czystka

Koniowate spisaly sie niezle. Podmokla laka zostala oczyszczona w 80% z zieleniny jadalnej i niejadalnej:

Musze im rozszerzyc terytorium o jakies pol hektara. W tym celu musze doprodukowac troche slupkow ogrodzeniowych. I zastanowic sie, jak je teleportowac na terytorium lesne po drugiej stronie wsi. Tam tez przyda sie przeprowadzic czystke etniczna…

Garść dynamitu

Fajny film byl. Stary, ale jeden z lepszych postwesternow. Rewelacyjny motyw z motocyklista, obwieszonym fiolkami z nitrogliceryna:D Wczoraj to sobie przypomnialem. Jak jechalem do Lidzbarka, wiozac w plecaku kilogram Vesuvitu LC… Nigdy wczesniej chyba nie jechalem tak ostroznie…

małe, ryże, nie rusza się…

Byl taki skecz w moim ulubionym kabarecie: "Patrze, lezy cos na chodniku, male, szare, nie rusza sie. Podchodze blizej i poznaje: to rozum!" Kabaret Żuraw rzeklbym, ale nie. Bo Dudek.
Wlosci poszedlem objechac. Pod katem zblizajacych sie sianokosow. I tak ide sobie przez trawe, patrze, lezy cos w trawie. Male, ryze, nie rusza sie. Podchodze blizej…:

I poznaje. To żuraw. To znaczy nie poznalbym, gdyby nie histeria rodzicow. I jest tego wiecej. W pierwszej chwili odezwal sie we mnie instynkt lowiecki, ale ze lowiecek ni mom, to mi pseslo… Ryzy widac poczul, ze zagrozenie minelo, bo w momencie prysnal na bagna. Westchnalem urzeczony pieknem natury i pozegnalem zwierzaka cytatem z Gwiezdnego tanca: "a zyj, zyj ty swinio, ty ochydny, nieczuly skurwysynu…"

PATRZ W LUSTERKA

Glowna przyczyna wypadkow motocyklowych jest wymuszenie pierwszenstwa przez kierowce samochodu. Najczesciej tlumaczenie brzmi: bo jechal za szybko. Albo po prostu bezczelne zwalanie winy na – zwykle nieobecnego, bo zabranego przez pogotowie – motocykliste. Coz, trzeba sobie zatem radzic. Metoda lotnicza w stylu czarnych skrzynek (i nie mowie tu o trumnach;)) ->

 

 

Testowalem zamocowana do kasku Nokie E51. Wymaga to jeszcze dopracowania, ale juz krok naprzod. Bo nadpisujaca kamerka jest na razie poza moim zasiegiem finansowym. Inna rzecz, ze takie nagranie to fajna pamiatka;) A jeszcze inna, ze niektorzy z niejakim upodobaniem nagrywaja swoje predkosciomierze… coz, bez komentarza;)

PATRZ W LUSTERKA!!! MOTOCYKLE SĄ WSZĘDZIE!!!

okulary

Szwendajace sie po podworku koty sa grube. A Kicia K. naj…:

Sie pewnie ladadzien sypnie i zobaczymy co w trawie piszczy.
Okulary mi sie zdupczyly. Pekly znaczy. Przeciwsloneczne. Jakos mnie to zmotywowalo zeby nie spedzac calej niedzieli na nicnierobieniu, tylko udac sie do Bartoszyc po nowe. Do Lidla. No ale ze jakiestam swiatki dzisiaj, to skonczylo sie na Orlenie. I jakos tak sie zbieglo ze trafilem reklamowane w ostatnim SM C’more. Ha, nawet po polgodzinie przymierzania dopasowalem takie, ktore sa w sam raz. No to trzeba je od razu przetestowac. A ze do domu tylko 30km, to moze zbocze nieco? Zboczylem szukajac takiej drogi co to na mapie byla. Ale mapa musiala byc zboczona, bo wywiozlo mnie do lasu:

Ale twardym trza byc, a nie mientkim jak kaczuszka. Albo jak bocian na wiezy obserwacyjnej, powiedzmy, hmmm, na bocianim gniezdzie:

