Św. Sebastian

No więc rzeczony święty podpadł któremuś tam władcy i został zastrzelony z łuku wielokrotnie. Dziwnym trafem dość nieskutecznie, bo przeżył i w amoku nie docenił farta, tylko poszedł do tegoż władcy awanturować się, przez co dla pewności zatłuczono go pałkami. Nie wiem dlaczego uczyniono go patronem łuczników, ale wnioskuję, że łucznik winien mieć w zanadrzu pałę, żeby cel niesforny dotłuc. No ale że patrona się czci, takoż w tym roku kolejny turniej urządzono. Z powodu jakiejś tam żałoby turniej się opóźnił, przez co mieliśmy czas na trening. Trening polegał na tym, że Najmłodsza wsadziła trzy razy w żółte i poszła do zwierzaków, a ja się męczyłem z ustawieniem łuku.

Nastał w końcu czas zawodów. Tym razem na hali i do tarcz, więc niby luzacko. W efekcie Najmłodsza wystrzelała dyplom, Starsza medal i dyplom, a ja trzy dziesiątki i figę (nie mylić z „cipom”).

Taaaak, trzeba brać się za strzelanie na poważnie, bo mimo, że strzelałem na dobrym w moim mniemaniu poziomie (70%), to do czołówki mi dużo brakuje. W związku z tym plan na ten rok: wyjść ponad 80%. I nosić pałę… I sikać na stojąco… I takie tam…;)

 

feriowo

 

Tak w ogóle to dzieciaki do mnie przyjechały na ferie. Ponieważ pozowanie do zdjęć rodzinnych słabo im wychodziło…img_20190212_090505_0

…złapałem gadziny z zaskoczenia – na basenie:

img_20190213_144539_2

Czas na wizytę dobiegł końca, odwiozłem ich do domu. Odwiedziłem przy okazji Babcię, mam wrażenie, że ten czas też już dobiega końca…

img_20190218_074616_4

Droga powrotna nieco naokoło, bo spraw kilka do załatwienia. Spotkanie jurajskie:

img_20190218_082408_0

po drodze na kawę do Pośwista:

img_20190218_130527_7

Fajnie było pogadać, mimo, że niewiele się znamy i ostatni – a zarazem pierwszy – raz widzieliśmy się jakieś osiem lat temu.

Potem ciąg dalszy kilerskiej trasy z przesyłką od Wąskiego do Moralesa, co oprócz zwrotu kosztów zaowocowało kubańskim esejem do wypicia:

img_20190219_085125_2

Męcząca to trasa była, mimo, że z noclegiem.

A teraz mogę powoli wracać do życia.

Za szybko…

No i Fraglesowa wykrakała:

img_20190215_085852_8

Marzył mi się ten widok w połowie marca. A tu proszę, zew natury mnie olał. Poczułem potrzebę działania, nawet wbrew nadchodzącemu przeziębieniu. No trudno. Trzeba będzie się ogarnąć i dać się ponieść temu zwowi? zwu?

IRZ+

Jako, że wszystko ulega cyfryzacji celem ułatwienia życia i uproszczenia procedur, dotknęła ta modernizacja również tą doloną agencję. System identyfikacji i rejestracji zwierząt działał już od kilku lat, jedyną upierdliwością była konieczność logowania się co najmniej raz w miesiącu i co jakiś czas zmienianie hasła. Żeby było… bezpieczniej? prościej? Nie wiem. Zwykle po kilku miesiącach próbowałem coś zarejestrować i ponieważ miałem zablokowane konto z powodu comiesięcznego niezaglądania, olałem to i wróciłem do systemu analogowego – zgłoszenie wysyłałem poleconym lub jechałem osobiście.

Od jakiegoś czasu (roku? dwóch?) wnioski do ARiMR można już tylko elektronicznie, przez stronę. Żeby było łatwiej. I tak robi mi to ODR, więc spoko, moja brocha to tylko mieć login i hasło, które – uwaga – już nie wymagają okresowego odnawiania. Postęp, o ile pominiemy wieszanie i zapychanie się systemu w gorącym okresie składania wniosków.

