stosunek mnicha

Po poludniu postanowilem zbadac stosunki wodne panujace na dotychczasowym pastwisku krowim:

Stosunek pastwiska do mnie byl negatywny, bo wzialem w lewego gumiaka wode. Trudno nie wziac, skoro sie wpada w bagno dobrze po kolana…

Ograniczylem wiec badanie do minimum. Nie omieszkalem przyjzec sie z bliska niejakiemu mnichowi, pokutujacemu na konskim pastwisku:

Ciekawe, jak to wszystko ma sie do katastrofy budowlanej u bobrow? Zbadam to doglebnie jak mi ubranie wyschnie…;)

geniusz magisterski

Wczoraj po raz kolejny poprawialem prace magisterska. Nie moja. Za glupi jestem zeby byc magistrem. Okazalo sie, ze juz ja poprawialem, tylko w wersji papierowej. I dobrze, ze trafila w moje rece ponownie, bo przeoczylem cud geniuszu magisterskiego:

"Kwasy tluszczowe to zwiazki organiczne, ktore rozpuszczaja sie w rozpuszczalnikach organicznych."

W dalszym ciagu nie przebija to mojego ukochanego wypracowania o mrowkach niejakiego Sulka (Pana), brzmiacego: "Mrowki są.", ale tez jest dobre:)

wewior na plocie

Czym (lub kim) sa wewiory chyba juz wszyscy wiedza. To szczegolnie perfidne drapiezniki, ktore wykorzystujac swoje podobienstwo do stosunkowo niegroznych wiewiorek, oraz ukierunkowana na te wiewiorki ludzka, zupelnie niezrozumiala, naiwnosc, poluja na owych naiwnych. Szczegolnie w warszawskich Lazienkach. Razu pewnego bylem swiadkiem, jak szczegolnie naiwna pani podtykala we wspomnianych Lazienkach batonik wiewiorce, ktora okazala sie byc wewiorem. Zlapana za reke (ta pani) szybkim i zrecznym chwytem wewiora nie zdazyla nawet pisnac, gdy juz byla zawleczona na szczyt pobliskiego drzewa, wypatroszona i oskorowana. Albowiem tak wlasnie poluja wewiory na naiwnych. Co prawda zdecydowanie bardziej wola upolowac agresywnego niedzwiedzia, jest to bowiem ich przysmak. No ale, ze niedzwiedzi u nas coraz mniej, glownie wytepionych przez ludzi, to wewiory poluja na owych ludzi, niosac pomste za wymierajacy gatunek przysmakow. Niedzwiedzi znaczy, nie mylic z miedzwiedziami – o tym innym razem.

Dzis rano zrozumialem, dlaczego w okolicznych lasach nie wystepuja niedzwiedzie. Prawdopodobnie przyczyna jest ten oto wewior:

Zdjecia moze troche male (robilem z daleka, wszak nie oszalalem na tyle by zblizac sie do wewiora!), ale nawet na nich widac ludzace podobienstwo do nieszkodliwej, rudej wiewiorki. W dodatku bestia rozpanoszyla sie na moim terytorium. Zbiegiem okolicznosci wladam biegle jezykiem i odglosami jakie wydaja z siebie szczuchy, bedace z kolei naturalnymi kosymbiontami wewiorow, wiec moje terytorium jest bezpieczne. Co nie zmienia faktu, ze poczulem dzis rano dreszcz… emocji?

Dla niewtajemniczonych: wewiora od wiewiorki mozna rozroznic po tym, ze wewior wlecze swoje ofiary na szczyt drzewa i tam je sprawia, natomiast wiewiorka lezy rozjechana na drodze. Proste, prawda?;) 

wiszenie

Umowilem sie z J na telefon do dzieci. Na 19:30. Od 19:15 waruje na skypie i patrze na zegarek. O umowionej godzinie zaczynam dzwonic. Po 15 minutach nieustajacych prob dzwonie do J na komorke. "Wiesz, gosci mielismy, dzieci dopiero zaczynaja jesc kolacje, moze jutro zadzwonisz…". Kurwa…

granica zyta

Wramach wieczornego, hmmm, popoludniowego wlasciwie wizytowania bobrow zajrzalem na ostatnio obsiane pole:

zaleglo mi sie tam… zyto:). Zyto wyglada tak:

Ucieszony faktem przyjecia sie nasion postanowilem obwiescic to swiatu. Najlepiej swiatu szeroko pojetemu, czyli gdzie indziej niz tylko w UE:

Jak widac na powyzszym obrazku, granica to jedno, a wyjezdzona droga obok znaku to drugie;P. No bo Rosja wyglada tak:

A Polska z Rosji wyglada tak:

I u nich na pewno nie ma takich fajnych opienkow na lipowym pienku:

Znow otarlem sie o kraine marzen…

na nowym pastwisku

Sprawdzilem jak bizony sie aklimatyzuja. Widok z budy obiecujacy: dysputa z koniem:

Apis ze stoickim spokojem:

stwierdzil, ze nie jestem dla niego zadna konkurencja, ani do trawy ani do Milki, wiec uwalil sie na sjeste:

Milka podchodzi do mnie nieco bardziej nieufnie:

jak to kobieta…

Niemniej chyba im dobrze;)