inwazja

Jak co roku zaistniała kocia inwazja. Ekipa z lipowej porodówki przeniosła się nad garaż:

IMG_20160627_142430

O dziwo nawet się nie boją. Nawiązując kontakt wzrokowy z okolicą okołoodbytową stwierdziłem dwóch chłopaków i jedną dziewczynę. Czwarte niewiadomoco na razie pozostaje bezpłciowe.

Natomiast ciekawostką wieczoru wczorajszego był najazd łachudr. Bo ja rozumiem, że w okresie godowym odbywają się jakieś bijatyki na dachu. Ale inwazja mająca na celu zasranie Wierzbowego Stawu?

IMG_20160627_212950

Obeszło się bez interwencji, łachudry, jak każdy przestępca, zwinęły się jak tylko zobaczyły że im robię zdjęcia. Nie znam się na ich behaczymśtam, ale ta wizyta wydarzyła się po raz pierwszy. I dobrze by było, żeby ostatni, choć z punktu widzenia potencjalnych turystów mogłaby to być atrakcja. A tam, jak się powtórzy to wiem gdzie lokować namiotowiczów – nic tak nie podnosi morale miłośników natury jak bombardowanie bocianim łajnem;)

sianokośnie

Taki czas nastał. Jak co roku. Się kosi, kosi i kosi. O, tak to wygląda:

No teraz to wygląda już trochę inaczej. Bo skoszone i schnie. W międzyczasie, czyli zagospodarowując czas kiedy schnie, można cofnąć się nieco w czasie i zabawić w Ghostbusters;)

 IMG_20160618_1513071

Jak się już człowiek nastrzela, to może też trochę pojeździć. Samo to „na motór wsiędę i – przejadę się po wsi” nie zawsze wystarczy. Jako, że Młody zażyczył sobie mojej obecności na swoim biczowa… bierzmowaniu znaczy, to na motór wsiadłem, cyknąłem 600km, odsiedziałem godzinkę w kościele, nacieszyłem się chwilę dzieciakami i dziadkami, cyknąłem jeszcze 280km i padłem w Paliowym progu. Ale że padłem z butelczyną w garści, mogliśmy uczcić Kupalnockę. Rano jeszcze 320km i wsamopołudnie  zajechałem na gumno. Normalnie to by człowiek walnął się z piwem w hamaku albo w pole pokosić pojechał. Ale nie ja. Wsiadłem w samochód i pojechałem do Najmłodszej do szpitala. No bo w nocy zaczęła się dusić i załapała się na kurs karetką. Niby jest wszystko pod kontrolą, ale… Humor dopisuje, o ile akurat nie łamie jej gorączka:

 IMG_20160622_145827

 Na razie wypuścić jej nie chcą. Czas pokaże, co będzie dalej. Razem z mamą załapały się na przedwczesne wakacje, a ja walczę z sianem i wpadam do nich na chwilę w ciągu dnia. Porypało się i tyle. No trudno, wszystko dzieje się po coś.

Próba sił

Sulejman władkowy przeszedł dziś chrzest bojowy. No bo załadował najpierw takie cuś:

IMG_20160614_132656Ale że trochę miejsca na drodze zajmuje, że o niedowierzających uśmiechach mijanych tubylców nie wspomnę, alternatywnie ułożyłem inaczej:

 IMG_20160614_1610073Tak jest zdecydowanie lepiej. A Władek nie dość, że to wszystko załadował, to jeszcze dał radę dociągnąć spoza wsi na gumno pod okołogórowskie górki. A jutro będzie to układał – o ile nie lunie.

Wieczorem po koniach naszło mnie jeszcze na rzeźbę przy kosiarce. Zmęczona już jest i trzeba pomyśleć o nowej, ale póki co niech jeszcze trochę podziała. A potem się zobaczy.

Sianokosy trwają.

 

 

 

moc pierwotna

Generalnie jaki jest wizerunek rolnika każdy wie. No że bierze dopłaty i przepija je pod wioskowym sklepem czy cuś. Albo nie bierze i też przepija. Albo odrabia pańszczyznę na ziemi warszawiaka i też przepija. Niemniej jednak czasem pojawia się jakiś nju dizajn, a ten poniżej naprawdę jest fajny:

Normalnie aż mi się chce zacząć dzień od Actimela:D Może być i pod sklepem wioskowym, ale musiałbym do Janikowa chodzić, bo u nas zamknęli kilka lat temu. A tam to chyba z aktimeli tylko Special mają…

Jakby co, to ja też mam moc. Pierwotną co prawda, ale zawsze. Oto autor bloga z niezbędnym dla pracy i przyzwoitości wyposażeniem:

IMG_20160603_170036

czas na zmiany

Najwyższy. Najlepiej tak wysoko, że aż w Kosmosie;)

IMG_20160603_124048

Fajna Rakieta. Chyba z siedem lat się do niej przymierzałem i wreszcie mam:) W kosmos nią nie polecę, ale szacun na gumnie jest;)

Zapraszam Szanownych Abonentów na kolejną odsłonę moich dziejów, którą znajdziecie tutaj: agronauta4.blox.pl