Jakoś równolegle pojawił się IRZplus, obsługiwany tym samym loginem i hasłem co wnioski, więc jest łatwiej. Nieco zmodernizowany, ale działa. Zachęcony tym zapragnąłem zgłosić świeżo urodzonego zwierzaka. No więc wpisałem dane zwierzaka, dane matki, dane ojca, zaznaczyłem opcję wysłania paszportu listem. System przemielił, stwierdził, że zgłoszenie jest poprawne i przełknął. Odetchnąłem. Na godzinę. Zadzwonił miły pan z agencji, że zgłoszenie do nich dotarło, ale nie są w stanie nic z nim zrobić, bo co prawda mam na stanie takiego ojca w jednej części systemu, ale inna część tego systemu nie chce tego przyjąć do wiadomości, bo być może ojciec lub matka ojca przyjechali do PL z UE i jest jakaś sprzeczność. Poza tym rasę powinienem wpisać po ojcu, a nie MM, bo to też się gryzie. No i wisienka na torcie: jeśli chcę dostać paszport listem poleconym, to muszę wpłacić w banku lub na poczcie 7,20PLN, przyjechać do nich do agencji z pokwitowaniem, okazać je, i wtedy oni wsadzą ten paszport do koperty i do mnie wyślą…

Celem zrezygnowania z proponowanych przez agencję ułatwień, poprosiłem o anulowanie zgłoszenia (co udało się już po 24 godzinach), wysłałem nowe zgłoszenie, pomijając w ogóle dane ojca i zaznaczając osobisty odbiór paszportu. System przemielił i przyjął wersję okrojoną.

Doszedłem po raz kolejny do wniosku, że jestem już za stary żeby korzystać z udogodnień współczesnego świata i co się da będę załatwiał żmudną i ciężką metodą analogową. Howgh.

coś się musiało stać

Sobota w Majdach. Żeby nie było wątpliwości – pojechaliśmy tam żeby się dobrze bawić. Bo przy gównianej pogodzie w ciężkim terenie trudno o sensowne wyniki. W ogóle to nie lubię Fielda. Nie lubię Majd. Ale liczy się dobra zabawa;) No to powiedzmy, że bawiliśmy się dobrze…

Hasło przewodnie macie w tytule. Bo kolega z grupy przed nami nagle zatrzymał się i zakrzyknął: „Nie mam żadnej strzały!” Chwila konsternacji i stwierdzenie: „Coś się musiało stać!”. Przyczyna była prozaiczna, więc bawiliśmy się dobrze;) Oczekiwanie na wyniki przyniosło też fajne rezultaty: moje dziewczyny zajęły po trzecim miejscu w łączonych kategoriach (gdyby nie były łączone, to jedna byłaby pierwsza a druga druga;)). Ja byłem osiemnasty, ale pojechałem tam, żeby się dobrze bawić, a nie dla wyników;)

Potem do domu i wizyta brata z którym nie widziałem się… naście lat.

received_1981986288764140 (1)

Cóż, tak to bywa. Noc przegadana, rano lekki katzenjammer, podobno tak trzeba.

Później pierwsze oficjalne ognisko w tym roku i molestowanie okulałego koniowatego, z którego mamy zrobić konia domowego:

Wszystko wskazuje na to, że może się to udać.

A dziś rano Najmłodszą znów bolała głowa i wymiotowała. Coś się musiało stać…

Zapomniana dziewica

Kolejna w moim życiu. Tyle, że ta znaleziona w, hmmm, domu publicznym, co podnosi wartość znaleziska. Oto ona, Kalevala:

IMG_20190207_101716_8

Wydana w 1980 roku, od 1981 na bibliotecznej półce, z dziewiczą kartą – jestem pierwszym wypożyczającym.

