rozdziobią nas…

 Jakoś w tym roku nie zdążyłem zaplanować zasiewów. No bo to było tak, albo odwrotnie: Sąsiadom coś tam zaorałem, potem przetalerzowałem, a jak miałem talerzówkę założoną, to i u siebie coś tam machnąłem. Potem to co stalerzowane postanowiłem im normalnie przebronować, a jak już miałem bronę założoną, to i sobie machnę. No to machnąłem. W sumie jak już mam zabronowane, to bez sensu potem robić to raz jeszcze, to wsieję coś. Najlepiej to co mam do wsiania i coś jeszcze. No to wsiałem. Kurde, jak już wsiałem to może by to broną i wałem… ale przyjechał Listonosz z drewnem i mi przeszło. Rzut oka na pogodę, dziś o 14tej ma lać. Kurde, no to trzeba przed deszczem to wszystko cyknąć. No to pojechałem i cyknąłem to:

IMG_20170329_091718

 tym:

IMG_20170329_102610

I nie wiadomo kiedy okazało się, że siew tegoroczny mam z bańki:) Przy okazji zleciały się, o dziwo rybitwy jakoweś, białe z czarnymi czapkami. Zastanawiałem się skąd takie cudaki się tu wzięły, ale jak na drugim polu zobaczyłem parkę kruków a w tle łabędzie, to obecność cudaków wytłumaczyłem sobie mezaliansem międzygatunkowym: białość i zamiłowanie do wody po łabądkach, a czarne czapki i zamiłowanie do robaków po krukach. I to wszystko do wtóru czajczych pokrzykiwań przy budowie gniazd:)

Majstry

Jakiś czas temu padł pomysł otynkowania chałupy. Szybko, tanio i solidnie. Ponieważ ja tak nie umiem, albo mi się nie chce albo nie mam czasu, trza zatrudnić majstra. Na tą okoliczność został ściągnięty Majster 1, nazwijmy go M. M został dostarczony do domu, obejrzał zakresprac, opróżnił krzynkę piwa i wyjarał to co niegdyś od ruskich przywiezłem po czym stwierdził, że pierdoli i robić tego nie będzie. A na pewno nie sam. No żeby nie było, że nic nie zrobił, to trochę gnoju przerzucił i kostek nawieźć pomógł. I pojechał. Kilka dni później telefonicznie nagabywan stwierdził, że z Majstrem 2, nazwijmy go 2, robić może, jak 2 się zgodzi. Dopadnięt telefonicznie 2 zgodził się, ale w międzyczasie M się rozmyślił. Jako, że 2 sam robić nie będzie, weźmie ze sobą Majstra 3 i przyjedzie zakresprac zobaczyć, po czym się wypowie. No i wczoraj przyjechali: Majster 2, Majster 3 i, o dziwo, Majster 4. Tenże ostatni miał widać w sobie potężnego ducha walki, któren to duch w pionie lub czymś zbliżonym do pionu go utrzymywał. Majstry wszystkie zwolna dom okrążać zaczęły, zakresprac podziwiając. Gdzieś w 3/4 okrążenia duch walki o pion Majstra 4 opuścił i zwalił się ów Majster w miękkość barwinka pod kasztanem, słowem wulgarnym swego czynu nawet nie plugawiąc. Przywrócon do pionu dzielnie i odpowiedzialnie postanowił doczekać końca oględzin w samochodzie. Majster 2 zakresuprac podjąć się zgodził, zaznaczając, że Majstra 4, od czasu niefortunnego wyglebienia w kwiatostanie Tulipanem zwanego, na Majstra 5 wymieni. Po czem przyobiecał nazajutrz się stawić i o 7mej prace rozpocząć. I pojechali.

Dziś z rana w pole mnie poniosło i do dom wróciłem w południe. Widok jaki zastałem zburzył moje wyobrażenie o majstrach wszelakich, bo nie dość, że zgodnie z zapowiedzią przyjechali, to jeszcze o 7mej pracę rozpoczęli. A oto i dowód:

IMG_20170329_122916

Uprzedzając pytania: tak, pies też jest częścią ekipy:) Jako, że Majstry na dziś pracę zakończyli a i w domu żadnej z zewnątrz szczeliny się nie uświadczy, co jedynie o zacności i fachowości ich świadczy, flaszką spirytus movens ich uraczyłem, licząc przy tym na ich obecność na placu boju o świcie. A czy dalej ich zwać będę Majstrami przez „M” czy też inaczej, czas pokaże.

