de profundis

Wyrwawszy się ze służby uczyniłem krowiszony szczęśliwymi:

img_20191006_144218_1

Nie ma to bowiem jak zeżryć to co kiedyś było owsem. No bo pewnego rodzaju cudzożywnych spożywać nielza – za ładne są:

 

 

Tymczasem na pokładzie DZ lokalne kotowate wygrzewają się w cieple kilowatowego grzejnika:

img_20191009_110716_1

Nie wiem jak to robią, ale kotowate zawsze potrafią się dobrze urządzić. Choć mogłyby zrobić to w bezpośrednim sąsiedztwie biowulkanu, gdyby były odporne na jego wyziewy:

Dostrzegłem anal…ogię między tym zjawiskiem a moją służbą freelanserską i zażądałem spotkania z Dowództwem. Na spotkaniu owym wyjaśniliśmy sobie, że moja cierpliwość dobiega końca i czas ustalić jakieś sensowne godziny służby. O dziwo – ustaliliśmy. Od soboty mam drugą zmianę. Czyli jakoś od 14tej do końca. Mojego lub ich. A na pewno października. A potem się zobaczy.

wieści jesienne

Atrakcyjność mojego życia jest dosyć monotonna, stąd niewiele mam do przekazania na blogu. Jak się uzbiera, to wrzucam garść informacji. Co niniejszym czynię.

Brak rąk do pracy i zamiłowanie do kieliszka u już pracujących powodują rozszerzenie obowiązków na Darze Ziemi o zajmowanie się matecznikiem i glusiogamoniami:

Myślałem, że już nie będę musiał tego w życiu robić, bo raz robiłem i skończyło się jak się skończyło. Ale dopóki w „kraju nad wisłom” panuje nam miłościwie rozdawnictwo i promopatologia, to nie ma się co dziwić, że jest jak jest.

Matka Natura w osobie Pani Jesieni obdarzyła nas hojnie naturalną grzybicą gumna:

Przy okazji nauczyłem się, że nie każda purchawka jest be;)

Be natomiast jest kwestia mojego podejścia do strzelania – brak treningu zepchnął mnie z zaplanowanych 80 na 65% skuteczności. Za to moje Dziewczynki dzielnie walczą o miejsca na leśnym podium:

Miałem ochotę zmierzyć się wczoraj z olimpijczykami, ale z niewyjaśnionych powodów zrejterowali i nie stawili się na czelendż. Szkoda, może zgubiłbym więcej strzał…;)

Dobra, idę karmić te małe gamonie.

Dar Ziemi – historie

Wczoraj wracając z zawodów wstąpiłem na Dar Ziemi ogarnąć chorowitków. Najmłodsza wpadła w jakiś zachwyt nad glusiogamoniami:

img_20190921_182348_9

Zachwyt zaowocował żądaniem, że jak następnym razem będę jechał na służbę na chwilę, to ona też chce, tylko ubierze się tak bardziej wyjściowo. No to okazja nadarzyła się dzisiaj:

img_20190922_184815_0

I tak jakoś naszło mnie wspomnienie z początków na Darze Ziemi…

G: – Po chuj to niesiesz?
P: – Bo mogę. Chuj ci do tego. To moje gówno i zrobię z nim co będę chciał!

Liga Północ – zakończenie

Sobota – zawody w Wichrowie, będące jednocześnie ostatnimi ligowymi w tym roku. Trasa dziwnie łatwa i przyjemna w porównaniu do zeszłotygodniowych mistrzostw. No i były dziki prawdziwe:

img_20190921_082851_4

Na zdjęciu jest również Bolek;) Garść ciekawostek z trasy:

 

Na zakończenie oczywiście grupówka i dekoracje zwycięzców:

W oczekiwaniu na wyniki wziąłem udział w strzelaniu na tym razem odstawianie i osiągnąłem spektakularny sukces zajmując drugie miejsce tuż za tym Mieszańcem, co to po elfach ma włosy i talent do łuku, a po krasnoludach brodę i nazwisko;). Niestety nagroda była tylko za pierwsze…

