Alimenty?

Sprzedalismy dom. Z zadatku J zaplacila zadatek za nowe mieszkanie i rzekomo spalcila pozyczke u swojej mamy. Teoretycznie zakladajac, ze oddala jej 3tys, powinno pozostac jakies 7tys. Gdzie sie podzialo – nie wiadomo. Potem przyszla reszta kasy za dom. Usiedlismy przed kompem i zaczelismy splacac nasze dlugi. Splacilismy praktycznie wszystko (okazalo sie, ze mamie J trzeba oddac jeszcze 2400…), wyszlo mniej wiecej tych dlugow w soosunku 2:1 (J:P). Teoretycznie powinnismy byc na czysto. Potem pojawila sie jeszcze jakas zaplacona przez J rata jakiegos kredytu, ale gdy ja zapytalem, powiedziala, ze nie ma zadnego kredytu. Teoretycznie mielismy podzielic pozostala kase po polowie, ale zostala „zalosna” resztka w postaci kilkunastu tysiecy. A J sie przeprowadza do nowego mieszkania ktore musi „wyremontowac” i umeblowac. Zdecydowalem, ze najuczciwiej bedzie, jesli podzielimy to tak: ja wezme 2tys, ona reszte, przy czym nie wezme tej kasy w gotowce, ale zostawie jej (bo na pewno jej sie przyda do przeprowadzki) a po prostu nie przysle jej kasy na sierpien (w lipcu nie bylo mnie 25 dni, wiec wyplata bedzie mizerna…). Zgodzila sie. Zaraz potem zrobilismy u notariusza rozdzielnosc majatkowa, z roznych wzgledow (glownie dlatego, ze nie chce zeby komornik zajal jej mieszkanie za moje ewentualne niewypaly w interesach). He he, pierwszy mebel jaki J kupila do domu to … laptop. Rzeczywiscie niezbedny, bo moj komputer ktory jej zostawiam widocznie nie wystarczy. Niewazne. Kilka dni temu dostaje informacje z Inteligo o tym, ze znowu jest wziety debet na naszym wspolnym koncie. Zagladam w internet, a tam rzeczywiscie, nie dosc ze J wziela na wspolnym koncie debet 2000, to jeszcze przyszedl zwrot ze skarbowego 1400, o ktorym nie wspomniala a doskonale wiedziala, ze trzeba to natychmiast odeslac. Zlikwidowalem debet, odeslalem kase do skarbowego. Reszte ktora pozostala przeslalem na nowe konto J (ma juz swoje). Dzien pozniej dostaje smsa, ze ona jednak wezmie ten debet, bo potrzebuje. Odpisalem NIE, odpowiedziala TAK. No nie bede sie przepychal z nia smsami, kazdy to prawie 2zl. No i wziela debet 1800. Napisalem jej smsa, ze wlasnie sobie wziela kase na wrzesien, zeby uwzglednila w tym potrzeby dzieci idacych do szkoly. Ona na to, ze jak jej nie przysle kasy na wrzesien, to zlozy pozew o alimenty. Rozbroila mnie tym zupelnie, heh. A potem jeszcze dostalem smsa, ze nie rozumie dlaczego znowu zrobilem sie taki wredny i dlaczego nie chce zeby urzadzila sobie kuchnie…

Czas pokaze.