nieuwaga

Ponieważ nie mogliśmy się doprosić uwagi od lekarzy szpitalnych, jak już wspominałem, zaczęliśmy rozglądać się za lekarzem prywatnym dla Najmłodszej. Ponieważ rodzimi lekarze pracują w trybie roszczeniowo-konsumpcyjnym (są wyjątki, ale to jak poszukiwanie złota w Sisters Brothers), trzeba się rozejrzeć za lekarzem zagranicznym. Najlepiej na miejscu. Bo jeśli pracuje w Polsce, to raczej nie z musu czy chęci zysku. I tak trafiliśmy do Vikrama. Na efekty wizyty trzeba będzie poczekać – trzeba zrobić wyniki, inne niż najtańsza refundowana podstawa, no i na wstępie przejść na dietę. Nie typowo medyczną polską (wszystko co smaczne jest be, żryj trawę i pij mleko), ale taką jakby stworzoną dla dzieci: nie pij mleka i jedz nutellę (to zarys, zaleceń jest dużo więcej, jak choćby jeść to co się lubi – z wyłączeniem rzeczy ewidentnie szkodliwych – bo wtedy jest się szczęśliwym, a szczęśliwy organizm lepiej sobie radzi z chorobami). Obcowanie z doktorem Gurtu wymaga szczególnej uwagi, ze względu na jego marny polski, a do powiedzenia ma trochę więcej niż nasi lekarze mający przeznaczone 4 minuty na pacjenta. No nic, poświęcimy trochę więcej uwagi temu tematowi.

Krowiszony wciąż wymagają uwagi. O ile Cosia z Sasanką z uwagą kontemplują zimowe słońce, o tyle Bysia z Filiżanką zechciały prysnąć i w efekcie dołączyły do stada głównego. Moja reakcja na tę sytuację, skonsultowana z psychologiem, zasugerowała obecność odruchu Moro w wersji dla rolników – widok krowiszonów w ogródku powoduje najpierw rozwarcie ramion i wdech, a potem zaciśnięcie pięści i wydech ze słowotokiem. Łatwo sobie dopowiedzieć jego zawartość.

Chwila nieuwagi polegająca na pozostawieniu dzieciarni samowtór może też przynieść niespodzianki. Obie księżniczki cierpią na syndrom Fiony: pod nieobecność rodziców zamieniają się w ogrzyce. Przemiana powrotna czasem następuje z opóźnieniem, pozostawiając wszędzie resztki bagiennego slajmu. A to wszystko przez to, że ktoś przez nieuwagę upublicznił co można zrobić z kleju, pianki do golenia i Perwollu. Ano można zrobić perwollnik…

Dziękuję za nieuwagę, następne pierniczenie po wizycie w Toruniu.

filmoteka arcydzieł

Filmy obejrzałem. Zwykle tego nie robię, ale podzielę się spostrzeżeniami.

Czekając aż się ściągnie „The Raid” (2011) wpadł mi na ekran „Przyczajony tygrys, ukryty smok – Miecz przeznaczenia”. Już od jakiegoś czasu się przymierzałem do tej kontynuacji chińskiej baśni z 2000 roku. I nie zawiodłem się. Urzekająca muzyka, przepiękne krajobrazy i sztuka ofensywnego baletu będąca tłem dla opowieści o miłości, poświęceniu i honorze. Jedna ciekawostka – pierwsza część jest po chińsku, druga po angielsku. Trochę to zakłóca odbiór, ale rozumiem trend. Fajnie, że w obu częściach gra Michelle Yeoh – w ogóle się nie postarzała przez te 16(18) lat między kolejnymi częściami. Ot indonezyjska uroda;) Fajnie, że główną rolę gra Donnie Yen, niezapomniany Ip Man:). Naprawdę warto – 10/10.

A propos Indonezji. Do zainteresowania się Raidem (Redemption) skłoniła ta opinia: „Film robił ponoć takie wrażenie na kanapowych lwach, że po powrocie z kina chcieli kopniakami obrócić w perzynę pół domu i przy okazji rozwiązać zaległe spory z sąsiadem.” I tu też się nie zawiodłem – dynamiczne kino akcji, ekran ocieka nie tyle krwią co adrenaliną. Druga część (Infiltration) trochę słabsza, ale też do obejrzenia. Co prawda nie poczułem naglącej potrzeby wymierzania sprawiedliwości w okolicznych wsiach i miasteczkach, ale z zainteresowaniem śledziłem zastosowanie przeróżnych przedmiotów jako narzędzi eksterminacji homo dżakarta. Razi plakat – jakiś cymbał walnął na plecach indonezyjskiego policjanta SWAT. Tak jakby kult hameryki mu świat przesłonił. Obie części razem 8/10, raczej dla panów – piwo, chipsy, te rzeczy;)

Zagadka dla abonentów – co to jest:

yinlong_bw

I dlaczego się tu znalazło?:)

 

