czekolada…

Dzien jakos marnie sie konczy. Tesciowa ma przerzuty. Wszystko wskazuje na to, ze niewiele juz mozna zrobic. J jest zalamana. Tak czuje, choc przez telefon stara sie byc dzielna. Jestem przygnebiony, choc wiem jak niewiele moge zrobic. W sumie to sporo sie dzis zdarzylo, ale nie chce mi sie pisac.

Czasem pewnych rzeczy lepiej nie wiedziec.

odjazdowy

No i bylem dzis ostatni dzien w pracy. Szefostwo nie stawialo zadnych przeciwwskazac co to takiej formy rozwiazania umowy, choc dali mi do zrozumienia, ze jest im przykro. Generalnie dzien byl spokojny, z nudow umylem sporo okien (heh, pierwszego dnia tez mylem okna na stacji), potem zalapalem sie na umycie pobiezne trzech samochodow, co zaowocowalo napiwkiem w rekordowej wysokosci 30zl:). Na koniec dnia pogadalem jeszcze z szefowa, bedzie musiala sobie jakos radzic beze mnie;). Potem do domku, kolacja piwo, komp i… zaczelo sie. Zadzwonila NI, potem J, w miedzyczasie Juha przyslal kontrakt i wyciag prawny o uzywaniu samochodow przez obcokrajowcow (Allison, jestes niezastapiona – a nic bym bez Ciebie nie zrobil:)). Wszystko nabiera tempa…
Troche mi szkoda tej pracy podjazdowego, najbardziej mi chyba bedzie brakowac kierowcow TIRow. Nauczylem sie z nimi rozmawiac, bardzo fajni ludzie. Ludzie drogi…
No ale jak to mi sie dzis napisalo do A: zycie to pasmo pozegnan…

Bedzie dobrze…:)

dobry dzien

rano internet nie chcial mi zadzialac. No to po prostu napisalem wymowienie, pojechalem zawiezc do firmy, pogadalem z szefem, bardzo zreszta milo, okazal calkowite zrozumienie. Potem do Z do kawiarenki zeskanowac papiery finskie i wyslac je do weryfikacji do Cendara. Kurde, i pomocny precel sie znalazl na dalekiej polnocy:))) Potem do domku, obiadek sporzadzic i czekac na wizyte rodzinki. Wpadli na chwile, zjedli, kawe wypili, z dziadkiem pogadalem. Mam fure i kase na wyjazd:). Pojechali, ja siadlem do netu, sciagnalem sobie program do rozliczenia i sie opitolilem. Wychodzi na to, ze skarbowy mi wisi za zeszly rok. Tylko 1500 zl, ale jakie to mile:). Ogolnie dzien zaliczam do udanych:). A jeszcze sie nie skonczyl;).

Rozmowa z M tak mnie natchnela, ze wymyslilem sentencje…

"Jeden jest sposob by miec wszystko: miec wszystko w dupie…";)

oj, zaczynam chyba w glupawke wpadac od nadmiaru dobrego nastroju;)))

sprawiedliwosc…

No i rano niespodzianka. Przychodze do pracy, wrog moj po nocy jakis nieswoj. Chlodne czesc i tyle. Po tem szef przychodzi i mowi, ze w nocy byla ucieczka. Znaczy ktos przyjechal, zatankowal, rozejrzal sie i odjechal niezaplaciwszy. Ladnie na kamerach wyszlo. I rowniez ladnie na kamerach wyszlo (tyle, ze lepiej), ze dokladnie w tym momencie wrog moj siedzial sobie przy stoliku z kolesiami i gadal, zamiast stac za kasa, a jego partnerka owszem, siedziala sobie za kasa i gazete czytala… Coz, moja niechec moglaby zaciemnic obiektywnosc osadu, ze ktos olewa prace, ale teraz szefostwo ma nagrane, jak to niektorzy sobie pracuja. I szczesliwe (szefostwo) nie jest, bo wrog moj to chyba kolega (szefostwa). Jakos od rana mialem w pracy dobry humor… Ale mimo wszystko wstydze sie tego uklucia satysfakcji, jak sie dowiedzialem. Bo nieladnie radowac sie czyims (nawet zasluzonym) nieszczesciem. Nie mniej jednak jutro zamierzam udac sie do pracy (mimo ze wolne mam) i wymowienie zlozyc. Bo i sie tam nie widze, i nie zamierzam znosic humorow wroga mojego (za malo mi placa zebym to znosil), i jeszcze kilka powodow by sie znalazlo, a najwiekszy ten, ze dziecmi chce sie nacieszyc jak przyjada albo jak ja do nich pojade. Bo to jeszcze niewiadomo…No i nogi mi troche odpoczna… A dzis na ambicje jeszcze sobie wlazlem i caly lod z podjazdu za stacja odkulem. Dumnym z siebie niewspolmiernie;). Ale dzionek ma sie ku koncowi, zamkowe mocne jasne pelne dostalo mi sie do krwioobiegu, wiec dlugo nie posiedze, tym bardziej ze wszystkich gdzies wcielo i nikogo na gg nie ma…No i dobrze, Wy sie bawicie, a ja dzieki temu moge isc spac;). Milej zabawy or dobrej nocy:))).

