Krolestwo niebieskie?

Wczoraj caly dzien jechalem. 12 godzin. Dojechalem padniety. Mama czekala, ale rozmowy wieczorem nie bylo, no bo juz pozno bylo. Rano poszedlem na obchod, zeszlo mi troche, bo bylo ogrodzenie do naprawy i zalane pole. No ale to podobno ja nie umiem byc gospodarzem. Jak wrocilem, siedlismy z mama do tak zwanej rozmowy. Zaczela ona. Przez poltorej godzny cierpliwie wysluchiwalem zalow, oskarzen, wyrzutow. W sumie nic nowego, to samo co slysze zawsze od zawsze. Na koniec po tej slownej sieczce o znikomej wartosci zaproponowala mi, zebym zostawil ja tu sama, wyjechal na 3 lata do pracy za granice i zaoszczedzil, a ona przez ten czas bedzie brala doplaty i po trzech latach kupi sobie mieszkanie w S. Po czym polecila mi zebym to sobie przemyslal i chciala, jak zwykle, zamknac na tym "rozmowe". Tym razem jej na to nie pozwolilem. Poprosilem, zeby usiadla, bo ja juz mam gotowa odpowiedz na jej propozycje. Powiedzialem jej, ze ja tutaj zostaje. Nie musi sie martwic o swoj dlug u dziadka, ja go splace. Ze nie moze byc tutaj dwoch gospodarzy i gospodarzem bede ja. I ze wbrew temu, ze ona jest pewna, ze mi sie nie uda, ja bede walczyl zeby mi sie udalo. Ze moze tu mieszkac jesli chce, ale chcialbym zeby wyjechala teraz na jakies 2-3 tygodznie, zebym mogl w spokoju to wszystko ogarnac po swojemu. I niech wroci jesli chce. Zawsze bedzie tu dla niej miejsce, ale nie jako dla gospodarza. Coz, widac bylo, ze byla zaskoczona, bo sprzeciwilem sie jej otwarcie po raz pierwszy od 38 lat. Stwierdzila, ze mimo, ze powiedzialem, ze jej nie wyrzuce to ona sie tak wlasnie czuje. Coz, przykro mi. Ale stosuje sie do jej rady sprzed kilku dni: "zacznij wreszcie myslec o sobie". A mnie juz znudzilo sie stosowanie do planow na zycie jakie ktos dla mnie uklada. Czas przestac myslec o innych, bo do tej pory tylko za to obrywalem.

sluchajcie madrosci dziadkow

Po rozprawie zadzwonilem do mamy, zeby powiedziec jak bylo. Przerwala mi, stwierdzila, ze ja to juz nic nie interesuje, ze ona nie ma juz o czym ze mna rozmawiac i zebym pojechal do siostry i dziadka, od nich sie wszystkiego dowiem. Zatkalo mnie, bo nie spodziewalem sie, ze bedzie sie walic bardziej niz do tej pory. Pojechalem do mlodej. Mloda w sumie nie powiedziala mi nic oprocz tego, ze matka dzwonila i sie na mnie zalila. Widaj, ze troche mloda ustawila. No ale zadnych konkretow, jak to u matki. A spodziewalem sie bog wie jakiej recepty na zycie. No to poszedlem do dziadka. Po drodze zdale relacje z rozwodu na forum rodzinki. Z dziadkiem gadalem dobre dwie godziny. O tym jak bylo, jak jest, jak bedzie. Po raz kolejny przekonalem sie, jak wielka zyciowa madrosc jest udzialem starszych ludzi. Dzien wczesniej chcialem z nim pogadac o moich problemach w relacjach z mama, ale jak bylismy u babci w szpitalu to widzialem po prostu starego czlowieka ktorego zycie nie oszczedzalo. Wtedy stwierdzilem, ze przynajmniej ja mu oszczedze moich problemow. No ale mama mu nie oszczedzila, w zwiazku z czym byl na biezaco. Przynajmniej z jej wersja. Wysluchal rowniez mojej. I powiedzial, ze jego zdaniem powinienem gospodarzyc, bo jesli mama zostanie w majatku sama, to go w koncu sprzeda wiec i tak straci. A jesli mnie nie wyjdzie, to tez straci, ale przynajmniej ja probowalem. Heh, podsumowal to stwierdzeniem: jedz i gospodaruj, a jak bedziesz potrzebowal kasy to zadzwon;). Wzialem to sobie do serca. Zwycieze lub umre probujac.

