kupalnocka

Wyprawa na Noc Kupały poprzedzona została zwiedzaniem Warszawy. Mimo przekonania, że nie ma tam nic ciekawego do zobaczenia, dzień zaliczam do udanych. Zwłaszcza XXX piętro PKiN-u obudziło wspomnienie sprzed lat… wielu, kiedy byłem tam na wycieczce z podstawówki. No i rutynowa wręcz wizyta w Muzeum Archeologicznym i Muzeum Techniki też coś tam obudziła.

Noc Kupały w Chramie Mazowieckim. Było naprawdę… super. Z powodów osobistych uraczę Was tylko zdjęciem nowego Ognia:

Potem powrót i już zdecydowanie mniej udany wieczór.

Poniedziałek minął pod znakiem koszenia i remontu c.d. Że o pojeniu Jazona zacnym miodem nie wspomnę…

elektrycerze

Spało się dobrze. Do rozszczekania się psów bladym świtem. Zasygnalizowały w ten sposób stojące we wjeździe wypasione Iveco elektrycerzy… Pierwsze pytanie: "Czy zapłaciłem za prąd?" Szybki rachunek sumienia i należności – zapłaciłem. Okazało się, że chcą charytatywnie pociągnąć druta… Pokazałem im gdzie mogą i… pociągnęli:

Teraz zamiast czterech pojedynczych mam doprowadzony jeden poczwórny. Tys piknie.

Sianokosy na razie zawieszone z wynikiem 1500 kostek. Przydałby się jeszcze tysiąc, ale to trochę później.

W domu znów zaczęło się remontowo. Reorganizacja Bobrowni i dym w Celi. Od poniedziałku hydraulika.

Jutro jedziemy na Kupałę.

truskawki

Jak zapewne niektórzy pamiętają, jesienią sadziłem truskawki. Szczerze mówiąc było to moje pierwsze, w pełni samodzielne, doświadczenie ogrodnicze. Efekty oceńcie sami:

Może nie supermarketowy gigant, ale mała nie jest…

Smaku nie opiszę. Nie znam odpowiednich słów, a "zajekurwabista" to raczej miastowe określenie;)
Oczywiście jest tego więcej, ta była najbardziej fotogeniczna. Są i dwa razy większe, ale jeszcze zielone. Początkującym ogrodnikom radzę nie żałować słomy w trakcie jesiennego sadzenia. Tam, gdzie mi jej brakło, widać mizerność efektów. Są mniejsze i marniejsze.

Policzyłem pozostałe kostki – 356szt. Przewróciłem je (chyba żeby lepiej zmokły, bo jak skończyłem to znów popadało), 6 przywiozłem do domu. Rozładowałem i ułożyłem dwie przyczepy kostek, tych ostatnich suchych które przyjechały. Kurde, lubię to robić…

Plan na jutro: koszenie pastwiska I, przewracanie skoszonego pastwiska zimowego. Sielanka…

siano w deszczu

Sianokosy. Zrobiłem co mogłem. Najpierw tak:

Na rozrzutnik wchodzi – zależnie od ułożenia – 90 do 110 kostek. Czasem na polu zostaje tyle, że nie warto wracać po to zaprzęgiem. Jellinek bez ingerencji w kabinę łyka 3 sztuki…

Wczoraj wykorzystałem również zaprzęg w miniaturze:

Ładzianka mieści w sumie 10 kostek (w dzień 14, ale potrzebowałem światła) i do poskromu wchodzi 18.

Wróciłem do domu o 23ciej.
Brakło mi albo czasu, albo rąk do pracy. Trochę się przeliczyłem. Patrzę za okno jak leje. Na polu moknie jakieś 400 kostek siana…

jaskółcza relikwia

Jeden kurwiszon spadł z prowizorycznej drabiny i się zwichnął. Skłoniło mnie to zmajstrowania poważniejszej prowizorki:

Kurwiszon teraz głównie leży i jajka znosi. A co się naśmiałem, jak sobie przypomniałem tego księdza, co sprzedawał cudowną relikwię którą był szczebel z drabiny, która się Jakubowi przyśniła…
Kurwiszona od czasu do czasu dokarmiam i poję. Ot, taki kurwpielęgniarz jestem. Ale czas sianokosów nadszedł w pełni, trzeba zajrzeć, gdzie to siano poutykać. Na przykład tutaj:

Puste? Nieeeee….

Ale z powrotem nie włożę, bo mogą rodzice porzucić. Przemknęło mi przez myśl, żeby jajko wysiedzieć i takiego jaskółczaka wykarmić. Na szczęście myśl odfrunęła a jajko dostało się Marlonowi.
Odrobaczyłem koty.

pamięć genetyczna

Pewne rzeczy po prostu się pamięta. Jak na przykład przysłowiową już niechęć do gadów (kyrios, puść mi tego ostatniego maila jeszcze raz, ale bez załączników, bo zabiłeś mi pocztę i musiałem skasować żeby odetkać).
Co to ja… a, o pamięci. Pamiętam, jak się chleb robi:)

Został zeżarty zanim wystygł…
Pamiętam też, jak się kosi:

Ale nie pamiętam, żebym kiedykolwiek skosił wszystko co obowiązkowe w trzy dni…
Teraz zatem mogę kosić rekreacyjnie;)