emigracja

Nastał czas emigracji. Zorganizowałem więc koniowóz:

I zapakowaliśmy czwórkę bydląt w podróż ich życia. Załadunek i sama droga poszły bezproblemowo. W sumie rozładunek też… 

Oślica trafiła w racice Wytrzeszcza i Cwaniary:

Zaaklimatyzowała się dość szybko, jedynie przy wiaderku śruty uświadomiono jej miejsce w hierarchii a następnie homoseksualnie przecwelono. Chyba szybko się odnajdzie i zacznie grypsować.

Byśki trafiły do wyznaczonej celi w koziarni:

Obawiałem się, że będzie im ciasno, ale byłem w błędzie. Ciasno to im będzie za dwa miesiące. Wtedy też pójdą na pastwisko.

Pozostało umyć i oddać koniowóz…

…i rozpocząć weekend;)

wielkie ssanie

Sąsiad naraił mi dwie jałówki. Pojechaliśmy zobaczyć. Wiedziony doświadczeniem stwierdziłem, że dwóch nie wezmę, bo z takich podwójnych zakupów zwykle połowa kończy tragicznie. Jak zobaczyłem obie dziewczyny, utwierdziłem się w tym przekonaniu – czarne małe było tak małe i liche, że szkoda dzikiego zachodu, niech zostanie przy matce. Za to czerwone wcale nie było takie małe. Ale na pewno było głodne, bo zassało mi spodnie na kolanie. Dobrze, że nie wyżej… Wziąłem.

Przywieźliśmy i zapakowałem do boksu z Mamuną i Rosją. Rosję chyba przechrzczę na Kanalia;) Mała ruda pętała się bez celu, dopóki nie prysnąłem jej mlekiem w twarz. Zassała niemal natychmiast:

Rozmach z jakim to uczyniła wzbudził niepokój mlecznej siostry, niezwłocznie więc dołączyła z drugiej strony:

I tak oto ruszyło opróżnianie cycków. Mamuna stała grzecznie dopóki dziewczyny się nie najadły, potem małe rude dostało łomot. Trochę spanikowałem i zabrałem do innego boksu na noc. No ale wczoraj dołożyłem z powrotem, co ma być to będzie. Małe rude miało się nazywać Szkocja, ale skoro Rosja to Kanalia, to Szkocja będzie Wiewiórka. Bo z Wiewiórek przybyła;)

odwyk

19,5 niecenzuralnego wyrażenia temu przestałem przeklinać. Te 19,5 wyrwały mi się w ciągu 4 dni. Dla jaj przestałem też pić. Alkohole rzecz jasna. Mam jeszcze kilka pomysłów. Na wszelki wypadek nie napiszę Wam, gdzie i podczas czego robię ten wpis… ;P

tropem krowy

Plan miałem walki o wodę. Jak to z planami bywa… Pojechałem najpierw do sąsiada, obgadać warunki zakupu cielaków. Wstępne negocjacje wypadły pomyślnie, mimo, że ja nie mam pieniędzy a on cielaków. Umówiliśmy się na popołudnie, że zajedzie rzucić okiem, co by go ewentualnie interesowało z mojego stada. Na przykład Mamuna…

Przyjechał M w towarzystwie B i jego syna. Śrutę zrobić. Wpadłem zatem na szatański pomysł wykorzystania ich obecności do przeprowadzenia byków. No bo tak sobie dumam nad lokalizacją mini obozu koncentracyjnego i wypadło na spakowanie wszystkich panów przeznaczonych do eksterminacji do koziarni. Takoż się stało…

Szczegóły akcji chyba wolałbym zapomnieć. O ile Masaj nie sprawiał  większego kłopotu, to Ork dał upust drzemiącym w nim talentom łyżwiarza figurowego na oborniku… Zainteresowanie i zachwyt jakie mu okazaliśmy wykorzystała Mamuna, pozostawiając na gumnie szereg tropów…

Podsumowując: byczki przeniesione, Mamuna schwytana i osadzona, śruta zrobiona, sąsiad zainteresowany. Co z tego wyjdzie, czas pokaże.

odwilż

Panowie, których sprawę opisałem w poprzednim wpisie (:)) wywiązali się z umowy:

Awantury więc nie będzie, mimo, że mogli wywiązać się lepiej. Ale mam na głowie inne rzeczy niż szarpanie się z drwalami.

