15.

Pojechałem do Młodego na 15tkę. Przy okazji na coś innego, ale o tym jest na równoległym blogu. Tym razem też nie wstrzeliłem się dokładnie w dzień urodzin, ale to nieistotne – niech ma te urodziny dwa razy;) Z racji dodatkowych zajęć czas z dziećmi był trochę szarpany, trochę tylko z W…

 …trochę tylko z E….

 ale to i dobrze, bo jak są razem to zachowują się jak brat i siostra. Zaraz… to jest brat i siostra. Ech…;) Heh, Młody wreszcie doczekał się aparatu na zęby i… robi wrażenie;) Pobyłem z nimi trochę we wtorek, potem na nocleg do siostry, zapoznać się z najmłodszym członkiem (członkinią) rodziny. Sonia P. w prawie całej okazałości:

 Spoko, mała, przyjedziemy do Ciebie w kwietniu całą bandą;)

Kolejny dzień przed południem dzieci w szkole, ja w sądzie, ale zaraz potem trzeba zobaczyć jak Młoda sobie radzi z piłką:

 Potem trochę jeżdżenia i trudny wybór, bo ich zajęcia się pokrywają, a ja się nie rozerwę, ale końcówka już razem…

 …na próbie u Młodego:

 Bardzo miły akcent niezupełnie miłego dnia. Talent aktorski mi w dziecku rośnie:) Jeszcze tylko wspólne podsumowanie na kebabie….

… i niestety trzeba było wracać. Cóż, życie. Najważniejsze to skoncentrować się na pozytywach.

kolejna rozprawa…

… odbyła się 21go stycznia. Pod kątem przesłuchania świadków. Udało mi się przyjechać dzień wcześniej, no bo skoro dzieci mają w dniu rozprawy wcześniej wrócić do domu, żeby się spotkać ze znajomymi mamy, to ojciec musi się dostosować. Odebrałem ze szkoły jedno i drugie, ale nie mogli sobie pozwolić na opuszczenie zajęć dodatkowych, bo mama sobie nie życzy, więc E poszedł na te zajęcia, a ja z W do domu. Siedliśmy do matmy, bo miała problem z zadaniem o pociągach. Tak w połowie zadania zadzwonił domofon. Przyjechała świadek pozwanej Aneta Barej-Kozacka. Pozwana stwierdziła, że mnie nie zapraszała, nie życzy sobie mojej obecności i żebym wyniósł się z jej domu i więcej do niego nie przychodził. A z dziećmi mogę spotykać się na ulicy. Kurde, ja rozumiem, że może chcieć ustalić ze świadkiem zeznania, ale to nie w porządku wyrzucać mnie w obecności dziecka. Umówiłem się szybko z W na później i poszedłem poczekać na E. Spędziliśmy jeszcze trochę czasu razem, bo dzieci miały być w domu o 17:30 i jakby się spóźniły minutę, to pozwana pewnie by zgłosiła porwanie:/