Świetlik

Jakoś przedwczoraj chyba tak coś dziwnie się Bysi wymię wypuczyło. Rano. Dzień sobie biegł, nic się nie działo. Po południu stwierdziłem, że zrobię sobie światła w motorze, bo się skończyły krótkie. Wcześniej rzut oka na Bysię, nic się nie dzieje. No to zrobiłem te światła, zajęło mi to z dziesięć minut, działają. Rzut oka na Bysię, a tam…

 IMG_20170327_182914

Chłopak. Imię nasunęło się samo:) Chwilę później znalazł cycek i słychać go było w całyj wsi…

Wiosnać

 Mać. Przyjszła i błota narobiła. A niech tam. Ważne, że i drugi objaw się wykrokusił:

IMG_20170322_091544

Zwierzakom też na dekiel wali. Mało im szwendania się po gumie i włażenia pod nogi, to jeszcze na przystanek potrafią z Najmłodszą przyleźć i urozmaicać brudnymi łapami czas oczekiwania na autobus:

IMG_20170323_064849

Na szczęście znaczna część ekipy jest lepiej wychowana i grzecznie oczekuje na wyszynk przed domem:

IMG_20170323_075641

Prace polowe rozpoczęte. Najsamprzód u Sąsiadów, którzy błąd życiowy popełniwszy w ugór wieloletni się wpakowali i radości osadniczej doznają. Z mojej perspektywy nieuzasadnionej, ale co im będę ułudę szczęśliwości odbierał. Miast tego tworzę im lokalny Sosnowiec:

IMG_20170323_111445

Ma być lawendowy czy cuś, a co będzie to na blogu u Graszkowskiej zobaczyta. A dlaczego Sosnowiec? No bo i sosenki jakoweś w miedzy rosną, a i cały czas podczas oratorium chodziło mi po głowie pytanie: gdybyś miał do wyboru: pokój na świecie lub zaorać Sosnowiec, to jaki traktor byś wybrał?:D

No to dziś pojadę tam z zastawą stołową, talerzówką znaczy. A tera kawa i piec.

U-522

Brzmi jak nazwa U-boot’a. Ale jak okręt nie wygląda. Wygląda za to… dobrze:) Choć na zdjęciach tego nie widać, bo jest ciemno i telefon już mówiłem jaki. No dobra, do rzeczy. Wygląda tak:

IMG_20170317_1347361

W papierach ma, że nazywa się U, ma 16 miesięcy i jest Herefordem. Brzmi to prawie jak Henry Ford, więc niech mu będzie Heniek. Tym bardziej, ze ma zająć się taśmową produkcją gelaufenów. A, no i jak przyjechał to ważył 522kg:)

Madzia

Jakiś taki niepokój ostatnio odczuwałem gospodarczy. Pierwszy związany z ilością paszy. No bo moje skrzętne wyliczenia zostały okraszone błędem dwudziestopięcioprocentowym. I tak zacząłem się rozglądać za żarciem dla zwierzaków. Albo drogo, albo daleko. Albo to i to. Co prawda noża na gardle nie ma i jakoś do pierwszych traw dalibyśmy radę, ale… Sołtys wczoraj zajechał. Były. Jako, że oderwał mnie od roboty nie paliłem się do zapraszania na kahvi, palił więc sam. Po półgodzinie rozważań na tematy ogólne zapytał, czy siana nie chcę. W kostkach. Po trzy za sztukę. Hmmm, no chcę. Dogadalimy się, tyle, że muszę sobie zabrać. No to plan na przyszły tydzień jest. Dzisiaj Kuba zadzwonił. Czy balotów nie chcę, owiniętych. Pytam ostrożnie ile i po ile. Ile to nie wie, naście, a po za darmo bo mu krowy tego jeść nie chcą. Pojechałem po jednego na próbę. Od razu wstawiłem na pastwisko, towarzystwo wbiło ryje i żre. Albo moje krowiszony mało wybredne są, albo jego jakieś wielkopańskie. Widmo głodu odsunięte.

Drugi niepokój związany z brakiem wycieleń. No bo w zeszłym roku to do końca lutego wszystko mi się praktycznie wypstrykało, a teraz cisza. Jedynie Śliwka listopadowa. Pojechałem do Masaja ustalić, czy po moim rozpłodniku wszystko się porodziło. A jakże. Już nawet posprzedawał, więc nie widziałem co i jakie. Kwaśno jedynie Masaj stwierdził, że wszystkie miały kolor po matkach. Niefart, bywa. U mnie Śliwka też taka całkiem ruda nie jest. Tylko że reszta nie rodzi. Aś stwierdziła, że Muśka się położyła Poszedłem zobaczyć, szału nie ma, tym bardziej, że wstała i poszła. A niech idzie. Zaglądam do niej godzinę później, coś wisi u cycka. Sprawdzam co to takie się w tym błocie wszechobecnym pląta – dziewucha:

IMG_20170310_121515

Jakby ją tu… Błocia? Głupawo. Błoto. Mud. No to niech będzie Mudzia;) Szkoda, że dziewczynka. Szkoda, że kolorowa: czarny z rudym i białymi dodatkami tu i ówdzie. Dobrze, że skoro kolorowa, to dziewczynka:) No dobra, zaczęło się.