Przez weekend miałem do dyspozycji trochę taniej siły roboczej, którą w ramach agroturystyki wykorzystałem do prac zwanych ciężkimi. Byli zachwyceni, jak to miastowi;P  Przy okazji ich odjazdu upewniłem się co do możliwości zapewnienia dzieciakom atrakcji jaką jest jazda pociągiem – takie sześćsetkilometrowe połączenie bezpośrednie jest kuszące…

Ale nadal drogie, droższe od samochodu mimo cen paliw.

Zirytowało mnie nieustanne przepinanie przedłużacza siły między śrutownikiem w stodole a piłą w pubie. Postanowiłem więc przepiąć wtyczkę, żeby wpinać się bezpośrednio w gniazdko od spawarki…

Działa. Tyle że piła kręci się w drugą stronę. Zgłębiłem temat w sieci, podobno wystarczy zamienić miejscami fazy L1 i L2. Dziś spróbuję, może nie wylecę w powietrze. A jeśli nawet, to zwierzaki będą mogły pójść do sklepu i nabyć nowego gospodina. No bo skoro w normalnym spożywczaku można nabyć niemowlęta…

… to pewnie gdzieś jest też sklep z wieśniakami.

Odzyskałem w domu ogrzewanie. Nawet bez porozrywanych rurek od centralnego. Została batalia o wodę. Może nadchodząca odwilż wspomoże.

Idzie Wiosna…

ciężka piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii

Do ciężkiej piiiiiiiiiiiiiii doprowadza mnie ten piiiiiiiiiiiiiiiiiiiii komputer. Cały wpis praktycznie skończony, a piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii nagle rzuca mi dowcipny komunikat „widzę ciemność”, zaczyna konfiguracje i wyłącza się. Kiedyś piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii piiiiiiiiiiiiiiiiiiii o ścianę i zacznę pisać bloga w zeszycie.

Piiiiiiiiiiiiiiii, wpisu nie będzie. Same zdjęcia muszą wystarczyć.

 

 

Rosja

Dawno temu na gumnie pojawiła się Mamuna. Małe to było, kilkudniowe, zmieściło się do bagażnika Ładzianki bez składania siedzeń. Rosła powoli, takie chuchro było. No ale jak się patrzy na zwierzaka codziennie, to nie widać, że jest już dorosły.

Mamunie wywaliło wymię. Zaskoczony, acz nie zmieszany, wyprosiłem towarzystwo z obory, zostawiając tylko potencjalną mamę. Wymościłem całe pomieszczenie słomą, święcie przekonany, że mam tydzień czasu. Z tego przekonania wyprowadziły mnie sterczące Mamunie spod ogona nóżki. Dokończyłem zatem kanapkę i wyciągnąłem sterczące spod ogona „coś”…

Zaopatrzyłem mamę i jej potomstwo i żeby nie stać bezczynnie skoczyłem za granicę zatankować. Trochę się przeciągnęło, bo celniczka nie potrafiła pojąć, że zbiornik benzyny może być wewnątrz pojazdu, a zbiornik gazu na zewnątrz. Wysłała więc mnie na kanał, co wydłużyło mi czas całkowity tankowania do siedmiu godzin. Widok po powrocie był optymistyczny. Takoż i dnia następnego:

Dla upamiętnienia pierwszego pobytu na kanale miałem małą krówkę nazwać Kanalia, ale chyba będzie Rosja. Ze względów oczywistych.

Nowy nabytek zmobilizował mnie do zorganizowania paszy mniej absorbującej niż kostki siana. Do przemieszczenia balota sianokiszonki wykorzystałem sprzęt zmechanizowany i tanią siłę roboczą, która zadaniem była zachwycona…

No dobra, potem przywiozłem jeszcze trzy baloty zwykłego siana, które rozparcelowaliśmy Ładzianką i zwierzyniec jest nakarmiony do… nadal.

Wiosna idzie. Krowy zaczynają się cielić…