męczące osiągnięcia

Ostatnia wizyta w odeerze, mająca na celu osiągnięcie świetlanej przyszłości, na razie osiągnęła kolejną wizytówkę tej jakże zacnej instytucji:

Rzecz jasna, wizytówka znajdowała się w jedynym słusznym miejscu, przez niektórych zwanym „świątynią dumania”… Zobaczymy, co osiągniemy dzięki tej wizycie…

Z pomniejszych osiągnięć, tym razem moich osobistych, było wyrzezanie takiego oto sprzętu do usportowiania najmłodszej latorośli:

Dumnym z tego dzieła, a właściwie „działa”, że hej. Od razu przystąpiliśmy do sprawdzania możliwości najmłodszej. Przyczajona w kuchni jest w stanie ubić krzesło w jadalni… Groza pomyśleć, co będzie jak do bloczka się dorwie. na razie jednak zmęczona osiągnięciami padła snem popołudniowym…

Nic, napaliwszy w piecu, bo pogoda iście niemajowa, trzeba szykować się do wieczornej, powieczerzanej kąpieli, a potem do tego typka, co klapnięte łóżko miał…

susza

Jak to zwykle w maju, pogoda zachwyca. Ale chyba tylko letników i posiadaczy pras rolujących. Kiedyś obiecywałem sobie, że będę kosił w maju, ale wychodzi jak zwykle. Poczekam na czerwcowe deszcze.

Z braku lepszego pomysłu postanowiłem krowiszony wpuścić na czwórkę. Przedtem jednak trzeba sprawdzić co się dzieje w Końskim Jarze. Ano dzieje się…

Inżynier Kastor zarządził podniesienie tamy o pół metra. Dzięki temu rozlewisko pochłonęło kolejną porcję Jaru i przy okazji dolny drut pastucha zaczął udawać drętwę. Zmodyfikowałem ogrodzenie na tą okoliczność i dałem krowiszonom pole do popisu. Albo raczej popasu:

Niech się cieszą. To było wczoraj. Teraz ich nie widać, więc trzeba iść sprawdzić, czy są w Jarze, czy gdzieś dalej w Polsce.

711

Poranna wyprawa planowana na 8:00 rozpoczęła się z opóźnieniem. Jakieś 22 minuty. Ale już po 4 godzinach i 40 minutach zachowawczej jazdy zaparkowałem pod celem nr 1 rzeczonej wyprawy:

Godzinka relaksu na fotelu dentystycznym i znów jestem na bieżąco. No to jedziemy dalej. Teraz odebrać zamówione medykamenta…

Nazwa drastycznie serialowa, bo Wal Basen kojarzy mi się z parkingówką wykonaną na moim samochodzie przez niejaką Hannę Śleszyńską. Ale to dawno było, nie ma co roztrząsać. Trzeba było się pozbierać i przez sparaliżowane popołudniem drogi przedrzeć się na drugi koniec Wawki, ot tak, z ciekawości… co oni tam fajnego mają:

No oprócz wielu rzeczy mają wspomniany już łuk bloczkowy dla niemowląt;) Przy okazji dostałem instruktaż jak nie robić sobie wybroczyn i ustaliłem kwestie serwisowe – na przyszłość, bo chwilowo to się zaczynam nad chwilówką półroczną zastanawiać… Ale nic to, w drogę. Jak już tu jestem i zbliża się rocznica, to zajadę pogadać. Zajechałem i sobie pogadałem…

Ech, życie. I śmierć. Ale żeby żyć, trza… jeść:

W pierwszej chwili myślałem, że zamknięte, taka pustka. Jednak nie obszedłem się smakiem;) A po kolacji dalej w drogę, zdecydowanie wolniej i spokojniej, bo jakby klocki hamulcowe się skończyły. Pośmiałem się w duchu z czyjegoś spostrzeżenia, że najlepiej z wyjazdów zapamiętasz te, kiedy się zgubisz lub coś się spier..li:) Święto prawdo;)

Na gumno zajechałem o 22:00, uzyskawszy na wspomnianym w temacie dystansie wynik 4,85l/100km. Nie jest źle:) Idę spać z kratownicą podszewki odciśniętą na dupie…

krwawy sport

Ziarno zasiane:

Młoda co prawda dopiero raczkuje w temacie, ale niech się oswaja. Może uniknie takich kontuzji jak moje…

No bo jak się nie umie stawiać baniek samemu sobie, to można sobie samemu zrobić wybroczyny cięciwą:D A na poważnie zanim się nauczę łuk trzymać (a właściwie to „nietrzymać”), to trzeba się przeprosić z ochraniaczem jakimś…

Zajebisty łuk bloczkowy dla niemowląt dziś widziałem:DDD

english wars

Przywiało wczoraj Colina ze Zdzisławem. Żeby nie błądzili zgarnąłem ich z Lidzbarga – no w końcu zawsze to okazja żeby się przejechać:) Przywiodłem gości na gumno…

…i zabraliśmy się za biesiadowanie. A potem za kowce. A potem za zwiedzanie krowiszonów i koniowatych w towarzystwie Eduarda. Widok Colina porozumiewającego się z Eduardem na środku intervillage janikowskiej – bezcenny. Gadaliśmy do względnego późna i to o dziwo przy jednym piwie na trzech. Znaczy moim, bo goście niepijący w trasie. To i mnie nie wypadało się sponiewierać.

Nazajutrz śniadanie i jakoś mnie naszło żeby ich odeskortować na… cmentarz;)

No bo Colin wyhaczył imprezę upamiętniającą brytyjskich żołnierzy z IWŚ pochowanych na War Cemetery koło Lidzbarga. UE też ich upamiętniła, zamawiając nowe nagrobki… w Belgii:/

No bo niby dlaczego miała by dać zarobić polskim rzemieślnikom?

Na rozpoczęcie imprezy nie czekałem, pożegnaliśmy się i ja do agencji, goście na zamek.

Przy okazji wyszło, jakie to szyszki motocyklowego świata mnie odwiedziły, ale zostawię to dla siebie;)

Gloria victis!

Epokowe odkrycia

Trwają ruchy przeprowadzkowo-porządkowe. Czasem natrafiam na drobny problem logistyczny, którego nie jestem w stanie rozwiązać ani siłom, ani godnościom. Osobistom. I jeszcze miarka złośliwie pokazuje, że dana rzecz prawie się mieści. A prawie, jak wiadomo… wymaga interwencji szlifierki kątowej:

No i co, dało się?:))) Wszak lepiej pociąć stare okno i mieć wentylację na lato, niż nowe łóżko i spawać wewnątrz.

Sąsiedzi zaordynowali przemyt antyków. O ich autentycznej antyczności świadczyć mogą choćby ryty naskalne…

Ani chybi powstały w epoce kamienia gładzonego, gdyż takowego używaliśmy do rozbiórki antycznej szafy. Powrót załadowanym Sprinterem (sprawnym*;)) po drogach z epoki:

Ot, kolejna przygoda zaliczona.

Potem powrót do domu. Ponieważ jest względny spokój, można po obrządku palnąć kilka salw. A ile radości daje łażenie po pastwisku z piwem w garści i szukanie zaginionych pod darnią pocisków… W desperacji chciałem do sąsiada dzwonić, żeby na odsiecz z wykrywaczem przybył, ale, jak to mawiali starożytni, in piwo veritas. I tak oto odkryłem, że jestem od dawna w posiadaniu arrowfinder’a:

To jeszcze któregoś dnia na Paprocin skoczę, bo gdzieś dwa Gamegetter’y posiałem…

Potem wieczorne przemeblowania, a dziś poranne sprzątania, bo turyści się na noc zapowiedzieli.

No i na dobry początek dnia mój absolutny faworyt Eurowizji:

Bo to, co wygrało, to tylko „trzepnąć szmatą, zanim złoży jaja”;)

 

_____________________

*- ewolucja stanu technicznego Sprintera:

Rok temu:

Ja: Dzień dobry, chciałem zrobić przegląd…

Diagnosta: W tym niesprawnym pojeździe???8O

Wczoraj:

Ja: Dzień dobry, chciałem zrobić przegląd…

Diagnosta: O Jezu…