rozprawa

Pojechalem na rozprawe we wtorek. Nocowalem w Tychach u dzieci. Bardzo sie ucieszyly, ja tez. Na drugi dzien jak odwozilem je do szkoly zapytalem J czy moge wrocic jeszcze przed rozprawa. Chcialem pogadac. Powiedziala, ze lepiej nie. To nie. Przesiedzialem w samochodzie te kilka godzin. Przed wejsciem na sale przyszla adwokatka J. Jakas inna, w zastepstwie. Spojrzala na mnie zdziwiona i stwierdzila, ze przeciez mialo mnie nie byc. Teraz ja okazalem zdziwienie, skad taka informacja. Weszlismy na sale. Tylko sedzina i protokolontka. O dziwo nie mialem wrazenia, ze przyszedlem juz tylko wysluchac wyroku, ze zostalem zaocznie skazany i powieszony. Najpierw przesluchano J. Co robi, ile zarabia, jakie sa koszty utrzymania dzieci – kazdego z osobna; oraz jakie chce alimenty. Juz na wstepie sedzina okazala zdziwienie, ze J twierdzi, ze utrzymanie Wiki to 800zl, a ona zada 1000zl alimentow. J zaczela macic, adwokatka byla wyraznie w innym swiecie. Gdy doszlo do tego, ze J chce alimenty wstecz od czerwca, mimo ze dzieci bylu u mnie od maja do sierpnia, sedzina sama stwierdzila ze w gre moze wchodzic tylko wsteczna data od wrzesnia, jak dzieci wrocily do J. Przesluchano mnie, dlolaczylem moja odpowiedz na pozew z zalacznikami, dlaczego moge placic jedynie po 350zl na kazde dziecko. Zaczely sie negocjacje. Nie osiagnelismy porozumienia, J zeszla na 2x500miesiecznie od wrzesnia, ja doszedlem do 2×450 od listopada. Szkoda. A, no i J zaprzeczyla, jakobysmy mieli umowe zwalniajaca mnie z placenia na dzieci do listopada wlacznie. Ale nic to, moze jeszcze wyciagne ten papier, mam go w komputerze w Finlandii.

Nastepna rozprawa 19go listopada.

Po sadzie pojechalem po dzieciaki. Odwiozlem je do domu. J stala w drzwiach. Pyta, co mialem na mysli, piszac w odpowiedzi na pozew, ze caly nasz wspolny majatek zabrala ona i do tej pory sie ze mna nie rozliczyla. Nie mialem ochoty dyskutowac o tym przy dzieciach, wiec powiedzialem, ze dowie sie w swoim czasie. Na to ryknela na mnie, zebym sie natychmiast wynosil i wiecej nie pokazywal, bo wezwie policje. Dzieci w placz, rzucily sie na mnie, nie chce tego opisywac. J jako wyksztalcony pedagog pokazala sie z prawdziwej strony:/. Gdyby nie bylo przy tym dzieci, to bym pewnie wzruszyl ramionami i poszedl. Ale uznalem ze trzeba zalagodzic. Poprosilem, zebysmy jeszcze zamienili dwa slowa, dzieci zaczekaja na gorze. Dzieci poszly na gore, pogadalismy chwile. Przestrzeglem, zeby nie probowala mi utrudniac kontaktow z dziecmi. Zaproponowalem zebysmy sobie napisali w listach, jak kazde z nas widzi obecna sytuacje, skoro nie potrafimy o tym rozmawiac. No bo ja tez nie potrafie rozmawiac normalnie, jak ktos wzamian za rzeczowe argumenty grozi mi odebraniem dzieci. Potem zawolalismy dzieci, wytlumaczylismy im ze mamy problemy, ze mama sie zdenerwowala, ze oboje bardzo je kochamy i ze przyjade do nich za miesiac. No i pojechalem…

dziady

"Biada żywemu, który umarłego znieważy, zrani jego miłość własną, obrazi jego honor. Umarli są zazdrośni i mściwi. Nie boją się nikogo i niczego, razów ani ran, ani przeważającej liczby wrogów. Nie boją się nawet śmierci. "

C.M.