karmienie interwencyjne 2

Krowiszon ma się dobrze. Je, pije, wydala. I nadal leży. Co gorsza, jakby mleko jej się skończyło. Z niechęcią, ale nie widząc innego na razie wyjścia, udałem się zatem rano po mleko interwencyjne dla Januarego. Dość szybko zakumał, o co chodzi:

Zapewne dlatego, że zostały spełnione oba prawa karmienia gelaufenów.

Po 24h przypomniał sobie o mnie weterynarz. Bo zapomniał. Przyjechał, dał medykamenty, wziął 130 zł, powiedział, że szanse są marne i pojechał. Czym utwierdził mnie w przekonaniu, że zajebiście jest być weterynarzem. Ale przynajmniej mam wolną rękę w uzdrawianiu krowiszona na własną. Rękę.

W mieżdutajmie przemieniliśmy ambulans na drwalowóz:

Ilością szału nie robi, ale na kilka dni powinno starczyć. Do następnego kursu. Pogoda zniechęca, najfajniej jest w domu przy kaflowym. W ogóle jakoś tak dziwnie ciepło jest, wszędzie powyżej piętnastu…

Dziś ponowna próba postawienia.

karmienie interwencyjne

Niemoc krowiszona pognała nas na gospodarkę. Znaczy się wszystkich facetów. Jako,że chwila nam tu zejdzie, trzeba poderwać temperaturę wnętrza z +1,5 do jakiejś bardziej normalnej. Najszybciej zrobi to gazowa nagrzewnica:

W oborze bez niespodzianek – lasia leży razem z młodzieżą. I nie chce wstać…

Na szczęście dysponujemy konowalskim ambulansem, zacnie wyposażonym…

Kilka godzin później, w towarzystwie stękania krowiszona i konstrukcji obory, udało się interwencyjnie gelaufena nakarmić:

Dobre i to. Ale to nie to. Zobaczymy, co jutro przyniesie.

w Olsztynie

Weekend początkowośródferyjny (bo zależy dla kogo) odbywał się w stolicy warmińskomazurskiej. I to w chyba najlepszej możliwej lokalizacji:

Najlepszej, bo 5min spacerkiem od KFC…;) Co oczywiście wykorzystaliśmy, ale tylko raz. Bo planowo należało dzieciaki zmęczyć atrakcjami. Czyli na przykład wywieźć je do Teatru Lalek, gdzie zostały powitane smokiem:

Dzieciaki dowiedziały się, jak to było z pingwinami na Arce, a ja dowiedziałem się, co smokowi najbardziej marznie… Nieważne;P

Kolejny dzień to wizyta na zamku, gdzie powitał nas ten co wstrzymał Słońce i wyruchał Ziemię czy jakoś tak…

A pożegnała nas Warmińska Baba, która w rzeczywistości była wojem, więc ani chybi gender jakiś…

Oczywiście to tylko godne wspomnienia atrakcje turystyczne, bo wizytę u rodzinki czy rajd po sklepach lepiej czasem przemilczeć;) Podobnie jak półgodzinne odpalanie Forda leżąc pod nim na siedemnastostopniowym mrozie…

Poranny zmierzch pobytu uwieńczyło polowanie na gołębie:

No i w samo południe powrót do domu.

Co prawda temperatura nie wymaga już takiej hermetyzacji:

ale mimo mniejszego mrozu (-5) silniejszy wiatr pozwolił osiągnąć w opustoszałym domu +2*C. No i krowiszony potraktowały naszą nieobecność jako osobistą zniewagę i pomściły w sposób czworaki. Połowę skutków pomsty usunęliśmy od razu, resztę jedziemy usuwać dzisiaj. Niech dzieciaki zasmakują trochę prawdziwego życia.

atomowe urodziny

Jest zima. Nieomal nuklearna, choć przejrzystości powietrza nic zarzucić nie można. Zapewne spowodowały ją te oto niezidentyfikowane obiekty spadające:

Meteory? Rakiety? Nieważne, ważne, że zimno:)

Na okoliczność ewentualnej ewakuacji związanej z końcem świata zadbałem o to, żeby dziewczynom włosy nie przeszkadzały:

Dobra, końca świata nie widać, ale zimno, to trzeba się poruszać. Jak zwykle jestem przeciwnikiem gier techno, to dostrzegam zalety x-box’a…

Dzieciaki maja frajdę, bo to prawie jak gra na kompie, ja mam frajdę, bo się ruszają i nie ryzykują przeziębienia;)

Ale żeby nie było zbyt sielankowo, wkręciliśmy młodego. Że jedziemy wieczorem do lasu po drewno do kominka. A dla jaj to całą bandą. W drodze zaproponowałem mu, że w sumie może pojedziemy wykopać trochę kardamonu zamiast drewna, na co przystał z ochotą. Bo łatwiej o kardamon niż drewno, a wykopywać go trzeba jak jest mróz, bo inaczej jest miękki i gąbczasty… Dobra, ja nie wiem co to kardamon. Ważne, że tak nazywa się knajpa, w której wylądowaliśmy na urodzinowej pizzy;)

14 lat minęło, gdy na świecie pojawił się Viga Brand;))) Najlepszego:)

przemytnicze zaległości i nie tylko

Ostatnio po drodze do Kentaki zahaczyliśmy o srokowskie wydanie wośpa. Wewnętrznie ciepło i duszno…

zewnętrznie mokro i dreszcze wywołane nie tylko zimnem, ale i desperacją morsów…

Oprócz tego była loteria, straż pożarna która zawyła i graniczna o której później.