No i na drugi dzień rozprawa. Sędzia Iwona Tobór na początku prosiła nas, żeby załatwić to bez orzekania o winie. No cóż, skłonny jestem do takiego rozwiązania od początku, ale pozwana nie, co ogłosił jej adwokat. Zaczęło się przesłuchanie świadków. Generalnie wszyscy świadkowie pozwanej mieli ten sam zarys: jestem złym człowiekiem, zdradzałem pozwaną, biłem pozwaną, nie dawałem jej pieniędzy. Co prawda nikt nie widział, że biłem i zdradzałem, ale skoro pozwana tak mówi to pewnie tak jest. Albo nieżyjąca matka pozwanej. Wszyscy zgodnie pożyczali pozwanej pieniądze, bo nie miała z czego żyć. Z ciekawostek które zapamiętałem to Adam Nowak był wyraźnie zbulwersowany że sąd nie pozwolił mu korzystać z notatek i musiał nadrabiać elokwencją, zwłaszcza, że osobiście był świadkiem zdrady, czyli którejś nocy pozwana przyjechała do niego i mu o tym powiedziała… Szwagierka pozwanej, Wioletta Gołpyś stwierdziła, że nigdy nie jeżdżę na urodziny do dzieci, dzieci jak wracają ode mnie z wakacji to nie opowiadają jak było ( i znając pozwaną wcale im się nie dziwię), a jak pozwana była w szpitalu to nigdy jej nie odwiedzałem bo mnie tam nigdy nie spotkała. Co prawda była tam 4 razy w ciągu czterech miesięcy, ale… Michał Gołpyś i Monika Nowak żadnych błyskotliwych uwag nie mieli, może tyle że Michał wyglądał jakby przed chwilą spadł z księżyca i nie wiedział co tu właściwie robi, ale mocno zaakcentował że samodzielnie wyremontował pozwanej mieszkanie. Nie wiedziałem, że to mieszkanie wymagało remontu, ale pewnie się nie znam… Najciekawsze były zeznania Anety Barej, długoletniej przyjaciółki pozwanej, bo to z nią podobno zdradzałem pozwaną. W ogóle byłem dla niej miły, komplementowałem ją, że dobrze gotuje i sprząta, aż się ze mną puściła, a jak nie chciała, to pół nocy siedziałem na podłodze przy jej łóżku i błagałem, żeby mi dala dupy. Tu nie wytrzymałem i parsknąłem śmiechem, po prostu nie ogarnąłem irracjonalności tego co się dzieje. Zeznawała jeszcze niejaka Maria Cymerlik, nauczycielka W i obecna przyjaciółka pozwanej. Tylko o dzieciach, bo o małżeństwie nie miała pojęcia. Pomijając peany na cześć dzieciaków (naprawdę miło było posłuchać, jakie mam zajefajne potomstwo:)) to w przeciwieństwie do pozostałych świadków, jako jedyna stwierdziła, że dzieci nie mają problemu z rozpadem rodziny i nie przeżywają tego jakoś specjalnie. Cóż, najwyraźniej nie została przygotowana co ma mówić.

Mój świadek też był nieprzygotowany i specjalnie niczym nie błysnął, poza stwierdzeniem, że pozwana nie dbała o czystość w domu, co pozwana rozjuszyło na tyle, że bluznęła mi przez salę na zakończenie, że dzieci bardzo chcą się ze mną spotykać a ja rzekomo nie dążę do tych kontaktów. I tu zadziwiła mnie sędzia, bo dala się zmanipulować tej emocji i też na mnie naskoczyła, że mógłbym bardziej się starać o te kontakty. Jako, że było już po oficjalnej części rozprawy, nie widziałem powodu, żeby się wdawać w pyskówki. Mam nadzieję, że zostanę dopuszczony do głosu w oficjalnej części i będę mógł powiedzieć, jak to wszystko wygląda naprawdę. Choć przeciwnika mam trudnego, zawodowo przygotowanego do matactwa i manipulacji.

Generalnie nie poszło dobrze, bo jak wspomniałem mój świadek był, w przeciwieństwie do drugiej strony, nieprzygotowany, a i mój adwokat pozostawiał wiele do życzenia – raz, że nie zajrzała do dokumentów które jej wysłano, dwa, że to młoda dziewuszka gubiąca się z nerwów jak sąd zaczyna grzmieć i nie potrafi przeforsować podstawowych rzeczy. No tak, ale skoro nie stać mnie na lepszego adwokata, to muszę zadowolić się tym, co mam.

Następny termin to 8 kwietnia. Do przesłuchania jeszcze dwóch świadków, może uda mi się wcisnąć jeszcze jednego.

Koncentrując się na pozytywach to rozprawa trwa i wszystko może się zdarzyć, ale przede wszystkim E ma wreszcie założony aparat na zęby. Szkoda, że trzeba było do tego zmoblilizować pozwaną aż zarzutem w sądzie że nie dba o zdrowie dzieci, ale ważne, że się udało.

Szkoda, że od założenia sprawy pozwana oficjalnie rozstała się ze swoim konkubentem Jackiem Kowalczykiem. Szkoda ze względu na dzieciaki, bo go lubiły, ale przede wszystkim lubiły spotykać się z jego dziećmi. Posunięcie impulsywne i głupie, ale do pozwanej pasujące.

