śmiałość

Obok telewizora stal koszyczek. Byly w nim papiery. Przechodzac rzucilem okiem, jakies wezwanie do zaplaty. No to rzucilem doglebniej, bo moze dotyczy czegos jeszcze z R. Wezwanie do zaplaty zaleglego czynszu, zaleglych rat za jeden kredyt, za drugi… Wyciag ze splaconej po sprzedazy domu karty, na ktorej znowu jest kilka tysiecy zadluzenia. Wlos mi sie zjezyl. I skierowanie do sanatorium z powodu dolegliwosci psychosomatycznej. Malo szalu nie dostalem. Niepotrzebnie zaczynalem rozmowe w tym stanie, ale stanela mi przed oczami wizja jak komornik zajmuje jej dom za dlugi i dzieci nie maja sie gdzie podziac. Juz sama wizja nachodzenia przez jakichs komornikow czy odzyskiwaczy dlugow… Wydarla sie na mnie jak smialem grzebac w jej rzeczach… Kurwa, zeby to chociaz bylo w jakiejs szufladzie. Ale nie, w dodatku sporo gosci pozapraszala, wiec moze to celowo bylo pozostawione na widoku? Tylko w jakim celu? No i ze te kredyty to jej sprawa i nic mi do tego.

Resztki przytomnosci kazaly mi natychmiast wyjsc i pojezdzic, zeby ochlonac i rozwiac ta czerwona mgle przed oczami…

co moze policja

Wczoraj wieczorem w zaparkowanego mondziaka przywalil golf. Po czym pospiesznie odjechal. J widziala, bo stala obok. Wezwala policje. Policja przyjechala, spisala zeznania i poinformowala ja, ze wlasciwie wszystko co beda mogli zrobic, to wlepic J mandat za parkowanie na chodniku…

J ustalila numery tego golfa, a dzis on zaparkowal znowu na jej ulicy. J wsadzila mu kartke za wycieraczke. Ciekawe co z tego wyniknie. Poszlismy z kumplem obejrzec tego golfa. Ladny, umyty, z nowym zderzakiem…

No nic, pewnie jak sie u goscia pojawi policja, to za jakis czas mondziak sie spali albo bedzie mial podziurawione opony. I J zabiora dowod rejestracyjny za niesprawny samochod? No bo przeciez trzeba sie czyms wykazac…

A moze tym razem polska policja mnie zadziwi?

hieny

Ociec mial kiedys rodzine. Dwoch synow chyba. Rozwiodl sie. Przez ponad 30 lat z tego co mi wiadomo zadnych kontaktow i wspolnych spraw. Jak byl chory, zero zainteresowania. Jak umarl, nikt nie przyjechal na pogrzeb. Za to na sprawe spadkowa juz tak. Bo chca dostac zachowek. I zalozyli sprawe. I chca dostac swoja dzialke najlepiej w postaci kasy. I albo trzeba dac im w lape, albo sie szarpac po sadach. A juz myslalem, ze w polskim prawodawstwie nic mnie nie zaskoczy…:/