sztuka srania

Będzie między innymi o kupie. Osoby wrażliwe na estetykę i wulgaryzmy proszę o pominięcie tego wpisu. Ostrzegałem…

No więc jak wspomniałem udałem się do wielkiego miasta celem odchamienia. Już na wejściu moją wesołość wzbudziła niechęć olsztyńskich gołębi do Trójmieszczan:

IMG_20170128_133410 

Cóż, bywa. Nawiązałem kontakt z odchamiającą się Rodziną. Jakby nie było, stęskniłem się za nimi:) W ramach podnoszenia kulturalnego morale udaliśmy się do Teatru Lalek na spektakl Księżniczka na ziarnku grochu. Ponieważ na przedstawieniu zdjęć robić nie można, zrobiłem jedno przed;)

IMG_20170128_163605

Samo przedstawienie, cóż… Lalki przedstawiające poszczególne księżniczki były co najmniej straszne. Poważnie. Bałem się, że mi się przyśnią i uważam, że takie maszkary na przedstawieniu dla dzieci to przesada. No ale dzieci uważają inaczej a ja jestem stary i się nie znam. Z racji wieku bardziej przypasował mi punkt drugi kulturalnego wieczoru, czyli Sztuka kochania. Taki dramat biograficzny z elementami porno. W sumie nie dla młodzieży współczesnej, oczekującej jakichś pokemonów czy innego badziewia, ale dla młodzieży starszej, tak 50+, która wertowała rzeczony podręcznik pod ławką na co nudniejszej lekcji. Nie powiem, fajny film. Na raz.

Potem na kwaterę i lulu.

Długo się spało. Podniosło mnie dopiero przed 7mą. Tradycyjnie telefon i na kibel. Już skończyłem (wertowanie telefonu również) i wstaję, gdy nagle świat zawirował, przekrzywił się. Co jest, kurwa? Odzyskałem równowagę, sracz leży w dziwnej pozycji na podłodze, patrzę zaskoczony na wypływającą z niego brązową maź… Co jest, kurwa? Ano sracz się pode mną zarwał i wydalił zawartość na podłogę… Budzę kogo mogę, choć atrakcja wątpliwa, ale pomoc potrzebna. Ogarniamy łazienkę, ale widok nie jest budujący…

IMG_20170129_072218

Kibel nie dość, że się oderwał od ściany, to jeszcze po walnięciu o podłoże raczył pęknąć na „syfonie”. Szlag… Nie ma co dramatyzować, trzeba zastanowić się nad rozwiązaniem problemu. Do powrotu właścicieli tydzień. Kibel trza zrobić. Stary do wyrzucenia. Sprawdzamy ile takie cudo kosztuje i gdzie można dostać. No dokładnie takiego to nie ma, ale są tej samej firmy w jednym z olsztyńskich supermarketów. Aczkolwiek nie w supermarketowej cenie… No cóż, drogi kibel się pode mną zarwał. Jedziemy na zakupy. To co jest na stanie z firmy Roca, nie dość, że 500+, to jeszcze niewyględne. Decydujemy się na opcję „zadowolić właściciela” – bierzemy Koło, właściciel wróci i zdecyduje co dalej. Powrót na kwaterę i pierwsze podejście. Kurwa, nie ma żadnych mocować do ściany w zestawie. Wracam do sklepu, upewniam się, że nie ma w komplecie bo nie ma. Kompletuję zestaw montażowy na różnych stoiskach, wracam, montuję sracz. Kurwa, co za debil wymyślił podwieszane sracze? Nowe Koło wisi, ale nikt nie ma odwagi sprawdzić czy utrzyma jakąkolwiek dupę. W końcu sadzam swoją, niby trzyma, ale stresior i podkurczone nogi są. W dodatku debilny rysunek w instrukcji, który wyraźnie pokazuje „NIE SIADAĆ”, nie nastraja optymistycznie. Dobra, można srać z powietrza jak olsztyński gołąb na gdańskie auto, ważne, że nie cieknie i jako tako wygląda. Czas pokaże co dalej.

Wracam do domu. Jakieś jedzenie i butelka pocieszacza, bo, jak to Sąsiadka stwierdziła, przesrany dzień miałem. Teraz na pocieszenie Obłędny rycerz;) Dobranoc Państwu.

pustka

 Plan na wczoraj był: zrobić zderzak w Encedesie. Zabierałem się do tego współcześnie, czyli najpierw forum, jak to się zdejmuje. No bo kiedyś to by człowiek patrzył i myślał, teraz na starcie pustka we łbie i do sieci łowić wiedzę. Nic to, takie czasy. Z wyłowioną wiedzą położyłem się pod samochodem i zdjąłem gada. Przerwa na kawę. Kawa zrobiona, pukanie. Panie, bo mi się przyczepa wywaliła w lesie i się zakopałem. Ratuj pan! No dobra, trza człowiekowi pomóc. Pojechałem, faktycznie się wywaliło:

IMG_20170127_104649

 Wspólnymi siłami wyciągnęliśmy zestaw. Facet miał niby w podzięce drewna przywieźć, może i przywiezie. A jak nie to penis mu w odbytnicę. Ja swoje zrobiłem i satysfakcja jest. Co ciekawe, wzdłuż drogi pożarowej nr 48 sterty drewna nacięte. Na transport czekają. Niby jakiś żal się pojawia, że tu las wycinają, ale po to został posadzony i co ciekawe, mimo tych stert drewna przy drodze to pustki w lesie nie widać. To nie Islandia…

Dokończyłem ten zderzak. I założyłem. I wygląda to jakoś sensownie, a nie jak po dzwonie przodem;) Tak coś czuję, że jak już te wszystkie drobiazgi w tym samochodzie usunę, to go sprzedam. I pustka będzie na gumnie…

Jako że pustka po Mańku mnie ssała, zapełniłem ją Lamą. Dziś zapoznanie z koniowatymi przeprowadziłem:

IMG_20170128_103151

Ot, słabość moja życiowa. A mogłem przepić… Ale nic straconego, bo zamysł był od początku że to taka tymczasówka. Na razie wtargnęliśmy do bobrów zobaczyć co słychać i powalczyliśmy w śniegu. I na dziś wystarczy zajęć gospodarskich, jadę się odchamić do miasta wielkiego;)

.17

 Jako że dzieciniec mój zażyczył sobie powrotu do domu w weekend, w piątek postanowiłem na spokojnie ogarnąć zwierzyniec coby weekend beze mnie przetrwał. Niby nic, ale zwierzyniec lubi płatać figle. Zamiast siedzieć cicho i cierpliwie jak co dzień, rozmnożył się niespodziewanie generując małego Owsiaka:

IMG_20170120_141734

No to w ramach spokojnych przygotowań doszło oddzielanie matki, robienie boksu i takie tam okołoporodowe. No dobra, zrobione. Można spokojnie i na luzie wziąć się za zwykłą codzienność. Telefon. No pan by chciał tonę owsa, ale nie wie ile transport i takie tam. To on sobie sprawdzi, ja sobie pomyślę, ale najpierw trzeba zasymulować bycie babcią i dziadkiem u Najmłodszej we szkole. No to pojechaliśmy z E i W zastąpić nieobecnych ze względów pogodowo-jakichśtam seniorów:

IMG_20170120_093133

Dobrze, że Najmłodsza noży nie miała, bo by ze dwa rzędy wykosiła;) Fajnie było, wróciliśmy. Telefon, że facet ten owies chce, a ja mu go grzecznościowo do Stolnicy podrzucę, a on sobie z Siedlec dojedzie. No to ładowanie. Niby nic, a jednak tonę worek po worku z piętra nad pubem na samochód to jednak coś. Młody pomagał i chwała mu za to. Szkoda, że on miastowy, bo jakby tutejszy wsiowy, to bym powiedział „załaduj” i otworzył piwo. A tak to dupa. Załadowalim i do domu. A tam…

IMG_20170120_174553

No bo Młodemu dziś 17tka stuknie, to przedterminowo mu przygotowaliśmy małe conieco;) Popilim, pojedlim i spać.

Rano zrywka i do Sosnowca. Ale najpierw z owsem do Wawki. Poszło sprawnie, jeszcze z pół godziny gadaliśmy na drodze, bo ludzie mili. No i potem do dziadków. Starość tam zagościła, oj starość. Serce robi zdjęcia, póki jeszcze może. Ale taka kolej rzeczy. Posiedziałem chwilę, dzieciaki zostawiłem, dziadków pożegnałem i dalej w drogę z powrotem. Nocleg u Paliów. Z Westą stale gotową do zabawy:

IMG_20170121_212541

Rano koci lament, bo z Paliem dwa miody rozpracowaliśmy – trunek zacny, alkomat milczy a łeb napier… Trza było nie pić. Kawa, kawa i w drogę. Dwa nieduże objazdy żeby ciekawość zaspokoić. Ciekawość zaspokojona, niesmak pozostał. Żebym za dużo nie myślał Sprinter zapalił mi kontrolkę od hamulców. Zszedłem do podświetlnej i poczołgałem się do domu. Jeszcze na janikowskiej intervillage zrobiłem postój, bo beemka jakaś porzucona na środku drogi, bez kierowcy, w środku pańcia z dwójką dzieci. Pytam, czy pomóc trzeba, bo to środek lasu, wilki, zima, zboczeńcy w dostawczakach i takie tam. Ale nie, pomóc nie trzeba, paliwo się im skończyło i mąż już poszedł. Nie to nie. Wróciłem do domu, tam kolejna niespodzianka. Najstarszy swoją nie-dziewczynę przywiózł na zapoznanie. Dziewczę miłe, tylko matkę ma złośliwą – bo ciasto na wkupne dała, pyszne i w ogóle – a ja na diecie. Szlag. Obraziwszy się na zmęczenie podróżą nietowarzysko spać poszedłem o 18tej.

