odniechcenia

Jakoś nie chce mi się. Bo jak coś umiera, to się odechciewa. A jak coś się rodzi, to jest robota i czasu nie ma. A poza tym to zima minęła i jest sporo zajęć. A jeszcze DNA mi potrafi dokopać, to już wogóle bywa wesoło. Dlatego w skrócie przegląd najważniejszych wydarzeń.
Gulasz pa pa.
Śnieżka pa pa.
U sąsiadów przyszedł lis i zrobił kurom pa pa. To co ocalało dalimi. Zapakowałem w klatkę na szkodniki i przywiezłem traktorem, bojając się coby mi nie nasrała. Nie nasrała. Jajko zniesła. Ze stresu luzem. Jak posprzątać jajko luzem w traktorze? Najlepiej kotem:

IMG_20170514_142351

Krowiszony poszły sobie na wypas. Bo baloty już be, a trawka cacy.

IMG_20170519_151500

Różne są sposoby trawki wykorzystania. Bo o jajkach już było…

IMG_20170519_160844

Jakoś tydzień temu badalim czujność Straży Granicznej i pojechalim do Żywkowa. Straż była, ale tym razem sobie odpuścili. I znów najciekawsze dla mnie obrazki – bocianie gniazda na drzewie:

IMG_20170521_140309

Ponieważ pogulaszowo mi ręce odpadały od dojenia, zainwestowałem w dojarkę:

IMG_20170521_194422

Mało co widać, ale jest jej Lodzia i ssie aż matce łzy lecą. I dobrze.
A teraz czas wygarnąć się z dennego samopoczucia i zrobić coś pożytecznego.

keskiviikko on lumivalkoinen

Fiński tydzień się w niedzielę zaczął. Do Młodej przyjechała Finka w ramach wymiany czegośtam. Wymiany finek chyba, bo miała być Riikka, a przyjechała Nina. Jeden… fin. Nie ma się co czarować, podjarałem się możliwością przypomnienia języka. Ale albo fiński który pamiętam jest mniej fiński, albo dziewczynka zahukana przyjazdem do cywilizowanej metropolii nie bardzo chce współpracować. Dukamy sobie więc głównie w englantia. Najfajniej było zaraz w niedzielę, zabraliśmy ją na pokomunijne spotkanie u Babci. Parę osób po angielsku, Dziadki po niemiecku, ja parę słów po fińsku, wszyscy trochę po rosyjsku, sporo polskiego, a Nina się głównie uśmiechała. I huj, że nic nie rozumiała, ważne, że my się dobrze bawiliśmy.
A w środę jebło śniegiem. O, tak było jak z ODRu wracałem:
IMG_20170510_121308
Ostatnio taką pogodę w maju to pamiętam właśnie z Finlandii. No i dobrze, bo nazajutrz była kontrola. Co prawda już zaczęło topnieć, ale inspektor to mógł sobie co najwyżej skontrolować głębokość śniegu na pastwisku. Kontrola zakończyła się więc pomyślnie. A dzisiaj już tylko wspomnienie zimy na gumnie:
IMG_20170512_070154
Kowce przyjęły to jak zwykle ze stoickim spokojem, uprawiając wybiegową sielankę:
IMG_20170512_084627
A ja ze stoickim wkurwem krowę sobie doję pozyskując dziennie dziesięć litrów valkoinen kuolema. Może nie do końca białej, bo przecież maito on paskavalkoinen…

zawodniczo

Sobota minęła pod znakiem zawodów:

IMG_20170506_160059

Warunki jak na wiosnę marne, o czym organizator nie omieszkał uprzedzić:

IMG_20170506_162046

Nie byłem zadowolony z mojego występu, choć zdarzały mi się takie perełki:

IMG_20170506_120733

Szkoda że ta trzecia spadła za wcześnie. Ale byli tacy, którym w ogóle nie spadła:

IMG_20170506_124354

Wynik marny, bo 151, nawet nie wiem które to miejsce, najlepsi mieli dobrze ponad 200. Może dlatego, że nie lubię fieldu w Majdach. Bo nie. Dobrze, że reszta ligi będzie gdzie indziej.

Tymczasem bobry przeszły z działaniami na teren sołtysa:

IMG_20170505_131001

A niektóre z kotowatych przeszły same siebie:

IMG_20170504_143025

No dobra, dziś było rodeo, 4:0 dla mnie w kolczykowaniu, co nie zmienia faktu że wykończyło mnie ganianie z lassem po pastwisku… Jutro ODR, pojutrze kontrola i zobaczymy co dalej.

nicep

Nic ciekawego się nie dzieje. Albo się dzieje, a mnie się nie chce pisać. Jakieś takie wiosenne, sfrustrowane zmęczenie. Chyba tą Wiosną, która generalnie ma wyrąbane na potrzeby zwierzaków i roślin. Zimno, mokro i gówniannie:/ Trawa nie rośnie, trzeba organizować żarcie. Na szczęście jest skąd, tylko kawał trzeba pięćdziesiątką jechać przez las, najlepiej w dni świąteczne, bo jest szansa, że nie wejdzie się na kurs kolizyjny z drwalami. A jak się już dojedzie, to ma się taki widok:
IMG_20170501_131404
Szału nie ma, bo baloty zeszłoroczne i z gówniannej trawy, ale zwierzaki mają wybór – albo toto, albo nic. I w ten sposób czekamy na sezon pastwiskowy.
Coś się dzieje w przydomowym ogródku. Jako, że i tu ziemia jest gównianna (w przenośni, bo gówniana to by była dobra), bo się zbryla, trzeba się cofnąć o kilka tysięcy lat wstecz i wyprodukować narzędzie do robienia z dużych brył małych:
IMG_20170502_194826
Nazwałem to coś umownie cepem. Za moich szkolnych czasów tak mówiło się o kimś, kto miał takie narzędzie proste zamiast mózgu. A takie narzędzie w nieco zmodyfikowanej formie to nazywało się nunczako. I służyło do walenia się w łeb przy próbach naśladowania Brusali.
Ziemniaki wyszły z piwnicy. Na razie siedzą w workach w przedsionku, szykują się na pole. Może dziś?