Drużyna A

Podobno najwazniejszy jest dobry plan. Im dokladniejszy, dopracowany, tym lepiej. Ale nawet najdoskonalszy plan moze nie wypalic. Wtedy trzeba miec Plan B. A nawet C. A jesli nie ma zadnego planu B, C, D i tak dalej, to trzeba improwizowac. A to zupelnie inna bajka. A wlasciwie film.
Moj plan na ten weekend nie wypalil. Zdarza sie.
Po nieprzespanej nocy trzeba bylo wyimprowizowac plan B. Poniewaz mam tylko dwie rece i jestem leniwy, a w niedziele musze przygotowac conajmniej trzydniowy pakiet zarcia, postanowilem zmienic zerowisko krowiszonow. Zeby bylo jakies 50m blizej. W zwiazku z powyzszym nalezalo rozebrac kawalek ogrodzenia i przywabic krowiszony przy pomocy przynety:

Zgodnie z planem B w tej materii odnioslem – jak na razie – spektakularny sukces:

Mialem mrzonke zeby wypelnic im zarciem budy, ale po obliczeniu sil zamiar upadl.
Z reszta dwa lata temu bodajze Kama zaniemogla i miala planowo zdechnac, wiec okazyjnie przygarnalem Dropa. Tamten plan tez nie wypalil, bo zamiast zdechnac urodzila szczeniaka i w sumie ilosc psow ustalila sie na poziomie trzech sztuk. Kierujac sie tym doswiadczeniem nie zamierzam robic zadnych planow w zwiazku ze stanem podbrzusza Kamy:

Bo jak zaplanuje, ze ten nowotwor ma ja zabic, to bedzie zyla jeszcze ze trzysta lat.
A juz na pewno nie bede robic planow noworocznych. Bo i po co?
Do dziadka po prostu zadzwonilem.
W domu mam nieplanowane +23*C. I 7,5 litra wina. I chyba zaraz pojde spac. Bo nawet upic sie nie planuje;)
A Wam wszystkim, drodzy Abonenci i Goscie, zycze dobrej zabawy i szczesliwego Nowego Roku:)

eclipse

Dzien dobroci dla zwierzat dzis byl. Ciepla woda, cieple zarcie, duzo siana, slomy, sruty i takich tam innych. W ramach rekompensaty za wczoraj, bo wczoraj caly dzien w lesie.
Jakos tak postanowilem jednak koniowate przemiescic do zimowego lokum. Wskutek zacmienia widzialem tylko jedna droge – koniowate za ryja, na sznur, przez park, przez podworko i albo miedzy traktorem a rozrzutnikiem, albo pod sznurem do bielizny miedzy drzewem a ogrodzeniem. Jednakze ujawnilem zamiar wszczęcia myślenia zmierzającego do wniosku, ze wystarczy na moment wylaczyc pastucha, odpiac dwa druty i… przy pomocy Xeny koniowate teleportowaly sie na zimowke:

Zaraz potem sie zaczelo… Przybiegl Dżons:

i z morda na mnie, ze on na podworku czeka na koniowate, a ja mu taki afront… Ulagodzilem cwiartka kurczaka i juz jest ok.
Koniowate wpadly w szal zwiadowczy, w koncu ponad pol roku tu nie byly:

I tak mi sie tylko cos kolacze w glowie, ze gdzies tu na tym pastwisku zostaly ze dwa lancuchy po krowiszonach…. Moze jednak zmienie temat, zanim dojde do wniosku?

snajper2 czyli chirurg wyborowy

Ostatnio mam przyplyw uczuc dla koniowatych. Jakies czyszczenie kopyt, prowadzanie, przytulanie, wspolne picie z szamba… No dobra, ja niepijacy jestem, ale nalogi po toascie wycieraja sie o mnie, wiec nie odstaje zapachowo od stada i moge zajmowac dowolna pozycje w konskim pociagu:

Ostatnie dwa dni jednak opuscilem sie w zajeciach integracyjnych. Wczoraj bowiem pojechalem po oslawiony ekogroszek, a wracajac zajechalem do M, bo mial cisnienie sie pochwalic nabytkiem i niejako przy okazji wykorzystac mnie do przewiezienia krowiszonow. Nabytkiem jest slusznych rozmiarow koniowoz:

Oczywiscie nie bylo mozliwosci dostania sie do celu przy uzyciu dowolnego samochodu przystosowanego do ciagania koniowozu, wiec nalezalo profesjonalnie podczepic toto do ciagnika:

I na koniec jeszcze oplatac drucikiem. Sama metoda pochwycenia krowiszonow budzila moje watpliwosci, bo ja wiesniak z wyboru jestem i nie potrafie zrozumiec, ze krowiszony to straszne, ziejace ogniem potwory ktore mysla tylko o tym jak mnie rozszarpac. No ale skoro to krowiszony M, niech bedzie jego wersja. On jest wies…mac z urodzenia;) Jak juz po kilku godzinach zapakowalismy krowiszony do koniowozu, to M zaczal wyjezdzac z miejsca A ciagnikiem z koniowozem, tyle ze w polowie gorki koniowoz wypial sie na profesjonalne polaczenie z ciagnikiem i oddalil sie w kierunku przeciwnym. Na szczescie bez strat. Polaczylismy raz jeszcze, tym razem byl to spektakularny sukces (do zakopania sie zespolu pojazdow w innym miejscu), ktory na koncu tego wpisu macie unaoczniony.

