kolczaste szczęście

Zwykle piwnice są wilgotne. Zwykle są w nich ziemniaki. I traszki. Zwykle zwyczajne. Od jakiegoś czasu w piwnicy nie ma kotów. Bo wylegują się przed domem, ewentualnie umawiają na seks z włóczęgami ze wsi za stodołą. Włóczęgów przegania się różnymi metodami, na przykład strzałem w drzewo…

Pracuję nad celnością. W rzeczonej stodole, gdzie chwilowo mogę popracować nad sprzętem niezależnie od pogody. Ogarnąłem mój, słabszy łuk i wziąłem się za łuk klienta. Mocniejszy. Nagle zza strzałochwytu wychynęło coś… Mając w pamięci opowieści majstrów o bytujących w sąsiednim pomieszczeniu szczurach stwierdziłem, że to ani chybi szczur. Więc go kropłem. Tyle, że mocniejszy łuk wali wyżej, więc jedyne co udało mi się osiągnąć to zweryfikować legendarną wytrzymałość GT Hunter Expedition – po strzale w betonową ścianę grot wchodzi elegancko w rozkwitły znienacka promień. Wziąłem więc pocisk w garść i poszedłem dźgnąć bydlaka, który przyczaił się w kupce siana. Ale nie dźgłem – bo ten niby szczur cały pokryty był kolczastym arsenałem. Przykryłem go z powrotem sianem, żeby w nocy nie zmarzł. Jak rano jeszcze będzie, sprawdzę hipotezę z nadziewaniem jabłek na jeża…

szremierka

Dawno temu O’Brien tłumaczył Piotrusiowi, dlaczego nie boi się pojedynku z mistrzem szpady. Bo jeśli staje naprzeciw siebie dwóch szermierzy, mistrz i taki co potrafi trochę, to ten drugi przegra. Natomiast jeśli naprzeciwko mistrza staje ktoś nie mający o szermierce zielonego pojęcia, to szansę są równe, bo obaj mogą w równym stopniu zaskoczyć przeciwnika. Chwilę później O’Brien złapał dłonią ostrze przeciwnika mocno się kalecząc, jednocześnie przeszywając go swoją szpadą na wylot.

Tłumaczyłem wczoraj majstrowi, jak ma zrobić sufit. Bo się nie znam, więc uznałem, że kantówka do ściany i na to z góry płyta, bo raz, że będzie podparta na całej krawędzi, a dwa, że zamaskuje ewentualne krzywizny. Pokazałem mu nawet na kawałku kantówki i płyty, o co mi chodzi. Majster przyznał mi rację i powiedział, że tak zrobi.

Zaglądam dziś na budowę i widzę to:

img_20190323_091442_7-1

Czyli dokładnie odwrotnie. Pytam majstra dlaczego? A on mi na to, że nie wie dlaczego tak wyszło…

Majstry chcieli telewizor do przyczepy. Zamówiłem im antenę, powiedziałem, żeby zamontowali bezpośrednio na przyczepie. No to zrobili coś takiego:

img_20190323_094344_1

Moim zdaniem to jest antena na przyczepie dość pośrednio. Ale ja się nie znam. Za to majstry się znają. Trochę.

Najmłodsza wczoraj się rozchorowała. Lekarz, szpital, dom. Wygląda na zwykłą grypę/przeziębienie. Przez weekend antybiotyk i w poniedziałek lekarz. Zobaczymy. Nerwy.

Wędzę.

dystans

Z tym nabieraniem dystansu to jest różnie. Niby łatwo, a trudno. Zaczęło się od tego, że odkryłem Wielki Atraktor. Normalnie wielka rzecz. Niby są większe, ale z tych wielkich jego odkryłem pierwszego i zrobił na mnie wrażenie. Wielkie. Jego wielkość jest wprost proporcjonalna do mojej małości, a moje problemy giną w jego przepastnej dupie. Łał. W moje rozmyślania o wielkości Wielkiego Ataktora wdarło się rozmyślanie Aś, że nie włożyła łyżek do sałatek imprezowych. No i musiałem przyznać jej rację, bo o ile Wielki Atraktor świetnie sobie bez nas poradzi, to sałatki same się nie nałożą. Nabrałem dystansu.

Sałatki moje imprezowe były. No bo znów się posunąłem w latach. Dziewczyny zadbały o oprawę artystyczną i nie tylko:

Dałem się zaskoczyć, fakt. Oczywiście zaskoczyli mnie też inni, serwując przy drodze petowisko oraz na pastwisku nogę:

Wniosek jest prosty: mamy w okolicy skurwysynów oraz wilki. O ile wilki mogę zrozumieć i trzymać się od nich na dystans, o tyle tych pierwszych to bym…

No nieważne. Z rzeczy ważnych to prezenty bardziej praktyczne, bo spożywcze. Wegewariactwo fragleso-żyrafie…img_20190318_165644_8

oraz nieco wcześniej wegewariactwo rusopochodne:

img_20190314_134435_5

Fajnie. Takie zestawy pomagają nabrać dystansu.

