oczekiwanie

W oczekiwaniu na Gwiazdkę czas wypełnia się różnymi zajęciami. Jak to przed zimą bywa, gromadzeniem zapasów…

 

 

…i zabezpieczaniem ich przed zimową pogodą:

 

 

Migracja królików trwa, również tych przeznaczonych na paszę…

 

 

Żeby nie było, że zaniedbuję zwierzyniec stacjonujący w majątku, dokonuję drobnych usprawnień gospodarskich…

 

 

i czekam, aż krowiszony zweryfikują sens ich istnienia.

 

W międzyczasie biorę udział w projektach firmowych, marznąc i zgrzytając zębami zarówno z zimna, jak i z powodu oporu materii żywej i nieożywionej. Ot, taka balustradka:

 

 

Radości przy transporcie i montażu co niemiara. Z mniejszymi problem mniejszy:

 

 

co nie znaczy, że są bezpoprawkowe.

 

 

Ale człowiek uczy się na własnych błędach przez całe życie. Czasem przebłysk geniuszu sugeruje wprowadzenie do otoczenia ułatwiaczy wszelkiego rodzaju, jak na przykład ten:

 

 

Mała rzecz, a cieszy.

Zarzucono mi, że blog poszedł w kąt, a jak już się coś pojawia, to więcej zdjęć niż słów. No cóż, mam teraz na głowie sporo innych rzeczy, niż li tylko zabawianie szanownych Abonentów dowcipnymi tekstami. Ale nie desperujcie się, cierpliwi bądźcie, a coś się znajdzie;P

ciągnięcie

Dzień paskudny. Przynajmniej przed południem. Wszystko leciało z rąk, wszystko się pieprzyło i komplikowało. Opór materii żywej i martwej. Dopiero po południu poszliśmy z młodym pociągnąć drut.

 

I o dziwo – jakoś poszło. Zrobiliśmy praktycznie całe ogrodzenie:

 

 

Zostało zrobić dwie bramki i nauczyć krowiszony korzystać z wybiegu. Ale to już chyba w przyszłym roku…

świąteczna wyprawa

Po dzieciaki wczoraj pojechałem. Bo ktoś na nich czekał z utęsknieniem:

 

No dobra, ja czekałem;)

Standardowe zakupy paliwa po drodze…

 

 

i lekkie drugie śniadanie;)

 

 

Przyjechaliśmy na miejsce jakoś przed 22gą, więc czas najwyższy odebrać zaległe prezenty:

 

 

I impra do rana, co zaowocowało takim widokiem w prawie-samo-południe:

 

Od 3ciej do 22giej zrobiłem prawie 1200km. Jeszcze to czuję…

wsadzanie

Choinka wymagała przycięcia. No bo drzewo z lasu przywiozłem i prawie dwa metry trzeba było urąbać. Trochę u góry i trochę u dołu. Efekt jest jaki jest:

Przypomniała mi się historyjka jak to Święty Mikołaj miał paskudny dzień. A to kac, a to prezenty mu ukradli, elfy popiły, renifery się pogryzły a Śnieżynka puściła się z jakimś menelem. I wieczorem przyszedł do niego radosny aniołek z życzeniami świątecznymi i choinką. I zapytał: „Mikołaju, gdzie chcesz żebym wsadził tą choinkę?” I od tego czasu aniołki są tam, gdzie są…

A na dole wsadziłem choinkę zwyczajnie, w stojak.

Wczoraj rozpoczął się nowy rok. Życzę zatem Wam wszystkiego najlepszego:)))

uznanie

W ósmej klasie podstawówki byliśmy na wycieczce w Warszawie. Standardowym punktem programu był wjazd na taras widokowy PKiN. Ktoś namalował tam „Anna Paluch”, na co natychmiast zwrócili mi uwagę koledzy. Podszedłem do tego ze wzruszeniem ramion,że to moja żona. Ot, historyjka…

Sporo czasu chodziła mi ta Ania po głowie. Może nie była jakimś obsesyjnym marzeniem, ale jednak. A marzenia mają to do siebie, że się spełniają, choć zwykle coś tam Wszechświat od siebie dorzuci czy zmodyfikuje. I tak domniemana żona okazała się córką.

 

Co prawda przez uznanie, ale kto by tam przejmował się urzędniczym nazewnictwem;) Moja ci ona jest i już:) 

The Apis King

Ustabilizowała się hierarchia na pastwisku ogólnym.  Oto Król Apis ze świtą:

 

 

Od lewej stoją: Mordred, Galahad, Ginewra i Lancelot. W centrum okrągłego stołu będącego pozostałością balota – oczywiście król A…pis.

Jak na króla przystało, Apis potrafi się zachowywać nad podziw nieprzystojnie…

 

 

Ale o tym – sza… Bo Milka nie może się dowiedzieć…