No nic, poczekamy, zobaczymy co będzie dalej. Mam nadzieję, że nie będę musiał walczyć o swoje prawa w ten sposób:

 

no i po zawodach

Wczoraj odbyły się wspomniane wcześniej zawody. Jak przyszło co do czego, to pierwsza myśl: jak to cholernie daleko i jakie to małe…

Ale twardym trza być a nie mientkim jak kaczuszka. Da się?

Da się! Mimo przetrenowania, co widać po stanie ręki cięciwnej, konkurowania hunterem z łukami olimpijskimi i ogólnego nieporządku w głowie zasłużyłem na uścisk ręki Prezesa:

Jak widać mojemu odwiecznemu rywalowi aż się ręka trzęsła z zazdrości i nie dał rady ostrego zdjęcia zrobić;P W prywatnej rywalizacji mamy zatem 1:1, następny przegrany stawia;)

Jeszcze tylko podsumowanie:

… i czas zregenerować siebie i sprzęt przed następnymi zawodami.

Babcia

Przedwczoraj w wieku 95lat zmarła Sabina Wilkuszewska, matka mojego biologicznego ojca. Wiele lat temu z powodów rodzinnych rozeszły się nasze drogi. Zostało trochę wspomnień z dzieciństwa. Spokojnej podróży, Babciu.

przygotowanie…

Jutro na zawody się wybieram. Żeby zapewnić sobie spektakularny sukces, postanowiłem wykorzystać większość przysługujących mi pudeł wcześniej…

Zobaczymy, czy udało mi się wykorzystać wszystkie…;)

Zeszłorocznego korespondenta ukończyłem na 71 miejscu, co biorąc pod uwagę uczestnictwo w 3/4 konkurencji jest dla mnie zadowalające:) Ciekawych, czy było tylko 71 zawodników odsyłam tutaj: http://ligisportowe.pl/ligapslt/szablon_ranking.php 😉

zawód

Zadzwoniłem wczoraj do dzieciaków, głównie żeby umówić się na spotkanie w dniu rozprawy w przyszłym tygodniu. J przejęła telefon Młodego żeby podpytać o moich świadków. Przy okazji wyszło, że jest święcie przekonana, że na tej rozprawie się wszystko zakończy i że potrwa ona około pięciu godzin. Cóż, jeśli zgodzi się na rozwód bez orzekania o winie to faktycznie wszystko może się na tej rozprawie zakończyć, ale nie ma wtedy powodu, żeby trwało to aż 5 godzin… Bo jeśli nadal będzie upierać się przy orzekaniu o winie to czeka nas jeszcze kilka rozpraw w tej sprawie, być może apelacja, i jeszcze kilka rozpraw w innej sprawie.

Najlepsze jest to, że jak powiedziałem, że chcę dzieciaki zabrać po szkole i spędzić z nimi czas do wieczora, to zaprotestowała,że przyjeżdżają jej świadkowie Adam i Monika Nowak i chce, żeby dzieci się z nimi spotkały, więc mam je oddać wcześniej. Więc żebym przyjechał dzień wcześniej. Na to akurat nie bardzo mogę sobie pozwolić, w końcu to ja jadę przez całą Polskę. No to pojechała po mnie, że znowu zawiodę dzieci, bo spotkam się z synem tylko na „godzinę”, więc co ze mnie za ojciec… Darowałem sobie komentarz, że mam gdzieś to, że ona chce żeby dzieci zobaczyły się z jej „przyjaciółmi” i wszystkie ograniczenia moich kontaktów z dziećmi są generowane przez nią. Jak chociażby te trzy tygodnie ostatnich świąt, kiedy to urobiła dzieci, żeby nie chciały do mnie jechać, bo pojadą z nią na narty. No i nie pojechały, przesiedziały całe ferie świąteczne w domu przed kompem… A na ferie zimowe zapowiada się to samo: dzieciaki znów mają obiecany przez nią wyjazd na narty na który czekają, więc do mnie nie przyjadą… Ciekawe, czy tym razem uda jej się nie sprawić im zawodu?