Dzis naszlo mnie zeby do chirurga pojechac, celem uzyskania skierowania na likwidacje gesiej chujni part 2, ktora to zaplanowana byla na 5go stycznia. Kilka minut odstalem w kolejce do rejestracji, na moje pytanie o numerek mila pani powiedziala, ze nie trzeba. Zdziwilo mnie to nieco, ale pod gabinetem okazalo sie, ze jestem drugi i nikogo wiecej nie ma. Uwielbiam panstwowa Sluzbe Zdrowia:))) Jak juz sie dostalem do gabinetu, pan doktor zaordynowal zajecie pozycji siedzacej i wglebil sie w dokumentacje. Upewnil sie, ze nie jestem przeziebiony i stwierdzil, ze tam na oddziale to ochu… cos im sie pomylilo, bo mam skierowanie na 5go, wiec operacja teoretycznie 6go, ale przeciez to jakies swieto, wiec robic nie beda. Chwile trwalo zanim sie do nich dodzwonil, bo sie tam powiesili na telefonie. Po dwoch zdaniach rozmowy okazalo sie, ze jestem zapisany na 5go, ale nie na gesia chujnie tylko na kolonoskopie:O Wzruszylem ramionami i stwierdzilem, ze dobrze, ze nie na kastracje. Kwestie przeniesienia terminu i zaordynowala asystentka pana doktora, ktory zajal sie ryczeniem ze smiechu i waleniem piescia w biurko. Po koncowych ustaleniach i upewnieniu sie, ze doktorowi nic nie grozi, pozegnalem sie grzecznie i wrocilem do domu.

A oto rzeczona akcja z wyjazdu koniowozem:

 

 

Coz, operator ze mnie marny, ale pochwale sie, ze moja propozycja scenariusza dla filmiku propagujacego bezpieczenstwo motocyklistow na drogach spotkala sie z bardzo pozytywnym przyjeciem. Ciekawe co z tego wyjdzie…

na zimowym pastwisku

Wczoraj jakos tak z marszu dokonczylem dzielenie rewirow na zimowym pastwisku. No przynajmniej jesli o krowiszony chodzi. I rownie z marszu przegonilem zainteresowanych metoda kija i marchewki. A wlasciwie siana:
 

Oczywiscie choinka byla glownym punktem zapalnym, okreslonym jako point no return, ale jakos sie udalo…

Mam nadzieje, ze po nocy nadal sa na docelowym pastwisku… W porownaniu z dotychczasowymi metodami pedzenia byla, ta jest jednoosobowa i bezstresowa.
Zostaly koniowate, ale teraz maja dla siebie 2,5 trojpolowki, wiec sie nie spieszy. Na spokojnie przepne im zasilanie i zabarykaduje opcje dostepu do gumna. Niekoniecznie dzis. Bo dzis niedziela i chce sie relaksacyjnie do lasu wybrac. Z pila…

światłość niewiekuista

Problem w Houston jakos pokrywa sie z padnieciem swiatla tamze. Naszukalem sie problemu biegajac w miedzy pomieszczeniami z roznymi zarowkami, przedluzaczami i innymi atrybutami Sw. Elektrycego. W koncu dziwnym trafem natknalem sie na… przerwany napowietrzny kabel miedzy obora a stodola, mowiac po ludzku: we wjezdzie. I stala sie jasnosc. Na razie teoretyczna. Panowie elektrycy wjezdzajac koparka wzieli i urwali. Jak to elektrycy…
Przeczekalem niecierpliwie okres zamknietych sklepow i dzis nabylem atrybut meski i zenski, zeby nowego kabla (druta?;)) nie ciagnac jeno polaczenie uskutecznic. Oto i ono:

Poniewaz zwisac sobie nie moze, trzeba bylo to rozsadnie przytwierdzic, najlepiej profesjonalnymi uchwytami, zeby nie zwisalo, bylo powtarzalnie odczepialne i awaryjnie rozlaczalne – jak znowu cos wysokiego wjedzie…

Praca na wyskosciach przy -13 jest spoko, ale oczywiscie konstruktor atrybutow zadbal, zeby bylo duzo malych i nieporecznych srubek, wiec o rekawiczkach mozna zapomniec…

No ale dalo sie. Wazne ze wiem gdzie sobie rece wsadzic, zeby je szybko ogrzac… Jak juz wszystko popodlaczalem to w Houston stala sie jasnosc praktyczna, czyli swiatlosc:

Mam nadzieje, ze to wystarczy do zakonczenia przerwy technologicznej ogloszonej przez kurwiszony, bo jak nie, to beda mialy problem.
W sumie to jeszcze bym sie gdzies po wegiel mogl wybrac, zaczynam sie przyzwyczajac do +20 w domu…

Curro z Houston

Kilka dni temu kury bez ostrzezenia oglosily strajk. Bez sensu jest w kolko zadawac im pytanie "jaja sobie robicie?", bo sytuacja jest zywcem wyjeta z "Houston, Houston" – "nie ma jaj, ani sladu jaj!!". No dobra, tam o inne jaja chodzilo, ale jesli sytuacja nie ulegnie zmianie, zaloze dres i wchodzac do kurakow zapytam: Houston, macie jakis problem? A potem wpadne pomiedzy nie z nozem jak Kurro Himenez miedzy Francuzow i…

Na razie zajmuje sie wydeptywaniem sciezki dostepu do koniowatych:

Bo Jimenez wpadal konno…