szczupaczek

Jakiś czas temu odkryłem, że nad Jeziorem Łabędzim pojawiają się wędkarze i coś tam sobie łowią. Dopóki nie leźli na moją część jeziora, olałem, bo do wędkarstwa mam stosunek obojętno-niechętny. Ale zdarzyło się jednemu dziadkowi wleźć na mój teren, więc opieprzyłem. Położył uszy po sobie, przeprosił, bo on tak z przyzwyczajenia, bo to jego rodzice? dziadkowie? sprzedali to gospodarstwo moim rodzicom. A niech se łowi, ponoć szczupaczki tu są. Po południu poszedłem doń raz jeszcze i zastałem zgromadzenie:
IMG_20170828_182330
Panowie nieco się burzyli, że im zdjęcia robię, że ja tu przyjechałem a oni się tu urodzili itede. Pomyślałem sobie, że teraz tu umrzecie, ale po zastanowieniu doszedłem do wniosku, że drobny pijaczek (jak się później okazało syn „dziadka”) ani tym bardziej szczyl o uśmiechu debila robiący mu za publiczność (jak się później okazało siostrzeniec „dziadka”) nie są warci by z ich powodu dokonywać istotnych zmian w życiu. Wyprosiłem więc towarzystwo z pastwiska i zgodnie z obietnicą postawiłem wczoraj tabliczki zakazujące wstępu na teren prywatny.
Przy następnej rozmowie z „dziadkiem” (coś czuję, że on może być w moim wieku…) przebąkiwał, że ktoś drygawicę postawił. Jako, że czatowanie na kłusownika to takie wróżenie z fusów dla kogoś kto nie ma nic lepszego do roboty, wysłałem łódź patrolową z załogą w osobach siostry i szwagra, coby blachą teren przeszukali, sieć znaleźli i zniszczyli, przy okazji niechby i szczupaków nałapali. No ale ani sieci, ani szczupaków nie znaleźli, jedynie szwagier przeziębienie pogłębił. Nazajutrz rodzinka się zabrała z powrotem do Sosnowca:
IMG_20170909_094938
Łowić nie lubię, ale polowanie na kłusownika polegające na czatowaniu z giwerą i powrót do domu z grzybami też mnie już nie kręci. Bo grzyby jak mnie widzą z bronią to podnoszą wysoko sombrera i klną po hiszpańsku jak Szyk w polu. No i jak ich wtedy nie zabijać?
IMG_20170909_192619
Tak tak, nawet jajka ze strachu znoszą…
Wracając do szczupaczków: jako, że dziś niedziela, sensowna pogoda, to i myśliwych spodziewać się można było. Postanowiłem sprawdzić naocznie, jaki mają stosunek do tabliczek informacyjnych i wybrałem się łódką na ryby, coby z wody własnom piersiom kaczuszek bronić. No i wędkę wzięłem. I, o dziwo, po raz pierwszy od lat… 28, złapałem szczupaczka:
IMG_20170910_082333
A po chwili jeszcze jednego. O ile ten sprzed lat był słusznych rozmiarów, to drugi i trzeci dopiero się chyba od szczupaczycowej piersi oderwały, dlatego uwieczniłem, buzi i do wody. A potem do domu, bo i myśliwi albo nie dojechali, albo nauczyli się czytać i odjechali.
Plan na niedzielę: projekt ganek, podprojekt podłoga.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s