Sasanka

Jakimś cudem udało mi się wywlec Najmłodszą na gumno. Bo i pogoda dopisała, a i od telefonu oderwać się warto. Oczywiście zasugerowałem dziecku konieczność pomocy w pracach gospodarskich, jak na przykład doprowadzenie stada głodomorów do balota. Co niniejszym Najmłodsza uczyniła. A potem poszliśmy poszukać jakiejś górki z której mogłaby samodzielnie pozjeżdżać na sankach – bo ileż można ojca używać w zaprzęgu po płaskim… No i znaleźliśmy i fajnie było. A potem to już takie sobotnie popołudnie do wieczora. A wieczorem…

A wieczorem jakoś tak nie mogłem się wyzbyć przeczucia rozmnożenia, więc co jakiś czas chodziłem sprawdzać, czy coś się nie dzieje. Ano zadziało się. Szybko, sprawnie i bez większych komplikacji. Cosia zechciała nieco po terminie obdarować świat Sasanką – wszak byliśmy dziś na sankach;) Dobrze, że w sobotę, mogę kulturalnie i bez wyrzutów opić miodem. Sasankowym;)

zbrodnia i kara

Wracając do domu po zdeponowaniu Najmłodszej i Aś w szpitalu, odczułem coś w rodzaju głodu. Zignorowałem rozsądek, postanowiłem popełnić zbrodnię przeciw diecie noworocznej i zahaczyłem o KFC. Po czym, jak zawsze do tej pory, zawróciłem na skrzyżowaniu i podążyłem w stronę domu.

Dogonili mnie koło McDonald’a. Po rzeczowej dyskusji uznałem rację pana sierżanta, że jak na sygnalizatorze jest strzałka w lewo i tylko w lewo, to nie zawracamy. Nawet jeśli nie ma zakazu zawracania. Jakby było zwykłe zielone, w sensie okrągłe bez wyszczególnienia kierunku, to można. A tak to nie. Tym łatwiej przyszło mi się z tym pogodzić, że na tym akurat skrzyżowaniu warunki do zawracania są rzeczywiście takie sobie. Skończyło się na oddaniu dokumentów (prawko w oryginale a reszta ksero – potwierdziło się, że nie trzeba ze sobą wozić DR i OC) i zaleceniu, żebym więcej tam nie zawracał.

Jaka zbrodnia, taka kara…:)

muskojad

Obecność muskojada objawia się uaktywnieniem mechanizmu obronnego w osobie Żelaznego Karła. Żelazny Karzeł zwalcza muskojada kopniakami i duszeniem, co uzewnętrznia się bólem głowy i wymiotami. Jeśli akcja trwa do godziny, zwykle w nocy, mija z pomocą tabletki, traktujemy rzecz jako zaleczoną. Jeśli mimo tabletki ból nie mija, traktujemy sprawę poważnie. Tak też ją potraktowaliśmy w poniedziałek i pojechaliśmy zgodnie z zaleceniem do olsztyńskiego szpitala, licząc, że potraktują nas tam poważnie.

IMG_20190107_092924_1

Najmłodsza przeszła szereg badań, z których wynikło, że jest zdrowa. Nawet kolejny atak muskojada w czwartek nad ranem nie skłonił personelu neurologii do zmiany zdania. W związku z powyższym Najmłodsza w czwartek po południu została wypisana do domu.

Ja wiem, że bóle głowy się zdarzają. Biorę poprawkę na zakodowaną histerię rodzica. Ale odnoszę wrażenie, że podejście olsztyńskiej neurologii jest trochę niepoważne. Trzeba będzie rozejrzeć się za neurologiem który nie wygląda jak kucharka z czasów PLR ani nie bełkocze w kółko nic niewnoszących frazesów. Z całym szacunkiem dla kucharek. I PRL.

Enemy mine 3 – start.

czas berserków

Nowy rok. Dzieci wracają do szkół. Ponieważ 1go nic nie jeździ, Młoda przekłada powrót do szkoły na dziś rano. Wstaję po 5tej, żeby ją na autobus podrzucić. Telepie się dziecko do Olsztyna jakieś dwie godziny.

Nim się odmelduje, że dojechała, u nas wichrowe wzgórze zamienia się w wichrową śnieżycę. Wiatr w porywach do 90km/h. Brak prądu. Chcę zgłosić awarię, automat Energi kilkukrotnie mnie informuje, że nie jestem klientem. Bo nie ma takiego numeru PP jak mam na fakturze, za którą właśnie zapłaciłem. Dobijam się wreszcie przez internet, przyjmują zgłoszenie. Tymczasem na zewnątrz:

IMG_20190102_103314_0

Ułomność aparatu nie oddaje poziomego pędu śniegu. Po godzinie wraca prąd, można palić w piecu. Dla pewności przygotowuję zasilanie awaryjne i rozpalam.

Dzwoni Młoda. Dotarła do szkoły, ale lekcji nie ma, bo nauczyciele strajkują… Oczywiście te lekcje których nie ma dzieciaki będą musiały później odrobić…

Tuusula 2007 nabiera innego wymiaru…