Za dwa tygodnie Rucianka. I zmiana kategorii na OL. Kusi mnie sprawdzić, jak sobie poradzę z czerwonego palika.

najpierwsi z najpierwszych

Niech będzie wersja radziecka…;)

Zakwalifikowałem się na Mistrzostwa Polski w Łucznictwie Terenowym.  Zjechało się ponad dwieście osób, w tym 180 startujących łuczników. Czyli trochę więcej niż zwykle na zawodach. Pogoda w miarę dopisała, podobnie jak organizatorzy.

 

 

Trochę inna formuła strzelania i trochę inne odległości. Na tyle inne, że początkowo myślałem, że strzelamy z czarnych palików, odpowiadających temu do czego się przyzwyczaiłem na dotychczasowych turniejach. Ale okazało się, że czarne są dla dzieci… No ale twardym trza być i mocniej ciągnąć. Cięciwę;)

 

Cele były znajome, więc chociaż tutaj nie było niespodzianki. No chyba, że się trafiło…;)

 

W pierwszej rundzie bywało różnie, można było zabić drzewo lub haniebnie chybić głuszca, by w drugiej, jednostrzałowej, ukarać go ostrzegawczym strzałem w tył głowy…

 

Dzień pierwszy zakończył się noclegiem w samochodzie – zaplanowanym testowaniem turystycznych możliwości Musiołka. Byłem mile zaskoczony zarówno wygodą jak i ciepłotą. Podobnie mile zaskoczyło mnie ukraińskie śniadanie:

No a potem w trasę – runda trzecia. Gwoli ścisłości – z racji znalezienia się w grupie niemal w połowie trasy, każdą rundę trzeba było obejść dwukrotnie. Co przy pięciokilometrowej trasie daje 30 kilometrów po leśnych górkach i dołkach. Jak już wspomniałem – twardym trza być.

Trzecia runda bez fajerwerków, podobnie jak dwie poprzednie. Zdarzało się trafić, ale najważniejsze to dobrze się bawić. No i zakończyć grupowym zdjęciem;)

Po zawodach obiad (do wyboru gorąca kapusta lub obiad wegetariański…) i w oczekiwaniu na wyniki wyprawa na łasice w poszukiwaniu zaginionej strzały. Swojej nie znalazłem, ale znalazłem dwie inne:) Potem losowanie nagród dodatkowych zakończone pełnym sukcesem:

img_20190915_170907_2

i dekoracja zwycięzców absolutnych, na którą się nie załapałem. Ale dziś w nocy ogłoszono wreszcie oficjalne wyniki. Zająłem zaszczytne 10te miejsce, co biorąc pod uwagę całokształt czynników mających wpływ na moje nieprzygotowanie do zawodów jest wynikiem zaskakująco dobrym:)

A wersja amerykańska tutaj: https://warmia-archers.pl/zawody/wyniki-zawodow/pfaa/163-wyniki-pbhc2019

Zamrzenica

Pojechaliśmy wczoraj na kolejne – przedostatnie w tym roku – ligowe zawody, tym razem w Nadleśnictwie Zamrzenica. Pod względem organizacyjnym było naprawdę wypaśnie, nawet deszcz nie zepsuł dobrego wrażenia. Poczynając od hotelowego wręcz śniadania, poprzez dwa drugie śniadania na trasie, poprzez przedobiadowe przystawki… no dobra, żarcia tyle było, że na obiad już nie czekaliśmy;) Cele były ciekawe i odważne:

 

Sporo odwagi wymagało również nawiązanie kontaktu z sokołem czy nakarmienie łabądka:

 

W sumie nie zaszalałem z moimi wynikami, ale za to wszystkie moje Dziewczynki dały mi powód do dumy:

A w następny weekend „best of the best” część pierwsza;)