syndrom tezejski

Ponieważ wyniki wyszły całkiem dobre – choć odnoszę wrażenie, że badania mogły by być bardziej dogłębne, ale nie mnie pouczać lekarzy – puszczono nas do domu z garścią zaleceń. Oczywiście po drodze do domu – do którego chciałem dostać się jak najprędzej, relację z pobytu zostawiając na później – trzeba było wyposażyć Najmłodszą w akcesoria do oglądania jej topowego serialu Soy Luna. Przy okazji dziecko zgłodniało, więc ugiąłem się, niech będzie KFC. Dobrą chwilę musiała się nacieszyć świątecznymi ozdobami galeryjnej wylęgarni zarazków, no ale… a potem obowiązkowe Morze:)

 

 

W drodze powrotnej jeszcze Orlen i małe co nieco na rozgrzewkę. No a potem dom, gdzie oberwało mi się za czarne żagle. Ale ważne, że wróciliśmy i jest dobrze. No prawie, bo Najmłodsza odreagowała właśnie w miskę albo KFC, albo gorącą orlenowską czekoladę. Albo jeszcze coś innego. Mam nadzieję, że teraz jeszcze odeśpi i będzie mogła zająć się czymś bardziej pożytecznym, jak jadalniane wrotkowisko lub kociniec.

Następny szpital 7go grudnia.

Świenty Jeż zy Erlenwaldu- historia prawdziwa

Dawno, dawno temu… Chłopa w sianie robiącego szczeniak radosny dopadł i do zabawy w swój szczeniacki sposób skłonić próbował. Jako, że chłopina skacowany, bawić się nie chciał, mało tego, wkurwion krasnalem o żelaznych kapciach w głowie mu kopiącym, pchnął psiaka narzędziem w dłoni dzierżonym i śmierć niepotrzebną mu zadał:

img_20181121_205616_71.jpg

Chłopina okazję do wymigania się od prac błyskotliwie zoczył, medyków do podrapanej szczenięcą radością nogi wezwał. Medyk na pomoc śpieszący pierwej panienkę spadniętą z konia opatrzył, a chłopu kazał do kościoła się udać i o zdrowie modlić. Poszedł więc chłop do świątyni, gdzie kapłanowi w czerni wyznał, jak to go bydlę wściekłe dopadło, pianę tocząc członków pozbawić chciało, a on się nie uląkł jeno orężem rolniczym potwora zgładził. Na dowód swej prawdomówności nogawicę poszarpaną okazał i medyka na świadka cudu wezwał.

Zadumał się kapłan nad historią, chłopinę trzema zdrowaśkami spławił, a przy wieczerzy w zacnym gronie taką oto wersję przedstawił:

jeżzy

Na okoliczność wcześniejszej gawędy o Jeżu w żelazo zakutym, której autor napitkiem zmożony cicho charczał pod stołem, nazwał swego bohatera Jeż-zy’m, atrybut krystowierczej świentości mu nadając. Po czym legł pod stołem i zachrapał snem zasłużonym.

A legenda pozostała.

 

Wakat

W zrealizowanych marzeniach pojawiła się dziura. Alfred w nocy wyruszył w podróż beze mnie:

img_20181121_000407_3

Pojechał daleko, bo w polszcze ludzie nie dorośli do posiadania dwukołowego diesla. Niech zatem cieszy pana Luciano, a ja pomyślę jak zapełnić wysokoprężną pustkę.

Na pewno nie zrobię tego przy pomocy Kulki:

img_20181121_133540_0

Trzymanie zwierząt w domu jest przeciwne mojej naturze. Nawet takiego kociaka. Nie i koniec. Nie. No chyba, że na chwilę…

Świt Zimy.

Z najmłodszą udaliśmy się do lekarza celem uzyskania skierowania na wycieczkę do Gedanii. Po uzyskaniu papierka zachciało się dziecku do lochów:

img_20181113_115345_1

Lochy lochami a oratorium wygłosić trzeba:

img_20181114_101417_6

No bo od dawna wygłaszane nie było. Podobnie jak od dawna nic nie wskazywało na szaleństwo Matki Natury:

img_20181118_082311_5

Ale już się normuje, powoli Pani Zima Panią Jesień zastępuje.

Tyle drewna na opał co w tym roku to dawno nie miałem:)

punkt widzenia

„- Wiesiu, co dziś robimy?

– Nie wiem, nudno jakoś…

– To co, spierdalamy?

– No nie wiem, spierdoliliśmy wczoraj, i przedwczoraj…

– No chodź, będzie fajnie…

– A dziewczyny?

– No jak, pójdą z nami. I Kaziu z chłopakami, i dzieciaki… będzie fajnie!

– A jak nas pogonią? No wiesz, od dwóch dni chodzimy się napierdalać z Ludwikiem, w końcu ten kowboj nie wytrzyma… lasso weźmie czy coś… trochę się cykam.

– E tam, on ciapa jest, boi się o swoje. A pamiętasz jak wczoraj Mańka na nas wysłał, żeby tego Ludwika zgarnął? Były jaja…

– No były. Dobra, niech będzie. Wołaj chłopaków, spierdalamy zanim ktoś odkryje, że od kilku dni prądu w pastuchu nie ma…

– Panowie! I Panie! Spierdalamy! Jak co dzień, najpierw na masajowe a potem się zobaczy! Póki Stracha nie ma to Lasockie nie ogarną że prądu nie ma, będą tylko baloty przywozić, trza korzystać!

– Hurrraaaaaa….!!!”

Za trzecim razem Strachu pojawił się osobiście i stwierdził, że konie mu uciekają bo prądu nie ma. Lasockich to przerosło. Ogarnął temat, prąd wziął ode mnie, bo mu bateria zdechła. I mam nadzieję, że ukróci to końską samowolkę.

Widzę lepiej. Wyraźniej.

img_20181115_141132_6

A i czytanie stało się łatwiejsze. Kupa kasy, ale warto było. Mniej czasu stracę na zastanawianie się, co ja właściwie widzę.

Starość, kurde…

Problem czczenia

Jakiś czas przymierzałem się do upitolenia brzozy, która linii energetycznej zagraża. Zwykle z problemami jest tak, że jak je zostawić w spokoju, to rozwiążą się same. Przyjechali elektrycerze na długoszyjim smoku i gałęzie zagrażające upitolili:

img_20181109_152539_3

Chwilę to leżało, aż dziw, że Lasockie się nie zorientowały. W efekcie pozyskałem 3 Sprintery opału:

img_20181110_095742_4

Takie okazje trza uczcić – choćby rozlaniem win do butelek…

img_20181111_132920_8

Zaiste nie tylko ja czciłem ostatnio, bo mi Stracha konie się przyplątały:

img_20181112_081902_0

Duże, to i z dystansem do nich. Dopóki mord w baloty mi nie wsadziły. Dystans się skończył:

img_20181112_083949_3

Za mordę wzięłem i na mokradło ogrodzone wywiodłem. Tam doczekały Lasockiego umyślnie przez wciąż czczącego Stracha pchniętego, który to je do dom zawlókł.

Oram.