podchooinkowo

Pod choinką znalazłem długo poszukiwaną beretkę z antenką:

Klasa sama w sobie:) Jeszcze tylko kufajka, drelichy i gumofilce i wyrzucając gnój poczuję się jak amerykański komandos, bo „do tego mnie szkolono”;)

Po dzieciaki pojechałem. Droga jak zwykle przebiegała przez zacne jadłodajnie…

No bo ja po prostu nie rozumiem ludzi, zatrzymujących się w trasie w miejscach serwujących „domowe obiady”. Nie są one ani domowe, a po to się wyjeżdża z domu, żeby zaznać kulinarnego kontrastu.

Po przyjeździe do prezentów podejście drugie. Tym razem udało mi się trafić młodemu w gusta:

Mimo, że nie dostał tego co chciał (no bo ileż można mieć klocków?), to zaczytał się zapamiętale i z zainteresowaniem. To jeszcze ten wiek, kiedy człowiek bardziej się interesuje mordowaniem niż chędożeniem…

Młoda większe zainteresowanie niż prezentom okazała młodszej…

a jak emocje opadły, to zamknęły się ze starszą na górze i czynią tam… nie wiem, zło jakieś czy cuś…

Dziś w planie Hobbit. Niestety 3D, bo nie ma w okolicy normalnego:/

uterus

Akcja porodowa czasem kończy się tak:

Zwykle zwiastuje to problemy. Mniejsze lub większe. Tym razem były większe, weterynarz poddał się dość szybko. W przeciwieństwie do reszty ekipy wspierającej sąsiada w nieszczęściu. Po czterech godzinach walki o to co zostało wreszcie zasłużone piwo. Ledwo żyję (po piwie…).

Cielak (byczek) ma się dobrze i jedna z cioć zajęła się karmieniem.

zwykłe świństwo

Mobilność młodej stała się legendarna. Zaczęło się od dopełzania do kontaktów i własnoręcznego sprawdzania czy jest prąd. Moja wrodzona złośliwość objawiła się dogmatycznym komunikatem NIE MA. Sprawdzania…

Młoda jako urodzony niedowiarek zaczęła knuć, jak tu wyrwać gniazdka ze ściany, żeby sprawdzić, co wymusiło na mnie sprawdzenie i poprawienie ich mocowań. Chwilowo więc dała spokój i zajęła się trenowaniem komunikacji w pionie. Klucząc niczym Sokół Millenium w drodze na Kessel osiągnęła piętro w czasie poniżej minuty. Wynik zaiste imponujący, poruszył we mnie pokłady huttyjskiej złośliwości. Wykorzystałem więc chwilową nieobecność młodej w dniu wczorajszym i nałożyłem ograniczenia na przemytniczym szlaku…

Wyraz oczu dziecka po osiągnięciu przeszkody jako żywo przypominał mi wzrok Kota ze Shreka okraszony komentarzem Głupiej Cipy po próbie uśpienia chloroformem…

Cóż, chwilowość mojego sukcesu potrwa zapewne do rozpracowania przez ofiarę mej złośliwości zasady działania szyfrowego zamka mojego pomysłu:

Chwilowość ta będzie odwrotnie proporcjonalna do mojej dumy z wykonanego dzieła.

Jeżeli ktoś miał wątpliwości, jak wykorzystać połamane łóżeczko, to teraz już wie;)

chuinka

Jako, że zima, do lasu mi było trzeba po opał. No i przy okazji po choinkę:

Dowieziona na miejsce została przycięta z góry i z dołu, żeby się w czterech metrach zmieścić…

Wyjątkowość świąt została okraszona własnoręcznie wykonanymi ozdobami:

Nie byłbym sobą, gdybym tradycji tradycyjnie nie okrasił jakąś historyjką obrazkową, i nie mam tu na myśli bynajmniej świątecznego ślimaczka;)

Otóż renifery najpierw się najarały…

i przekonane, że są lelonkami udały się odrzutowo…

na poszukiwanie towarzyszek…

w celu przedłużenia gatunku lelonkowego. Po czym zażyły permen czy inną viagrę:

i dokonały aktu. Aktów. Aktówek.