Jako, że zima jaka była każdy widział, postanowiłem zrobić sobie wieczór dobroci dla motocykla. O, choćby i gniazdko ewakuować w inne  miejsce:

Mała rzecz, a dokłada roboty, bo nie mam już usprawiedliwienia, że nie robię handbarów bo gniazdko przeszkadza. Ale to za jakiś czas. Postanowiłem zająć się wywoływaniem śniegu, a nic tak nie przywołuje zimy i mrozu jak zakup jednośladu… 

Powyższy pojazd ma zasilić projekt chodzący mi po głowie od… lat. Ale o tym kiedy indziej. Ważne, że efekt w postaci 20cm śniegu i -10*C nazajutrz osiągnąłem:)

No więc mamy zimę. Podejście drugie. Jeszcze było za miękko na konkretną wyprawę do lasu, więc ciachnąłem na szybko dwa drzewa w Końskim Jarze i przywiozłem do drugiego domu celem zaopatrzenia go w opał. Zacząłem od ostrzenia łańcucha w pile, ale zajechali goście. Znaczy się barciańska SG po cywilu miała praktyki w ramach kółka dramatycznego, znaczy się przyjechali z pytaniem, czy nie miałbym paliwa do sprzedania. Postanowiłem wejść w rolę i stwierdziłem z żalem, że niestety nie mam, bo u mnie to tylko na zamówienie, ale wiem kto ma. Po czym szczegółowo, krok po kroku wytłumaczyłem uważnym słuchaczom jak trafić na stację benzynową w Srokowie. Cóż, obaj panowie dostali by u mnie pały z aktorstwa, no może 1+ na zachętę;) Pogadaliśmy trochę w garażu, bo temat motocyklowy wypłynął, ale w końcu kazałem im się zdecydować, czy chcą być traktowani prywatnie i idziemy na kawę, czy służbowo i poproszę legitymacje i nakaz. Dokonali słusznego wyboru:) Jakąś godzinkę później rozstaliśmy się w dobrych nastrojach. Oni wrócili do kółka dramatycznego…

 … a ja do drewna:

Trochę już ciemno się zrobiło, siedziałbym nad tym drewnem do nocy, ale akurat najmłodsza przejeżdżała i zatrzymała się żeby pomóc:

Dziewczyny pomogły, poukładały praktycznie wszystko to co było do poukładania i o w miarę normalnej godzinie wróciliśmy do domu.

A potem pojechałem po dzieciaki moje – zabrać je z krainy ciepła (+11) do krainy zimna (-11). Niejako przy okazji zaliczyliśmy sześćdziesiątkępiątkę dziadka Janka. A potem doczołgaliśmy się do domu i oficjalnie możemy uznać ferie za rozpoczęte:)

error

Ponieważ krowiszony odwdzięczają się za zainteresowanie, a nawet akceptują utworzenie przedszkola „interspecies”…

… zanabyłem kolejny pakiet okopowych:

Tylko trzeba będzie się tych nieekologicznych worków pozbyć, żeby się jakaś kontrola nie doczepiła, bo będzie error. Bo ich to psińco obchodzi, że ja w tych workach ziemniaki paszowe kupiłem, mam worki poazotowe to znaczy że nawożę i koniec. Nawet jeśli nic nie uprawiam, to nawożę. Złośliwie i na pohybel UE oczywiście.

Pojechałem dziś zatankować, z mocnym postanowieniem dokonania nie tyle przemytu, co zakupu nadmiaru alkoholu i oclenia go, o ile któremuś z celników będzie się chciało wypełniać kwity na pół litra. Z tego prawie-przemytu nic nie wyszło, bo pożądanego balsamu nie było:/ Za to samochód poczęstował mnie nowym komunikatem: FUEL COMPUTER DATA ERROR. Jak widać kanadyjski amerykaniec z tajwańską elektroniką nie jest w stanie pojąć realiów polsko-rosyjskiej ekonomii, gdzie do dziewięćdziesięcioipół litrowego zbiornika daje się upchnąć stocztery litry benzyny… Otrząsnął się z szoku dopiero w połowie drogi powrotnej i error został zastąpiony jedynie słuszną pozycją wskaźnika paliwa:D

ziemniaczany impuls

Posiadanie parownika zobowiązuje. W związku z tym poczułem się zobowiązany do sprawdzenia na tablicy, kto w okolicy ma ziemniaki za normalne pieniądze. Na efekt nie musiałem długo czekać:

Ponad pół tony okopowych pośledniej jakości trafiło w siano do stodoły. Ani chybi krowiszony też poczuły się zobowiązane, żeby zasłużyć na ten skrobiowy dopalacz…

Urodziłam, należy mi się;) Dobra, dobra, urodziłaś, to najpierw proszę po sobie posprzątać…

Wapń zaczął wracać do organizmu, a ja wróciłem do ścielenia i naprawiania wnętrza obory. January z wrodzoną ciekawością dzielnie mi towarzyszył:

Już ciekawość pcha go na ciąg paszowy. Ważne, że próbuje cyckać.

Kurde, kiedy ja to odeśpię…