go north. Again.

Wyplynelismy. Znowu mgla. Dzien byl wariacki. Prawie 400km w deszczu na motorze. 6 godzin. Ale wyrobilem sie. Prawie. Bo juz na promie zaliczylem glebe parkingowa. Dwa razy. Slisko bylo. No i nie udalo mi sie zalatwic kabiny. Znowu fotel. Gorzej, bo bez koca i przemokniety jestem. Ale takie hece nazywaja sie przygody;). Bedzie dobrze.

wyszlo inaczej

niz zamierzalem. Nie gorzej, nie lepiej, inaczej. Przyjechalem, spotkalem sie z rodzicami, spotkalem sie z dziecmi, z J, z Paliem. Wyslalem smsa do NI, nie odpowiedziala. Pewnie zawiodla technika. Chcialem dzis rano wstapic do niej jadac juz do Gdanska, ale Palio nawalil i nie zdaze – musze jechac szybciej, w inna strone. Pewnie tak mialo byc. Wczoraj wieczorem pogadalem sobie troche przez telefon, spotkala mnie za to dyskusja i kara. Zycie. Powrot z mieszanymi uczuciami. Zobaczymy jak bedzie. Bedzie dobrze.

Spokoj ponad gniewem.
Honor ponad nienawiscia.
Sila ponad strachem.

Milego dlugiego weekendu Wszystkim zycze:))).

Terminus Est

Pewne rzeczy wciaz sie zmieniaja. Jedne koncza, inne zaczynaja. Czasem kurczowo trzymamy sie naszej przeszlosci, bo wydaje sie nam, ze mozna do niej wrocic i na jej podstawie budowac przyszlosc jakiej bysmy chcieli. Jesli nam to nie wychodzi, jesli wciaz kurczowo trzymamy sie tych wyobrazen i nie pozwalamy przeszlosci odejsc, zycie staje sie coraz bardziej zagmatwane, coraz bardziej pograzamy sie w… bagno?

Jesli uda nam sie odciac, przestajemy zyc przeszloscia, ktora odeszla, mamy wiecej swobody w wybieraniu drog w przyszlosc. Mozemy juz nie popelniac bledow z kiedys i gdzies, bo pamiec o przeszlosci i tak w nas przeciez zostaje. Podobno im ktos ma lepsza pamiec, tym latwiej mu zapomniec (Lec?).

Allison, dziekuje. Ale blog nie jest miejscem na pewne rzeczy. Pewne rzeczy nie powinny lub nie moga sie na nim znalezc. Musi byc inna droga, inny sposob.

Oto jest linia podzialu.

kawalek Szwecji

ktorej i tak nie lubie;)

i tym bardziej ich nie lubie, bo oni juz wiosne maja w pelni.

i drzewo tez maja…;)

i kosciol w Nynashamn tez maja. A jak sie poszuka to sie znajdzie:

koniec drogi;). Oczywiscie jak sie poszuka dokladniej, to mozna sie wybrac na okoliczny koniec w postaci z hiszpanska brzmiacej wyspy Toro (Isla del Toro:)). Wjezdza sie tam do miasteczka Herrhambra tak:

potem sie przejezdza obok "przytulnego" miejsca ostatnigo spoczynku kotwicy:

i docelowo dociera sie do samego konca Szwecji w tej okolicy:

trzeba wiec zawrocic i rzucic okiem na sarne:

wiem, wiem, niespecjalnie ja widac;).

po drodze jeszcze sie przytrafil ni to wiatrak, ni to spichlez…

a potem to juz mgla do samego Gdanska;))).

Veni, vidi, posiedze kilka dni i wracam z powrotem. Wlasciwie to moze powiedzialbym do domu, bo jak ostatnio taki list urzedowy dostalem, poszedlem do Juhy i pytam co to, to dosc dlugo czytal a potem podsumowal jednym zdaniem: jestes finem…:o.

No dobra, dosc tego gledzenia. Trza sie troche ogarnac;). Milegop wieczoru wszystkim zycze:)

kawalek Finlandii

najpierw kawalek Finlandii:

wreszcie kawalek Zatoki Botnickiej

zajebiste uczucie, jak slyszysz jak te smigla tna powietrze nad glowa…

a jak ich jest wiecej, to juz naprawde dreszcze przechodza:)

Meri-Pori – widok wysepek spietych mostami jest absolutnie odjechany…

… ale co maja powiedziec ci, co nie maja mostow?

Mamy lodzie!!!;)))

Turku – bastion portowy. A potem wjazd na prom do Szwecji – bezproblemowy ze strony wladz wszelakich:)

cdn…