Duduś

Dzień zacny – służbę odwaliłem, do domu zdążyłem. Obiad i w pole. Zrobiłem dwajściakilka balotów, nie rozmyślając o polityce tylko o nadchodzącym deszczu. No i zdążyłem – pierwsze ciepłe krople spadły na mnie już  pod domem. Tamój też widok nieoczekiwany mnie czekał:

img_20200715_203528_2

No to na cześć niechcianego prezydenta daliśmy mu na imię Duduś. I tyle.

Diego

Jak już wspominałem, samochodu mi było trzeba. Niby nic, bo podaż przecież jest, ale znaleźć coś pasującego – trudno. Zajeżdżając Asiną Astrę czułem się wyjątkowo niekomfortowo, presja rosła. Już nawet negocjowałem Landka Anglika, ale sprzedający odmówił udowodnienia, że tylni napęd działa. Gotów byłem się spedalić jakąś Alhambrą czy Sharanem, ba, w desperacji zacząłem nawet rozważać SKODĘ!!! Zostawiłem ten problem losowi. A los spowodował jakiś remont suszarni na pokładzie DZ i ekipa znanych mi skądinąd spawaczy przybyła:

img_20200715_141010_5

Jeden z nich (ten w czerwonej koszuli) przyjechał samochodem, który rozważałem gdzieś pod koniec „terenówek” w okazyjnej cenie. „Fajne auto”- rzuciłem. „Chcesz kupić?” – padło pytanie. „Chcesz sprzedać?” – nie pozostałem dłużny. Od słowa do słowa, od jazdy próbnej do garażu po części, stałem się posiadaczem wypaśniego Hujdaja o kalifornijskich aspiracjach:

img_20200715_114758_7

Ani to terenówka, ani SUV, ale zajebistością bije na łeb konkurencję. I test kompetencji zaliczył:

No nic, mam nadzieję, że będzie dobrze służył. Ma na imię Diego.

A teraz konkurs dla szanownych Abonentów: kim był Diego de la Vega z Kaliforni? Tylko bez guglowania proszę;)

zapach Radomia

Warsztaty warsztatami, a mnie w pole trzeba. Kosić. No to paczka sucharów z szafki na drogę i do traktora. Coś mi tu śmierdzi. Czyżbym wdepnął w kocią kupę*? Sprawdzam, nie. I dalej ten specyficzny swąd. Kurde, co jest? Może przy warsztatowy stole otarłem się o jakieś zielsko o charakterystycznym zapachu? No bo różne rzeczy zbierali i spożywali… Ale nie, nieprawdopodobne. I dalej mnie to męczy. Jadę, koszę. Śmierdzi. No to sucharka, może zagryzę ten zapach. Ja cię, to z tych sucharów tak wali! Opakowanie umaziane w czymś czerwonym – ani chybi rozwaliła się torebka z czerwonym tłuszczem z chińskiej zupki Vifon’a, zapach pasuje. No a jak powszechnie wiadomo, chińskie zupki są z Radomia… Potem okazało się, że to zupełnie coś innego się wylało (karmuszka czy cuś..), ale skojarzenie pozostało;)

I po warsztatach…

Jako się wcześniej rzekło, że się zaprasza, ludziska przybyli i w badylach grzebali:

Mimo, że mój udział był śladowy z racji obowiązków polowych, było zajefajniście. Coś dla ludzi chcących żerować na łące, bo się da:) Wciąż zaskakuje mnie, że przetworzone rośliny mogą być smaczne – od jakiegoś czasu przyłapuję się na tym, że największą frajdę przy obiedzie sprawia mi… surówka. Da się?:)

finansowanie

Trzynaście miesięcy temu wystawiłem Musiołka na sprzedaż. No bo tak. Bo nudno. Bo chcę zmiany. Bujałem się z tym niesprzedawalnym pojazdem do ubiegłej niedzieli, wykorzystując go w sposób zgoła polowy:

No bo sianokosy wrą. Deszczem spokojnym. I ni stąd ni zowąd w niedzielę zadzwonił człowiek, że Musiołka chce. Mało tego, przyjechał. I co jeszcze bardziej nieprawdopodobne, kupił. A na cud zakrawa, że o 1:46 w nocy wysłał smsa, że dojechał do domu i wszystko jest ok. Łał. No dobra, straciłem samochód, pozyskałem środki finansowe, z których część wyrzuciłem bez sensu na zaległe rachunki, a część przeznaczam na nowy pojazd. Tylko, że wybór jest taki sobie. Mam czas do końca tygodnia na zakup jakiegoś dupowozu lub porządnego samochodu. Za pierwszym optuje rozsądek, za drugim serce.

