z pamiętnika przemytnika – mundial

Taki jeden Zamachowiec ze Śląska z Kumplem przyjechali – bazę wypadową na mecz w Królewcu sobie u nas zrobić. Od czasu ostatniego na mnie zamachu patrzę na niego nieco podejrzliwie, ale sam się dałem upić, więc pretensji o zamach mieć nie mogę… Do rzeczy.

Chłopaki wyposażeni z paszporty, Fan ID i bilety zorganizowali sobie transport na granicę „tam” we własnym zakresie. Mecz miał trwać do 23ciej, więc prorokowałem, że pewno na 4tą rano będą z powrotem. Nie chcieli wierzyć, bo to przecież „tylko” 50km, ale co się będę wymądrzał. Umówiliśmy się, że jakoś dotrą do przejścia i zadzwonią, a ja wyjadę po nich na granicę. I pojechali a ja zająłem się sielankową rzeczywistością.

Jako, że nie spodziewałem się telefonu wcześniej niż o północy, około 22giej udałem się na szarpaną drzemkę, co jakiś czas sprawdzając telefon. W końcu doczekałem się – o 2:47! Dzwoni roztrzęsiony Zamachowiec: „Możesz wyjechać po mnie na Bezledy, opowiem jak przyjedziesz, bo się wszystko popierdoliło”. No to jadę. Jakoś do mnie dotarło, że o 3ciej w nocy jest już widno – ani chybi Kupała za pasem.

Dojeżdżam do granicy, zawracam przed szlabanem, staję na poboczu przy lesie i dzwonię do Zamachowca. Odbiera za drugim razem i prosi, żebym wjechał na przejście. No dobra, zawracam, jadę na szlaban. Strażnik spogląda na mnie podejrzliwie, mówię mu że ja po kibiców z meczu. Pyta, czy to ja czaiłem się w lesie. No ja. No to zabrał mi dokumenty i zaczął dociekać w budce, co jest grane. Słyszę co któreś słowo, jest potwierdzana moja wersja. Widzę z przodu jakiś ruch na granicy, to mój kibic jest odprowadzany w moją stronę. Dotarł do samochodu, mówi, ze nie chcę wiedzieć co się stało i możemy jechać. Nie możemy, bo nadal jestem bez dokumentów, które się sprawdzają. No to mi zaczyna opowiadać.

Na miejsce dotarli szybko, równie szybko upłynnili nadprogramowy bilet. Mecz super, piwo drogie i gówniane. Chorwaci skopali Nigeryjczyków 2:0. Po meczu załapali się na stopa i wracają na granicę. Po rosyjskiej stronie okazuje się, że Kumpel nie ma paszportu. Zgubił na stadionie. Rozdzielają się: Zamachowiec podąża w stronę Polski, Kumpel zapakowany w rosyjski radiowóz pod eskortą z kałachem wbitym w bok wraca do Królewca.

Zamachowca przygarnęła ekipa z Audi, ale w kiblu przed polskim przejściem zdradzili mu sekret natury tytoniowej, w związku z czym Zamachowiec postanowił poczekać w toalecie na następną okazję. Jako, że było zimno, odpalił umieszczony tam kaloryfer i grzał się, od czasu do czasu wyglądając na zewnątrz w poszukiwaniu okazji. Ten nietypowy ruch toaletowy po pół godzinie został dostrzeżony przez Straż Graniczną i Zamachowiec został ujęty w kiblu i doprowadzony na przejście, gdzie naświetlił zaistniałą sytuację i dokonał rzeczy niemożliwej: jako pierwszy od kilkunastu lat obywatel przekroczył samochodowe przejście pieszo. W sensie że doprowadzono go do Musiołka.

Po odzyskaniu dokumentów i zdaniu pogranicznikowi relacji z meczu wróciliśmy do domu, niepokojąc się o losem zgarniętego przez rosyjską władzę kumpla. Niemniej raczyłem zauważyć kładąc się do łóżka, że jest 4:00.

Dospałem prawie do 9tej. Takoż Zamachowiec. Przespał sms-a od Kumpla z informacją, że ten jest już w Polsce. Zdzwonili się, okazało się, że Kumpel czeka na nas już w Górowie pod sklepem z opisu którego wywnioskowałem, że chodzi o górnych pedałków. Niezwłocznie pojechaliśmy go przejąć i z przejęciem wysłuchać relacji z paszportowych przygód.

Z relacji Kumpla wynika, że już na przejściu granicznym otrzymał informację, że jego paszport został znaleziony na stadionie i oczekuje na którymś z Królewieckich komisariatów. Niezwłocznie więc milicjanci zapakowali go do radiowozu i pojechali z nim do Królewca. Jeden prowadził, drugi spał z ręką na spuście kałacha wbitego w udo Kumpla. Dotarli na miejsce, odwiedzili kilka komisariatów aż trafili na ten właściwy, z paszportem. Tu trochę skracam opowieść. Po ustaleniu, że paszport jest Kumpla a on paszportu, milicjanci zatrzymali pierwszą ciężarówkę i nakazali dostarczyć kibica na przejście graniczne. Kierowca był na tyle uprzejmy, że podarował mu jeszcze 500 rubli, żeby miał za co kupić coś do jedzenia – zresztą milicjanci co chwilę proponowali Kumplowi coś do jedzenia i picia. Normalnie okres ochronny chyba w Rosji panuje na kibiców, prikaz z góry musieli dostać.