Jednocześnie dziękuję za to, że byliście tutaj. Do widzenia:)

strajk przemytników

Będzie o polityce. Za granicę mi się zachciało, bo w Astrze z benzyną krucho. No to wsiadam i jadę. Tuż przed granicą telefon: nie jedź, celnicy mają strajk włoski, robią jeden samochód na godzinę a stoi ich dwadzieścia pięć… A tam, jadę, najwyżej Obwód pozwiedzam. Wjechałem, u Ruskich dowiaduję się, że to Polacy strajkują. Acha. Rosyjski celnik pyta ze współczuciem, czy dać mi papier na Bezledy, bo tam szybciej idzie, czy będę czekał na Grzechotkach. A tam, postoję. Zatankowałem, bezcłowy odpuszczam bo TIRy pas blokują, jadę na zielony. Jestem osiemnasty. Szału nie ma. Dwie i pół godziny później wjeżdżam do Polski. Czyli było w miarę normalnie. Cała wyprawa pięć godzin.

Wczoraj pojechałem znowu. Wyszło trochę dłużej, bo już do bezcłowego wstąpiłem po balsam dla dziadka i jakieś słodycze dla dzieciaków. Czyli niecałe sześć godzin. Dramatu nie ma. Celnicy po prostu sprawdzają każdy samochód dokładnie (wczoraj pani celniczka zwróciła mi uwagę na mnóstwo pajęczyn w samochodzie… chyba czas posprzątać;)). No cóż, dla niektórych przemytników to jest dramat. Dla mnie usprawiedliwiony czas który mogę poświęcić na czytanie (jestem za połową Christine, w odwodzie mam zaczętego Kenobiego).

A teraz wnioski.

W Polszcze ludzie przyzwyczaili się do olewactwa i jak ktoś zaczyna wykonywać swoje obowiązki na poważnie, to wielkie halo się robi, że jest be. Przedtem było zajebiście, teraz jest normalnie. Zawsze może być gorzej – może komuś zachce się sprawdzać każdy samochód przez bitą godzinę, wtedy będzie niemiło.

A teraz z drugiej strony. Co Wy celnicy chcecie osiągnąć dokuczając zwykłym przemytnikom? Bo jedyne co osiągniecie to eskalacja społecznej niechęci do Was samych. Takie akcje rząd ma w dupie. Ja rozumiem, że może Was rajcować wykorzystywanie władzy jaką macie nad zwykłymi szarakami, ale przecież te szaraki nie polecą z tego powodu na Wiejską i nie wymuszą na elicie jakichś tam profitów których oczekujecie. A nie polecą choćby dlatego, że stoją udupieni przez Was na granicy… Chcecie żeby rząd zauważył Wasz strajk, żeby zwrócił uwagę na Wasze problemy? To uderzcie w rząd. Jak nie macie jajec żeby zrobić blokadę Wiejskiej, to zróbcie na złość rządowi – zero kolejek na granicy, zero sprawdzania samochodów, niech sobie przemytnicy wożą te fajki przyczepami. Gwarantuję, że takie podejście zwróci uwagę rządzących. A i przemytnicy będą po Waszej stronie.

I jeszcze jedno, drodzy celnicy. Wyobraźcie sobie hipotetyczną sytuację, że śpieszycie się do chorego dziecka i trafiacie na blokadę drogi zrobioną przez rolników/górników/hipisów czy kogokolwiek, kto ma w dupie Wasze problemy, bo interesują go wyłącznie własne. Jak się wtedy poczujecie? I proszę mi tu nie wciskać, że przemytnicy nie śpieszą się do chorych dzieci, to przejaskrawiony przykład.

I to by było na tyle.

szipdej

W czwartek mnie naszło, żeby pokosić. No to wsiadam w traktor, kosiara w górę, a wiadro oleju luzem w dół. Szlag… naciekło z przekładni w talerz i jak ruszyłem to się wylało. Dobra, jadę. Dojechałem do wjazdu i widzę kowce w szkodzie. Wlazły tam gdzie nie powinny. Stop traktor, idę zagonić. Prawie wszystkie wróciły, a jak wiadomo, prawie… i tak dalej. Jedna mać z barankiem dały upust owczemu pędowi na ślepo, baranek przedarł się jakoś do stada, a mać jej taka owaka już nie. Natargała ogrodzeń, naryła ogródków, nabiegałem się za nią aż uciekła do krowiszonów. Pierdolę, jadę kosić. Po drodze zgubiłem wałek. Na szczęście niedaleko. Wróciłem, zabrałem, jadę dalej. Po drodze zgubiłem wałek. Daleko. Zawróciłem, zabrałem, jadę do domu. Odstawiłem maszynerię na miejsce, otworzyłem piwo i usiadłem wzorem Kochanowskiego pod lipą. W połowie piwa mać jej ebana sama wróciła do koziarni. Zamknąłem się z nią i ostrzygłem do zera. Nawet nieźle wyszło. No to jeszcze jedno piwo i następna do strzyżenia. I jeszcze jedno i jeszcze dwie. Ręce mi się trzęsą, albo od piwa albo od maszynki, dość na dziś. Wróciłem do domu, usiadłem a dziecko nieświadome przyczyny podwórkowej łaciny w całym powiecie słyszanej zapytało z niewinną miną: tato, obejrzysz ze mną baranka Shaun’a?