pegazy

Zrobilem roszade koni. Wiekszosc niech sie zabija na pastwisku, nie opanuje tego. W parku zamknalem Jazona ze wzgledu na oczy i Mysze ze wzgledu na siodlo. Pojechalem do Bartoszyc na zakupy. Wracam, koni nie ma. Park zamkniety, ogrodzenie cale. Parka uciekinierow spokojnie zajadala trawe przy chramie. Na wszelki wypadek powiazalem je do drzewek:

Zeby nie odlecialy.

bajka o jezyku

Mały chłopczyk wraz z tatusiem znaleźli w lesie małego jeżyka. Leżał pod
kępką trawy i drżał z zimna. Chłopczykowi zrobiło się żal jeżyka i
poprosił tatusia, żeby zabrali jeżyka do domu. Tata się zgodził, i tak
jeżyk zamieszkał u nich. Chłopczyk bardzo dbał o jeżyka, poił go mleczkiem
i dawał mu najlepsze owoce. Jeżyk zajadał ze smakiem i nieraz – ku
zdziwieniu chłopca – pomrukiwał z zadowoleniem. Na zimę jeżyk – jak
przystało na wszystkie porządne jeżyki – zapadł w zimowy sen. A na wiosnę
jeżykowi urosły skrzydła, na czole wyrósł róg i odleciał przez
niedomknięte okno. Wtedy stało się jasne, że chłopczyk z tatusiem nie
przynieśli z lasu jeżyka, tylko jakieś chuj wie co…

poplakalem sie ze smiechu:D

zdobycie Marienburga

Oto najswiezsza relacja z dzisiejszego podboju. Armia zlozona z dwojki… no dobra, z rycerza i bialoglowy, po dwugodzinnym mar….szu (na zasadzie wydania komendy "Niva marsz!!!") z Natangii do krzyzackiej twierdzy w Marienburgu, pod wspomniana sie stawila:

a nastepnie podstepem (podstepem uwiecznilem, bo mi szkoda bylo 15zl na pozwolenie robienia zdjec) zdobyla:

Zdobycie owo zaowocowalo zwalajacym z nog zmeczeniem:

ktore pryslo jak tarcza pod kopia:

na wiesc o mozliwosci kupczenia w podzamkowym kasociagu:

Po mniej/wiecej udanych targach udalismy sie na uczte lodowa do zagranicznego refektarza, gdzie rowniez moglem nacieszyc oczy gnebiac jednoczesnie ducha:

Po kolejnych dwoch godzinach "marszu" dotarlismy do osady Hoff w Natangii, skad niniejszym zdaje relacje na binarnym pergaminie.

sniadanie mistrzow

Ostatnim akcentem pobytu gosci bylo sniadanie mistrzow – nalesniki:

A dzis final sianokosow – pogoda byla niezla, zdazylem zrobic walki, 260 kostek i zebrac praaaaawie wszystkie, bo zaczelo lac. Zostalo jakies 30-40. Niech tam, dzieciaki zbuduja sobie fortece. A jutro moze wreszcie Malbork?

gosciniec

Weekend pod znakiem gosci. Wreszcie ktos sie odwazyl przyjechac tu na chwile dluzej. Zrobilo sie dzieciowo i psiowo:

Glowna atrakcja byly jazdy konne, ktorym staralem sie sprostac, choc udawalo mi sie czasem kogos w to wrobic:

Ja zas wykorzystywalem krotkie chwile relaksu na realizacje projektow godnych Zohana:

Nastepny weekend tez bedzie ciekawy…

gwizdzac na Ku Klux Klan

Urwanie glowy. Ze wszystkim. A jak sie wieczorem wyjdzie na pastwisko i zagwizdze, to z teoretycznie krowiej budy wybiegaja kozy, koty…

i konie:

Normalnie KKK, ktore przejelo k… no krowie tereny. Jak krowy wroca, to bedzie KKKK. Kurew…Ku Klux Klan??? Goscie w drodze.

kontrola

Pan Eco z Zagubionych moglby mnie skontrolowac. Poszloby pewnie latwiej niz dzis na kontroli z ekologii. Wyszla niezla jatka, bo w papierach podalem stan faktyczny z dwoch lat, a w ubieglym roku mama namieszala co nieco, inspektor domieszal swoje i efekt jest rownie logiczny co ten znak:

Generalnie dostalem opieprz za pomieszczenia, za plodozmian i jeszcze pare drobiazgow. Moglo byc gorzej. A tak to moge sie spodziewac cofniecia doplat za czesc arealu i koniecznosci oddania za ten kawalek za dwa lata wstecz. O pogrozkach na pismie nie wspomne. Pozyjemy, zobaczymy. Wazne, ze zwierzaki mam na prosto. A jutro ma przyjechac pancia na opis koni. To dopiero bedzie rodeo…