Kumpel przekroczył granicę już jako pasażer jakiegoś busa, który wywiózł go trochę za daleko, kawałek wracał na piechotę, kawałek do Górowa rejsowym busem aż wylądował tam gdzie go znaleźliśmy. Miał kupę szczęścia, że ten paszport się znalazł, bo inaczej czekało by go koczowanie w Królewcu pod konsulatem – do poniedziałku.

No cóż, takie hece nazywają się przygody. Trzeci raz najechał mnie Zamachowiec i trzeci raz było ciekawie. Boję się czwartego razu…

cytaty

Lat temu naście trafiłem na cytat który mnie poraził swą niesamowitością, zwłaszcza że po raz kolejny zagłębiłem się w wampirzych trzewiach Nekroskopu.

„Biada żywemu, który umarłego znieważy, zrani jego miłość własną, obrazi jego honor. Umarli są zazdrośni i mściwi. Nie boją się nikogo i niczego, razów ani ran, ani przeważającej liczby wrogów. Nie boją się nawet śmierci.”

Miesiąc temu trafiłem na książkę, z której ten cytat pochodzi. Z niesmakiem stwierdziłem, że niesamowitość cytatu polega na jego wyrwaniu z kontekstu – w oryginale też ma coś w sobie, ale już nie robi takiego wrażenia:

IMG_20180604_120643

Niemniej jednak pozycja warta przeczytania: Curzio Malaparte, „Kaputt”.

schron

Podczas spotkania towarzyskiego mającego na celu między innymi ustalenie nazwy dla nowopowstającej górowskiej galerii sztuki(?) byliśmy świadkami końca Bisztynka:

img_20180602_2120011

Grzyb już się rozwiewał, chwilę wcześniej był naprawdę imponujący. Dało nam to do myślenia na tyle, że wczoraj postanowiliśmy rozpocząć budowę schronu:

IMG_20180603_160106

Niebawem pochwalę się powstałą budowlą, tymczasem jednak trzeba skoncentrować się nad wymyślaniem nazwy, bo ustalona wstępnie „Galeria pod Rybim Chujem” jest chyba zbyt odważna…

3xK

Są na wsi inne zajęcia, niż siedzenie przed kompem i pisanie bloga. Proszę zatem o zrozumienie, że nie zawsze mogę/chcę/potrafię ubrać w słowa to co się dzieje. A dzieje się po prostu niezwykła zwyczajność wiejska. Ot co;)

Na ten przykład byliśmy u Sąsiada na krystowierczym obrzędzie kiedy to dziecię jego średnie po raz pierwszy spożywa ciało człowieka-boga. I przy okazji (znając życie – głównie) zbiera mnóstwo atrakcyjnych prezentów. Dla najmłodszej była to okazja do pobycia z rówieśnikami:

IMG_20180527_130149.jpg

Dla nas – okazja do postrzelania z łuku;)

Pieszkowska szkoła z uporem maniaka przekształca Dzień Matki w Dzień Rodziny. Miło popatrzeć na występ dzieciaków:

IMG_20180525_094851.jpg

ale potem trzeba się schować, bo po ubiegłorocznych doświadczeniach nie mam ochoty publicznie trzepać jajek czy zwijać włóczki…

Zaczęli nas nawiedzać Romeo i Julia…

IMG_20180525_080828.jpg

Ciekawe, czy to zapowiedź jakiejś niespodzianki szykowanej przez dzieciaki?

Najmłodsza oprócz łuku wzięła się za wiosła:

IMG_20180521_160024.jpg

Może faktycznie zamiast zapisywać ją na jakieś tańce czy inne klawisze, pokierować bardziej na sportowo. Zobaczymy.

Pojawiła się na gumnie banda rodem z Ku-Klux-Klan’u:

IMG_20180531_073606

Łobuzerka z nich pierwszoklaśna, ale znając dumną nauczycielkę, wcale się nie zdziwię, jeśli ta banda któregoś dnia spali koziarnię albo powiesi jakąś kowcę…

I na razie tyle.

 

 

dziedzictwo

Zabrałem Najmłodszą na zawody. Z mieszanymi uczuciami, zwłaszcza po Majdach gdzie zdrowo dostałem w kość. Ale raz, że Rucianka jest po płaskim, to ją zwyczajnie lubię i to lubienie chciałem w Najmłodszej zaszczepić.

Zapowiadało się marnie, bo „tam” jechaliśmy w deszczu. Na szczęście tuż przed rozpoczęciem zawodów uspokoiło się. No to strzelamy. Najpierw trening:

IMG_20180526_100608

A potem polowanie:

IMG_20180526_112831.jpg

Były zwierzaki małe:

IMG_20180526_120838

i duże:

IMG_20180526_143447.jpg

Niemniej jednak panowała zasada, że żeby coś zjeść, trzeba najpierw zabić. Coś w stylu „zabij dzika, to dostaniesz kanapkę z szynką”:

IMG_20180526_122101.jpg

A potem była ceremonia nagradzania najlepszych:

IMG_20180526_164929.jpg

Najmłodsza wystrzelała 260 punktów i zajęła V miejsce w swojej kategorii. Biorąc pod uwagę, że była najmłodsza, kategoria obejmowała dzieci do lat 15 i strzelała z zawodowcami, to wynik jest imponujący. Jednak dla mnie najważniejsze było, że przeszła całą trasę i się nie poddała, walcząc do ostatniej strzały;) I zapowiedziała, że teraz będzie jeździć na każde zawody. Chyba muszę usunąć się w cień;)