Graniczną i Zamachowiec został ujęty w kiblu i doprowadzony na przejście, gdzie naświetlił zaistniałą sytuację i dokonał rzeczy niemożliwej: jako pierwszy od kilkunastu lat obywatel przekroczył samochodowe przejście pieszo. W sensie że doprowadzono go do Musiołka.

Po odzyskaniu dokumentów i zdaniu pogranicznikowi relacji z meczu wróciliśmy do domu, niepokojąc się o losem zgarniętego przez rosyjską władzę kumpla. Niemniej raczyłem zauważyć kładąc się do łóżka, że jest 4:00.

Dospałem prawie do 9tej. Takoż Zamachowiec. Przespał sms-a od Kumpla z informacją, że ten jest już w Polsce. Zdzwonili się, okazało się, że Kumpel czeka na nas już w Górowie pod sklepem z opisu którego wywnioskowałem, że chodzi o górnych pedałków. Niezwłocznie pojechaliśmy go przejąć i z przejęciem wysłuchać relacji z paszportowych przygód.

Z relacji Kumpla wynika, że już na przejściu granicznym otrzymał informację, że jego paszport został znaleziony na stadionie i oczekuje na którymś z Królewieckich komisariatów. Niezwłocznie więc milicjanci zapakowali go do radiowozu i pojechali z nim do Królewca. Jeden prowadził, drugi spał z ręką na spuście kałacha wbitego w udo Kumpla. Dotarli na miejsce, odwiedzili kilka komisariatów aż trafili na ten właściwy, z paszportem. Tu trochę skracam opowieść. Po ustaleniu, że paszport jest Kumpla a on paszportu, milicjanci zatrzymali pierwszą ciężarówkę i nakazali dostarczyć kibica na przejście graniczne. Kierowca był na tyle uprzejmy, że podarował mu jeszcze 500 rubli, żeby miał za co kupić coś do jedzenia – zresztą milicjanci co chwilę proponowali Kumplowi coś do jedzenia i picia. Normalnie okres ochronny chyba w Rosji panuje na kibiców, prikaz z góry musieli dostać.

Kumpel przekroczył granicę już jako pasażer jakiegoś busa, który wywiózł go trochę za daleko, kawałek wracał na piechotę, kawałek do Górowa rejsowym busem aż wylądował tam gdzie go znaleźliśmy. Miał kupę szczęścia, że ten paszport się znalazł, bo inaczej czekało by go koczowanie w Królewcu pod konsulatem – do poniedziałku.

No cóż, takie hece nazywają się przygody. Trzeci raz najechał mnie Zamachowiec i trzeci raz było ciekawie. Boję się czwartego razu…