A dziś zaczęły się ferie…

Dla tych, którzy mają chwilę, polecam Legendy Polskie na YT:)

ogniskowa

Taki był plan na wczoraj. Bo miała być sensowna pogoda. Bo miało nie padać, nie wiać i nie być tragicznie zimno. I tak faktycznie było:) Plan został zrealizowany, kiełbasa, ziemniaki i kulig za Młotkiem;)

IMG_20170117_153809

Ciekawe, co na to krowiszony? No bo przegapiły taką akcję na własnym pastwisku. Może i dobrze, bo któraś mogła skończyć na rożnie;)

A wieczorem „Pasażerowie”. Taka trochę robinsonada, momentami dłużąca się, ale fajna. Końcówka mogła by być bardziej dramatyczna, ale i tak daje do myślenia. Na raz. W kolejce „Czerwony jeden”;P

podwójne życie

 Słowo się rzekło, Maniek w nowym miejscu:

IMG_20170114_185726 

Niech mu tam będzie dobrze.

Przy okazji robienia papierków dowiedziałem się o sobie ciekawych rzeczy. Jak w rozmowie wyszło, że pochodzę z Sosnowca, padło pytanie o boks. Jako, że ta dyscyplina, w której lepiej nie być drugim, nie budziła dotąd moich zainteresowań, postanowiłem sprawdzić, o co chodzi. No i proszę:

Jakby tego było mało, to jeszcze to:

 http://sport.elka.pl/boks/mma/12649-efektowna-mlocka-w-otagonie

Teraz jeszcze muszę się dowiedzieć co to jest „duszenie zza pleców” i jechać na opinii imiennika;)

Jakby co to mogę wcielić się w rolę szwagra i pojechać z kimś motor przed zakupem obejrzeć;D

Top secret

Taka sytuacja:

Wczoraj różne rzeczy się nawarstwiły. Mańka do podróży przygotować, ma przyjechać facet z zamówionym węglem, sąsiedzi na sesję zdjęciową się umówili. Walczę w koziarni, słyszę jakiś samochód na gumno zajeżdżający. No to idę. Opel jakiś. Wysiada dwóch panów, jeden w ręku trzyma podkładkę z plikiem papierów A4. Pierwsza myśl: „O kurwa, Agencja!”. No jeszcze mi teraz niezapowiedziana kontrola potrzebna. Wpadam w lekką panikę. Gość uśmiecha się i wyciąga blachę: „Policja. Chcemy przeszukać dom na okoliczność posiadania nielegalnej broni.” Ufff, co za ulga. Poczułem się jak Val Kilmer:) „Jakiej broni?” pytam. „To ma pan tego więcej?” dziwi się policjant. „no znalazłoby się trochę…”. Razem sprawdzamy w papierach, czego szukają. „Aaaa, tego. Dobra, zapraszam, to trzymam tutaj”. Widzę minę policjanta, zanim mu daję do ręki upewniam się z hukiem, że nie jest naładowana. Bo widać, że nieprzyzwyczajony do prawdziwej broni pozbawionej dziesiątek zabezpieczeń, dzięki którym użytkownik przypadkiem się nie postrzeli. Zapraszam do domu, pokazuję co mam jeszcze, wypełniamy papierki. Wątpliwą giwerę konfiskują, pouczają co dalej. W sumie to pewnie już do mnie nie wróci, ale jest szansa na odzyskanie kasy którą za nią dałem. Żegnamy się w zgodzie, bez kajdanek i takich tam, ale widać, że panowie pierwszy raz mieli do czynienia z CP.

Kończę ładowanie Mańka, poszło sprawniej niż myślałem. Wygląda prowokacyjnie: IMG_20170111_110118

Ale spoko, przed wyjazdem przypnę go do Encedesa, nie pojadę po dzieciaki traktorem;)

Przyjeżdżają sąsiedzi, robią sobie sesję foto przy której omal nie zostali pożarci przez konie, bo poszli do nich bez jabłek. Cóż za nietakt.

Przyjeżdża węgiel, do końca zimy jestem zabezpieczony. Potem jeszcze basen i wieczorne Czarne lustro. I dzionek się skończył.

A ponieważ nie ma podobno tej instrukcji w sieci, informuję, że moja Babcia na stłuczenia poleca urażoną kończyną zawinąć w szmatę uprzednio obsikaną i namydloną (mocz własny, mydło zwykłe, nie jakieś dziwolągi w płynie), zabandażować i odleżeć. I tyle:)