Ale dziś mi się nie udało. Najmłodsza zaczęła od śniadania. Od trzech dni marudziła, że chce na śniadanie spagetti. No to rano ugotowałem jej makaron, a ona stwierdziła, że nie chce. Wrrrr. Potem postanowiłem wykorzystać poranny przymrozek, żeby jak najwięcej balotów wytaszczyć ze stodoły nie rujnując podwórka. Udało się – koleiny na gumnie nawet się wygładziły i dobrze rokowały, zostawiłem więc traktor we wierzbie, żeby już nim na gumno nie wjeżdżać. Bo i mrozu nie zapowiadają. Pojechałem na zakupy do Szymona, żeby majstrów w materiały wyposażyć. Przywiozłem. Potem wyprawiłem się do Fraglesów po dwa wiadra piasku, bo majster zażądał, a nie miałem. Potem postanowiłem dać krowiszonom balota. W połowie drogi na pastwisko Władek zdechł – skończyło się paliwo. Dolałem resztkę z baniaka, zwaliłem balota i wracam. W połowie powrotu Władek zdechł, bo na tyle wystarczyła resztka. Spuściłem dychę z Jurija. Podszedł majster z informacją, że już miał się brać za robotę, ale wapna ze sklepu nie przywiozłem i ma przestój. Zapytałem, czy ogarnie Władka? Ogarnie. No to pojechałem po to wapno, które faktycznie się tam zapodziało. Wracam, Władka na drodze nie widzę, znaczy się, majstry ogarnęły. Wjeżdżam na gumno i widzę Władka na parkingu. Już mnie ścięło, ale jak spojrzałem na gumno to cholery dostałem: bo na ten parking normalną drogą to majster miał 100 metrów. Ale pojechał inną drogą do drugiego wjazdu, przejechał przez wierzbę gdzie Władek miał zostać i pojechał dalej przez całe gumno na parking, wyjebując koleiny na 15 centymetrów, bo już rozmiękło i dojechał na parking, co dało mu drogę dwa razy dłuższą. Jak go zapytałem po ch… tu przyjechał, to odpowiedział, że kiedyś widział jak Władek tu stoi… Nosz kurwa… Jest mi po prostu przykro. Bo rano cieszyłem się, że jest tak ładnie i że zaoszczędziłem sobie roboty, a teraz to chuj strzelił. Mało tego, gdybym ja zrobił takie koleiny, to bym się nasłuchał, ale że zrobił je kto inny, no cóż, pewnie nie wiedział. Odechciało mi się. Reszta dnia przed telewizorem. Do 22:58. Potem buźka Jadźce i od jutra będzie lepiej. Zabieram się za nabieranie dystansu.

dzikość

Dzikość bezczelnie z dzików wylazła. Zarówno na zaoranym…

img_20190312_160334_6

jak i na botanice:

img_20190312_155029_8

O ile na zaoranym to sobie mogą, o tyle na botanice nie. Trzeba będzie z dziczą pogadać.

Bo na przykład z kotowatymi chyba nie ma sensu – to swojaki, widzą motór to trza na niego wleźć:

img_20190311_131409_1

To było wczoraj, wiosennie, słonecznie… Dziś z Najmłodszą też nie było co dyskutować, zamarznięta kałuża jest po to żeby na nią wleźć…

img_20190312_073440_5

Bobry zasygnalizowały swoją obecność w Końskim Jarze:

img_20190312_161356_3

I ani chybi będą się mnożyć. Przez podział. Albo inną fragmentację.

Nastał miesiąc Błocień.

rozważania postne

Dochodzę do wniosku, że post na tle religijnym nie mający na celu zmniejszenia wagi to zwykły terroryzm.

„Wstąp do Al-kaidy, zwiedzisz świat” padło stwierdzenie w serialu Homeland. Wciągająco-wkurzający, jak to serial. Przebić je może tylko interpretacja przeznaczenia w wykonaniu Ragnara z serialu Norsemen:)

wierzbienie

Jako że po nowiu i takie tam, rozpocząłem pracę polowe. Jaka praca, takie pole:

img_20190308_094158_5

Po prostu trzeba osuszyć wiecznie podmokłą krawędź pastwiska gdzie mało co rośnie, a wierzba nadaje się do tego najlepiej. Przy okazji powstanie nowy zagajnik zielonego węgla, bo stary powoli się wyradza. Żeby uniknąć uciążliwych dolegliwości, nawet sadzarkę do wierzby wystrugałem:) I mimo marnej pogody plan wykonałem:)

A tak w ogóle to wszystkim Paniom najlepszego:)