A to wszystko przez podpuszczającego je tajniaka…

działającego z polecenia swego wywrotowego szefa:

Co zapewne wzbudziło smutek proroka w tle…

No ale skoro choinka ma być symbolem życia i płodności, tym bardziej że właśnie mamy Święto Godów, to zamiast się smucić – cieszcie się! W końcu rozpoczął się Nowy Rok:))) Najlepszego!:)

wigilijne cowrider story

Cowgirl dosiadła rumaka i ruszyła na rozbój:

Ofiarą jej paść miał niczego się niespodziewający młody samojeb…

Cowgirl użyła swej broni kobiecej (płaczu znaczy) by stworzyć atmosferę grozy i usunąć zagrożenie poprzez wyrzucenie samojeba „zadrzwi”, po czym triumfalnie pochwyciła zdobycz…

No bo cóż może być lepszego do zabawy niż wymamlana, piszcząca psiakość samojebska?

End of story:)

biegowciepywacza w LTZ-cie naprawa

Wczoraj, mglistym świtem postanowiłem w swej nieskończonej dobroci krowiszony balotami uraczyć. Odpaliłem więc traktor i dalejże do dzieła. Zaimplantowałem pierwszego z trzech i chcę wyjechać z wybiegu po następnego. Tyle, że ciasno i trochę ruchów posuwisto-zwrotnych wykonać trzeba. Traktor zaś skłonny jest tylko do przodu jeździć, zaś wajcha biegowciepywacza bocznego swobodą ruchu przypomina osławioną taczankę na stepie…

Wybujałem się z zakrętu z pomocą Osadźcy. Diagnostyka dedukcyjna wskazywała na ujerdolone cięgło biegowciepywacza. Rzecz niby prosta, tylko trzeba się tam dostać. A krowiszony na głodzie. Na szczęście traktor jest jedynej słusznej produkcji, więc na czas karmienia zaimprowizowałem rozwiązanie zastępcze:

Po dostarczeniu pozostałych balotów potwierdziłem wcześniejszą diagnozę:

Tylko jak wyciągnąć drugą część? Było kilka opcji, ale raczej żadna nie do przyjęcia. No bo zdjąć koło, zdjąć kabinę czy zdjąć bak po uprzednim zdjęciu całego zadniego osprzętu to cały dzień roboty. A ja mam tylko pół… Cóż, skoro konstruktorzy zaniedbali zaprojektowania klapki rewizyjnej, trzeba im to wytknąć. Najlepiej kątówką…

Teraz poszło szybciej. Drugi koniec cięgła wymontowany, oba zespolone nakrętką i spawarką, tak żeby na dłużej starczyło:

Klapkę rewizyjną trzeba jakoś pozostawić na ewentualną przyszłość. Z sensem i przemyślanie…

Teraz już tylko montaż klapki rewizyjnej skrzyni biegów…

… i kosmetyka: mycie, odkurzanie, nabłyszczanie, dywaniki…

Kuin uusi, jakby to finowie powiedzieli. Są to chwile, kiedy cieszę się z nieposiadania nowego Dżona dira czy innego Kejsa. Tam zapewne użycie szlifierki skończyłoby się rozpołowieniem traktora, a podniesienie wykładziny obecnością nalepek: „udaj się z kartą kredytową do serwisu”. No ale może nie miałbym tak rąk poharatanych…

 

A potem zostałem zaskoczony miłym telefonem od potencjalnej Osadźczyni – pozdrawiam;)

A potem przyszedł sąsiad z rodzinką i mnie sponiewierał alkoholem na okoliczność oblewania Altei. Cóż, jakie życie, takie obowiązki…

kopidół

W oczekiwaniu na listonosza z koparką wprowadziłem w życie usprawnienie polegające na zaimplantowaniu byśkom balota do koziarni:

Konsumują z należytym zachwytem:) Ot, kolejne usprawnienie, odbarczające Osadźcę. Że też nie wpadłem na to jak sam tu urzędowałem…

Przyjechał listonosz i zaczęło się likwidowanie paskaallas’u:

Cztery rozrzutniki później daliśmy sobie spokój. Efekt zamierzony został osiągnięty, krowiszony już nie toną w błocie idąc na żarcie, a i traktor dostarczający rzeczone żarcie ma większy zasięg. Na kontynuację prac umówiliśmy się na wiosnę. Późną wiosnę, jak już będzie można wjechać na ten wybieg bez ryzyka zatonięcia.

Dzień zaskoczył nas ciemnością, więc reszta prac została przełożona na jutro.

Zdjęcie uzupełniające zobrazowanie mikrość prac przy odbłocaniu wybiegu:

Szczerze mówiąc to niewiele widać, ale efekt jest. Głównie taki, że wiem co mnie czeka na wiosnę jak zechcę opróżnić całość…