Mrozy wrocily

 

Na pierwszy rzut oka poznac to po termometrze w pokoju. Spada o jedna kreske, na zewnatrz o dziesiec. W nocy jest kolo 25, w dzien dzis bylo 16 w sloncu. Pierwsze wrazenie jest spoko jak sie wychodzi, zeby grzalke w silniku podpiac – fajny wynalazek. Czuje, ot mrozik. Musze wychodzic chyba dwa razy, bo jak sie juz silnik nagrzeje to warto zapalic i z 15 minut niech sobie krowka pochodzi, zeby szyby odpuscily i jakis klimat wewnatrz ustabilizowal. A jak jest ponizej 30 to poznaje po tym, ze nie da sie ruszyc lewarka od biegow. Stoi jak… niewazne;). Wyleczylem sie szybko z zostawiania fury na biegu. Pewnie jak zejdzie ponizej 40 to poznam po tym, ze mi nowy plyn w chlodnicy zamarznie – wlasnie 40ke rozrobilem. A, no i musze cos wymyslic zeby zakupow na kilka godzin nie zostawiac w samochodzie. Dzis to ogorkami mozna bylo iskry krzesac, istne krzemienie. Najfajniej to jest wieczorem, jak teraz. Wracam skostnialy z pracy i goracy prysznic… a potem, lozeczko (dzis to chyba dwa koce zaordynuje oprocz koldry), kakao, slonecznik i ksiazka… Krwawy sport zostawie sobie na rano. Dzis juz stoczylem dwie potyczki, musze zebrac sily. Dobranoc zatem:). 2007-02-21 0001

i jeszcze moze maly cytacik… "kurwa, jak zimno…" Dzienniki motocyklowe.

Wspomnienia z przyszlosci

Ostatnio jakis mam retrospekcyjny okres. Zastanawiam sie, gdybym tak mogl cofnac sie do jakiegos momentu mojego zycia i od tego momentu zaczac zyc jeszcze raz. Czy dokonalbym takich samych wyborow? Pewnie nie. Zwlaszcza, jesli zachowalbym pamiec z obecnego czasu – takie wlasnie wspomnienia z przyszlosci. Staja mi przed oczami te chwile zycia, ktore nazwalbym przelomowymi. Takie skrzyzowania, rozdroza. Choc patrzac na to z perspektywy tego co mam, co osiagnalem, nie wiem czy chcialbym sie cofac i czy jesli bym sie cofnal, czy chcialbym pamietac to co bedzie/bylo. Chodzi przede wszystkim, a wlasciwie tylko, o dzieciaki. Bo tylko one tak naprawde sie licza. Ale gdybym tak sie cofnal, to tez w sumie nie wiem do ktorego momentu bym chcial. Do tego jak wysiadlem z samochodu i powiedzialem Kosinskiemu: „zdalem”, a on spojrzal na mnie tepo i wzruszyl ramionami? Czy do momentu, kiedy siedzialem przy drodze i jadlem arbuza, tuz po zdanych egzaminach na studia? Czy moze do ostatniego pytania na komisie z anatomii, kiedy to zalamala sie moja kariera studenta? To takie trzy wydarzenia zwiazane z edukacja. Ale przeciez nie tylko te chwile mam przed oczami. Jaskolka, spotkanie pod Zajaczkiem, pamietnik, Spiderman, Santa Anna, pozar, dzwon, spotkanie z Krolowa, pozegnanie z firma i wiele, wiele innych… Sporo bylo tych przelomowych chwil, tych waznych. I pewnie sporo jeszcze bedzie. A skoro jestem tu i teraz, to chyba lepiej zrobie starajac sie na kazdym nastepnym rozdrozu pojsc we wlasciwa strone. Ba, tylko czy mi sie uda? Nie sprobuje to sie nie dowiem. Zobaczymy, czas pokaze… 2007-02-20 1854.