Taką sytuację trzeba będzie uczcić…

IMG_20190207_113411_6.jpg

Ale to dopiero jak wrócę od dentysty. Bo właśnie siedzę w poczekalni…

paliwo rolnicze

O tym, że „władza” „dała” rolnikom dodatkowe 30 litrów limitu na każdą DJP do zwrotu akcyzy, wiedzą już wszyscy zainteresowani. Bo zostało to odpowiednio nagłośnione, jak zawsze, gdy „władza” „daje”.

O tym, że zmieniono niektóre ustawy w celu wprowadzenia „uproszczeń” (tak, kurwa, UPROSZCZEŃ!!!), nie wie nikt. Bo do tej pory brało się baniaki, jechało się na stację paliw, kupowało olej napędowy, brało się fakturę i składało w gminie, celem uzyskania zwrotu części akcyzy. I tak było do końca grudnia 2018. Od pierwszego stycznia 2019 do zwrotu akcyzy kwalifikują się tylko faktury z kodem paliwa CN 2710 1943 do 48 oraz CN 3826 00. A na większości (jeśli nie wszystkich) fakturach widnieje kod CN 2710 20 11 do 19. I za takie faktury zwrotu nie ma. Podobnie jak nie ma o tym praktycznie żadnej informacji i zainteresowani dowiedzą się dopiero składając faktury w gminie.

„Zaoszczędzone” w ten sposób pieniądze zapewne trafią do „przyjaciół królika”, jak zwykle.

Najboleśniej odczują to ci, którzy w styczniu zrobią większe zakupy paliwa żeby wykorzystać przysługujący limit.

Prawda, że jest prościej?

ciepłota

Generalnie jestem paradoksalnie ciepłolubny. To znaczy lubię jak jest zimno na zewnątrz i ciepło wewnątrz. Mam na myśli pomieszczenia, nie organizm. Bo wtedy można bez stresu zmarznąć na zewnątrz, wiedząc, że zaraz się wróci do ciepłego pomieszczenia.

Był taki czas, że w zimie temperatura w domu oscylowała wokół 8*C, a gdy planowałem „dzień kąpielowy” dochodziła do 12. Potem zdarzył się epizod z wpadnięciem do zamarzniętego Jeziora Będziego i radosnym gorącym prysznicem w ubraniu, który utwierdził mnie w przekonaniu, że ciepło ważna rzecz.

Potem nauczyłem się palić w piecu CO. Przy okazji doceniłem stary piec kaflowy, który dwukrotnie uratował mi tyłek gdy padło CO i w domu miałem -12.

No ale wczoraj to już chyba lekko przesadziłem…

Z drugiej strony, odrobina przesady od czasu do czasu pozwoli wyrwać się codziennej rutynie. I tak dziś rano mam 20 zamiast codziennych 18-stu.

I wiecie co? Dobrze mi z tym:)

dawno, dawno temu…

Czasem mam takie poczucie, że jestem w czarnej odbytnicy i gorzej już być nie może. Wbrew mojej o sobie opinii, jestem wystarczająco odporny, żeby ten niekorzystny okres przetrwać. I potem, po latach, wspominam ten czarnodupny okres jako jeden z lepszych w moim życiu, bo aktualnie jestem dopiero to w czarnej… I znów po kilku latach spoglądam wstecz, i znów marzę by cofnąć się w czasie, bo niegdysiejsze problemy niczym są przy obecnych.

No bo jak człowiek idzie do podstawówki, to ma przekichane…

podstawówka1

Pod koniec podstawówki to już jest przerąbane…

podstawówka2

Początek szkoły średniej jest po prostu przesrany…

technikum2

Im dalej wgłąb edukacji, tym bardziej prze-ebane…

technikum1

I tak dalej, i tak dalej.
Ten blog zaczął się dokładnie 13 lat temu. Lubie cofać się w czasie do dawnych wpisów i wspominać, jak było zajefajnie, mimo, że uważałem inaczej, co niejednokrotnie obwieszczałem. No bo teraz to jest be. Kto wie, może za kilka lat stwierdzę, że teraz było cacy? A może wreszcie będzie lepiej? Czas pokaże.