jak nazwac psa

Poniewaz byla duza rozbieznosc pomyslow jesli chodzi o nazwanie psa, pozostalo imie rodowodowe: Xado. A ze wymawia sie nieco… hmmm, dziwnie, wiec uleglo ewolucji. Xado, Ksado, a ze jest niby jeszcze malutki (7m-cy), wiec Ksaduś, a skonczylo sie na… Zaduś:D. No jak w Czterdziestolatku byl Ugryz, to tutaj bedzie Zaduś…

Zaduś sam sobie wybral miejsce gdzie bedzie sypial. Kolo lodowki. Zeby przypadkiem cos go nie ominelo… Ale te zwierzaki sa cwane…

szalonooki xado

No i wyprawilismy sie popsa. Pol dnia tam i pol z powrotem, pol dnia na miejscu… Droga wypadla autostrada piotrkowska, ktora ma to do siebie, ze dopoki jest bezplatna, to jest nawierzchnia idealna i nie ma zadnych stacji benzynowych…

Jak sie zaczyna platna, to nawierzchnia jest juz wyraznie gorsza, ale pojawiaja sie stacje z paliwem… No ale podroz przetrwalismy – pies o dziwo zesral sie raz tylko (…).

W domu zas najpierw badanie terenu:

potem kontrolne zapoznanie:

i wreszcie wymarzona micha:

No nic, zobaczymy jak bedzie, dzis czas na aklimatyzacje. Pierwszy raz trafil sie pies z rodowodem, w dodatku za darmo – no bo jedno oko ma niebieskie, co go dyskwalifikuje jesli o wystawy chodzi. Hodowcy to swiry…:/

„dlugosc” lyzeczki w czasie

ale sny mialem przez ostatnie dwie noce… plastyczne, realne, refleksyjne.. ale dzis pol nocy to sie przesmialem, nawet chcialem zapisac co mi sie snilo, ale rozsadnie chyba stwierdzilem, ze to nie nadaje sie do zapamietania… lepiej czasem pozostawic sobie uczucie czegos niesamowitego, cien wspomnienia, zwlaszcza jesli sa to rzeczy tak bardzo odjechane…

a przepis na takie sny? lecze sie z przeziebienia mikstura mojej babci, gdzie jednym ze skladnikow jest lyzeczka spirytusu – wazne jest jak ja wlewac!!! bierzemy lyzeczke i wlewamy do niej spirytus przez kilka do kilkunastu sekund – to nic, ze w pewnym momencie zaczyna sie przelewac, lejemy dalej, wazne, zeby trzymac ja nad garnkiem z mikstura, zeby "nadmiar" mocy nie rozlal sie nie jaj Boze gdzies po stole czy po podlodze… lejemy na wyczucie (im bardziej czujemy sie chorzy tym dluzej;)…

o tej lyzce to jeszcze mam jedno wspomnienie, ale to juz inna rzeczywistosc…

achtung – minen!

Przy wigilijnym stole spozywalo sie potrawy mogace wywolac roznorakie reakcje jedzacych, nierzadko drastyczne…

"zmieniam zeby"…

"zamknij sie";) (to dedykacja:D)

"jam jest prekursor";)

Ze wzgledu na wrodzona delikatnosc czwartej osoby nie zamieszczam… no bo nie robila min;)))

zew

Zeby byc szczesliwym trzeba zaakceptowac przemijalnosc zdarzen, wiec carpe diem bo pantha rei a tempus fugit.

Ucze sie tego. Cholernie trudna to nauka, bo nie potrafie ot tak przestac planowac, marzyc, wyobrazac sobie. Mam dar dostrzegania znakow, ale brakuje mi daru korzystania z nich i ufania im – to musze w sobie wypracowac.
Wczoraj ponownie upomnial sie o mnie Bog chrzescijanski. Ciekawe, czy Jemu i mnie starczy cierpliwosci i dobrej woli. Zobaczymy. Czas pokaze.

"Zaplaczcie jednak… bo nic nie trwa wiecznie!". Eragon.