wilk slabomierski

Wczorajszy dzien zaliczam do ciezszych. A to z powodu konfliktu w pracy. Zaczelo sie kilka dni wczesniej, kiedy stwierdzilem, ze nie dam sie wrobic w odpowiedzialnosc finansowa za cudze niedociagniecia. No bo dlaczego mam wywalic 90 zl z wlasnej kieszeni albo budzic spiacych kierowcow, ktorzy przeciez tez sa ludzmi, tylko dlatego ze komus sie nie chcialo poinformowac ich w nocy o platnym parkingu? No i ten ktos zebral opierdol od szefostwa, a teraz odgrywa sie na mnie.No ale niewazne, homo hominis canis lupus est, zwlaszcza w Polszcze.

A propos canisow lupusow, obrazek wczoraj w pracy mialem jak z National Geografic, a nazwalem go sobie "wilk slabomierski". Co zreszta zalaczam nie baczac na licha przeciez jakosc zdjecia z aparatu.

No ale to bylo wczoraj, dzis jest nowy dzien i na pewno bedzie lepszy. No bo dla niektorych nadchodzi koniec tygodnia i poczatek weekendu:))).

dowcip na dzien dobry

Chyba nawet sie wyspalem. Po 2 piwach jakos udalo mi sie powstrzymac napor zlych mysli, popisalem troche z A tak polprzytomnie, tzn budzilem sie zeby odpisac;). Rano jeszcze chcialem dospac, ale diably wygonily mnie z lozka. Zebralem sie w sobie, zrobilem pranie, odetkalem zatkany od tygodnia zlew, pozmywalem to co sie z niego na mnie rzucilo, nawet sniadanie sobie zrobilem. Teraz kawa i poszukiwanie jakiejs sensownej drogi do Finow. Dlaczegoz nie ma od nas promu do Helsinek?:(

Wczoraj w pracy opowiedzieli mi dowcip. Rozmawia ksiadz or religii z nauczycielem: Jak ty to robisz, ze masz taki dobry kontakt z uczniami? No wiesz, staram sie byc rowniacha, mowie ich slangiem, wiesz, "siema", "nara" i takie tam… Ksiadz wzial sobie do serca, wchodzi na zajecia, podnosi reke i wita sie: "Pochwa!"…

Invisible Pink Unicorn

Cosik mi sie wymsklo i wpis sie skasowal. A, Karo mnie zbalamucila. Bylo o pracy. Ze nudno, ze cyngle z NBA przyjechalismy, wiec pogadalem z krajanami;). W nowym BMW wycieraczki zmienialem, to glupsze niz dolewanie plynu do spryskiwaczy w Pandzie bez lejka. A w domu, posiedzialem chwile pred internetem i posprawdzalem to co mi Juha przyslal w nocy. W pierwszej chwili sie przejalem, ale jak zaczalem czytac rozmowki angielsko-finskie w knajpie, gdzie nawalony gosciu wyzywa kobiete od dziwek itp, to dotarlo do mnie, ze se jaja ze mnie robi;). Tak stronka dla turystow-dowcipnisiow:). Zreszta, jak komus sie chce posmiac ( niewidzialny rozowy jednorozec juz zupelnie mnie rozwalil;)), to niech sobie poczyta – http://www.ilmatar.net/~np/misc/foreigners_guide_to_finland.html. A, no i Irma napisala. Ze fajnie by bylo, zebym jej kogos znalazl do pomocy, jesli ja nie bede mogl przyjechac. Jest ktos chetny na prace za jakies 800 E plus zarcie i mieszkanie? Jesli tak to zapraszam na priva. A na dzis mam dosc, ide spac. Do zobaczenia jutro:).