nic to…

A jakos tak mi sie po prostu nie chce. Nie chce mi sie pisac na bloga. Moze dlatego, ze rzadziej na internecie jestem. Wpadlem w szary rytm monotonii. Rano wstaje, zaczynam czytac. Czytam od momentu otwarcia oczu do momentu wyjscia do pracy. Potem praca. Wracam, zaczynam czytac, czytajac robie obiad i tak az do wyjscia do pracy. Ide do pracy, wracam. Pod prysznicem nie czytam, bo sie zamoczy, ale jak tylko wyjde to czytam. I kiedy juz nie odrozniam slow, zasypiam. A ze snia mi sie wariacje na temat tego co czytam… Teraz koncze Potop. Ta ksiazka wydawala mi sie za trudna w tedy, gdy KEN mial nade mna wladze, zreszta bylem wtedy zbyt zajety. Teraz nadrabiam zaleglosci i… podoba mi sie:). Pomaga niemyslec. Bo mysli mam nienajweselsze. Zreszta, nic to…

Pogoda ladna, choc wrocily mrozy. Nie jest tragicznie, w nocy kolo 20. Moze juz nie bedzie gorzej. Choc dla mnie najgorzej to tak kolo zera. A raczej dla mojego gardla.

Kurde, cos ostatnio komputery kirjastowe strajkuja. Pisze ta notke juz z 10 minut. To tez mnie zniecheca. Moze czas opuscic wirtualny swiat i zaczac zyc naprawde?

wspomaganie antybiotyku

Jedna z madrosci wyniesionych ze szkoly: alkohol wzmaga dzialanie antybiotyku. Poniewaz bron konwencjonalna nie byla wtstarczajaco skuteczna od wczoraj zaczalem Dalacin i zapijam go dwojniakiem. Jest… lepiej. Chyba. A, no i list dostalem. Polecony. Od mamy. Szedl tydzien. Opatrzony nalepkami i pieczatkami Royal Mail. Brawo dla Poczty. Polskiej. Pewnie tez myli im sie Finlandia z Irlandia jak mojemu bratu. Brzmi podobnie. I w sumie niedaleko.  

Smierc tchorza

Moze z miesiac temu jek wyjezdzalem z pracy widzialem zwierzaka jak sie przedzieral przy drodze. Wygladal jak rasowy (znaczy sie ostrzyzony przez rasowych idiotow) brazowy sredni pudel. Nic dziwnego ze uciekl od wlascicieli ktorzy go na zime uwlosienia pozbawili.

Moze z tydzien temu widzialem jak Janne z giwera w garsci idzie do lasu. Raczej nie na polowanie, bo w czerwonym kominezonie. Swoja droga ciekawe, ze tutaj 15latki juz maja bron i strzelaja w lesie do zwierzakow. Musze zglebic temat. Marika powiedziala, ze poszedl znalezc i dobic jakies chore zwierze. Nie zglebialem tego tematu.

Wczoraj zauwazylem jak ow „pudel” przedziera sie przez stodole. Dotarl do zarcia i zagrzebal sie w sianie. Jakis przeblysk juz mialem z powiazaniem tego pudla i polowania Jannego. Przyjrzalem sie zwierzakowi, no wyglada na chorego i ledwie lazi. Chwila zastanowienia, czy by nie sprobowac go leczyc, ale jak podszedlem blizej, stwierdzilem ze najlepsze lekarstwo mam przy sobie. Pukko. Twarda sztuka byla, dopiero za trzecim razem trafilem w serce. I dopiero widok zebow w otwatym pysku rozwial moje watpliwosci co do gatunku. Zaden pies nie ma stozkowatych trzonowcow. Choc matka Natura obdarzajac tchorza jakas choroba skory upodobnila go do rasowo ostrzyzonego pudla.

Pole bitwy w moim gardle zaprowadzilo mnie wieczorem do lozka zamiast do pracy. Gdzies o 21 dostaje smsa od szefa (po finsku): „Tchorz znaleziony, chcesz na patelnie?”. Po chwili drugi, po angielsku:”sorry, pomylilem mysliwych :D”. Znaczy sie pewnie do Jannego pisal…

chory tchorz:

"wyleczony" tchorz:

(notka sprzed kilku dni)