Tymczasem zrobiliśmy się Bobrownią bezgotówkową:

img_20200709_160902_8

Ledwo to ogarniam, ale udało mi się zapłacić sobie 5 złotych kartą kredytową:) Ciekawe, czy to poszło na moje konto, czy na czyjeś inne…

Konowalus

Czasem i przed domem wybuchnie bomba lenistwa. Efektem jest leniwy po-kot:

img_20200628_142821_0

Niektórzy to potrafią dać sobie w palnik z lenistwem – gdzie się doczołga, tam śpi:

Ale są i tacy, którzy zamiast oddać się lenistwu, oddają się przygodzie. Jak to z przygodami bywa, bywa różnie:

img_20200708_180414_1

Nieodparcie nasuwa mi się moja ulubiona scena z Medicusa (zajefajny film, polecam):

„pacjent” – To moja pierwsza amputacja!

„lekarz” – Moja też…

img_20200709_184344_9

Jeszcze mi się ręce trzęsą, a pacjent odsypia. Należy mu się teraz dużo spokoju i silnych nerwów. A mnie morze alkoholu na odreagowanie. Bo to był nasza pierwsza…

Kupa-ła

Podobno nazwa tego święta wywodzi się od „kupy”, w sensie zgromadzenia. Po raz pierwszy zgromadziliśmy się w naszej Bobrowni w tak licznym gronie znajomych i nie tylko. Ta lepsza część całkiem zgrabnie została przedstawiona w moim prezencie na Dzień Ojca:

Potem było różnie, choć mam nadzieję, że śmiesznie, bo żerca został usieczony Perunowym miodem, co w połączeniu z tremą pierwszego razu zaowocowało pewnymi, hmmm, niedociągnięciami. Ważne, że zdążył wyznaczyć zastępcę, który podobno stwierdził, że jeszcze nigdy „konar mu tak długo nie płonął”… ani chybi z woli Swaroga;)

Poranek pierwszego dnia lata był już bardziej stonowany:

img_20200621_101116_4

Wszystkim obecnym dziękuję za udział, nieobecni niech żałują. Za debiutanckie potknięcia przepraszam, a za rok znów zapraszam:)

Wilk majdziany

Nie lubię Majd. Chyba ze względu na tarcze. Ale Wilk był inny. Lepszy, może dlatego, że nieligowy. Inna rzecz, że w końcu trzeba było wrócić do strzelania.

Ale niedosyt pozostał. Raz, że dzieciaki na pudle nie stanęły, dwa, że moja konkurencja zwiała do barebołów… No nic, trzeba się brać za siebie, a nie narzekać.

Henryk II

Jakiś czas temu rozstaliśmy się z Heńkiem. Z różnych powodów, głównie genetycznych. Ale że w naturze nic nie ginie, wraz z wyjazdem naczelnego rozpłodnika na gumnie pojawił się kolejny samiec omega. Siłą rzeczy otrzymał miano jak w temacie. Przyjdzie czas, że będzie samcem alfa. Ale krótko. Ale na razie niech cieszy się życiem.

Zielsko, Chwasty i Badyle

Czwarty lipca zapowiada się u nas nietypowo. Albo typowo – bo naturalnie, naturalistycznie, ekologicznie czy jak tam chcecie to sobie nazwać. Ja bym to nazwał „warsztatowo”. Bo na warsztat, organizowany przez badylarko-zielarkę Płonkę oraz moją Aś, pójdzie tytułowa zielenina… Plan jest taki:

🌿Zapraszamy do udziału w jednodniowych warsztatach :
„Zielsko, chwasty i badyle. Płonka w krainie spływających wód.”

🌿Poznasz magiczny smak dzikich roślin. Zabierzemy Cię na wyprawę po okolicznych łąkach Natangii. Będziesz miał niepowtarzalną okazję przygotowania posiłku ze zdobytego podczas wędrówki zielska na żywym ogniu.

Przebieg warsztatów:

🍀12:00 Powitanie uczestników słodkim poczęstunkiem z zieloną nutą.
🌄13:00 Wędrówka po natangijskich terenach i wtajemniczenie w historię regionu. Poznawanie napotkanych dzikich roślin ich właściwości w kuchni, medycynie i kosmetyce.
🔥14:30 Powrót i przygotowanie posiłku z zebranego zielska, chwastów i badyli:

🌿Polewka chwastna.

🌱Barwne podpłomyki z dziką wkładką.

🌿Zieleninka z łąki.

🌼Napój z polnych kwiatów.

💛17:00 Zakończenie warsztatów.

Przewidywana liczba uczestników:
8-12 osób (decyduje kolejność zgłoszeń).

Koszt warsztatów: 100 zł/osoba
(kontakt w wiadomości prywatnej lub mail: plonka.podlesna@gmail.com ).

Miejsce: Agroturystyka Bobrownia Dwórzno 33 Górowo Iławeckie.

Termin 04.07.2020 godzina 12:00

Zapraszamy. 🌿♥️🌿

CollageMaker_20200609_091206911

https://www.facebook.com/events/261793061713935/