Jak juz prawie dojezdzalem do Gorowa to mi sie samo tak w prawo skrecilo, przez tego bociana, bo do bocianiej wsi dotarlem. Dalej juz tylko matuszka Rossija… Zeby nie wracac ta sama droga zjechalem na Toplikajmska betonowke z rzadka ochrzczona asfaltem i mala przerwa:

Potem do Pieniezna – ech, kurde, fajnie sie nazywa, a totka zapomnialem puscic… – i do domu. Jakos mi z tych Bartoszyc 150km wyszlo…
No to poszedlem jeszcze dojezdzic troche na koniach. Na klaczach znaczy. Chwile tylko, bo i mnie i im sie za bardzo nie chcialo.
A potem Kacvegas sobie obejrzalem. Dziwne, ale udalo sie amerykancom fajna komedie zrobic.
A tera sie poobijam do wieczora i spac:)

czterech wspanialych

Bobry postawily tame. Laka zrobila sie podmokla i kosic sie nie da. Dotrzec do zeremi i wymordowac bandytow tez nie bardzo. Na szczescie Kurosawa pokazal, jak sobie z tym radzic. Z braku siedmiu samurajow zadowolilem sie czterema wspanialymi:

Poszlo nawet niezle, w dwoch etapach. Najpierw Jazon Wspanialy przyholowal Mefista Rozwianogrzywego. Potem Jadran Płowy przyszedl na uwiezi, a za nim Nenar Nieugiety (bo nie chcial isc). Na starym pastwisku pozostal Turin Szalony, bo jakos tak nie bardzo mialem motywacje zeby go zabierac…
I te fryzury z epoki…

Od lewej: Inczuczuna, Winnetou, Old Surehand i Apanaczka
Niebawem murawa splynie krwia…

przyparty do muru…

…sie czuje. Finansowo znaczy. Jakos nie moge sie dogadac z bankami, ktore jak to ktos madry powiedzial, daja czlowiekowi parasol gdy swieci slonce, a zabieraja go jak pada deszcz. Na pierwszy ogien pod mur poszla Helga:

Jak sie sprzeda, to sie zaplacze, ale przetrwam. Jak sie nie sprzeda… to trzeba bedzie wymyslic cos innego. Zostalo jeszcze kilka mozliwosci, mysle ze w przyszlym tygodniu cos sie wyjasni. Albo sciemni.

mimikra

Nowy obowiazek doszedl po przegonieniu krowiszonow na letnie pastwisko. Ze dwa razy dziennie trzeba udac sie tam, zatrzymac jedna reka ogrodzenie i porachowac przejezdzajace krowy. Ewentualnie udac sie na poszukiwanie mimikrantow:

 

burza racic

Wczoraj przegonilismy moje krowiszony na letnie pastwisko. Z wyjatkiem Ośmioła, ktory nie chcial isc, wiec pojechal w bagazniku jellinka, oraz Mamuny, ktora zostala jako krowiszon ogrodowy. Trzeba ja podgonic indywidualnym zywieniem i uwazac, zeby za wczesnie ktorys z chlopakow jej nie przelecial, bo byloby trudno.
A wczesnym popoludniem pojechalem do M pomoc przy korekcji racic u osobniczek zwanych „narciarami”. Polegalo to na zagonienu tego stada:

do tej stodoly:

wypuszczaniu pojedynczo i izolowaniu „narciar” w tym przesmyku:

obezwladnieniu, dokonaniu korekty i wypuszczenia zwierzaka. W sumie do zrobienia byly tylko trzy sztuki, ale zajelo nam to jakies 5 godzin. No dobra, godzina poszla na piwo i burze, ktora sie napatoczyla. 90% pozostalego czasu to zaganianie odpowiednich sztuk. Niby nic, ale… dziewczyny-limuzyny slyna z agresji i zadzy krwi, wiec z takich trzech jak nas dwoch to nie bylo ani jednego ktory nie rzucalby oreza na widok szarzujacej limuzyny i nie szukal schronienia za/na/w stalych, niezniszczalnych elementach krajobrazu. Niemniej jednak – podolalismy bez strat wlasnych. O stratach w budynkach przemilcze.
No to zebralem sie do domu, po uprzenim wylaniu wody z samochodu, bo przed burza bylo goraco i zostawilem otwarta szybe. Teraz czekam na ocieplenie klimatu zeby ladzianka wyschla w srodku.